Po werdykcie ws. kontraktu Oscara Piastriego z McLarenem na jaw zaczęły wychodzić szczegóły tego, w jaki sposób Alpine straciło swojego złotego juniora.

Decyzja Contract Recognition Board sprawiła, że Australijczyk będzie w przyszłym roku kierowcą wyścigowym ekipy z Woking. Przede wszystkim sytuacja ta jest już pewna prawnie, co nie było takie oczywiste przez ostatnie miesiące działań Francuzów.

Po FP2 na Zandvoort McLaren zorganizował sesję dla mediów, którą początkowo odwołał, ponieważ wiedział, że zbiegnie się czasowo z ogłoszeniem werdyktu. Na późniejszym spotkaniu, gdzie obecny był także nasz Olek Ginter, pojawili się Zak Brown i Andreas Seidl, którzy w bardzo pewny sposób wypowiadali się o całym zamieszaniu, podkreślając swoje przekonanie co do tego, że wygrają spór. Obaj pozwalali sobie na sporadyczne szpilki, sugerując, iż ich zadanie nie było najtrudniejsze.

- Dla nas to było dość proste - mówił Niemiec. - Jeśli chcesz mieć kierowcę w swoim zespole F1, musisz mieć dwie rzeczy: kontrakt oraz rejestrację w CRB. Zajęliśmy się tym w lipcu, więc nasze plany były jasne.

- Ponieważ nie myśleliśmy, że jest jakiś argument [na korzyść Alpine], nie traktowaliśmy tego jako dużej sprawy - tłumaczył, pytany o to, czemu werdykt zapadł po 4 dniach. - Ostatecznie CRB zbiera się dość rzadko, ostatnio chyba z 15 lat temu, więc przeanalizowanie wszystkiego zajmuje pewnie trochę czasu.

McLaren ściągnął Piastriego jak wolnego agenta

- Marko nie był w stanie ściągnąć Lando, bo mieliśmy kontrakt - dodał Brown, pytany o zainteresowanie Norrisem, jakie kilka lat temu wyrażał Red Bull. - Jeśli masz kierowcę, musisz mieć umowę. To bardzo konkurencyjne środowisko, gdzie każdy stara się zgarnąć najlepsze talenty. Jeśli nie masz kontraktu, jesteś bezbronny.

Seidl w pewnym momencie sam z siebie postanowił nawet odnieść się do komentarzy innych szefów - m.in. Toto Wolffa z Mercedesa - którzy krytykowali Piastriego za jego słynny wpis na Twitterze. Zapewne bierze się to z tego, iż opisana niżej sytuacja kontraktowa była tak nietypowa, że Andreas poczuł, iż zawodnik miał pełne prawo szukać najlepszego rozwiązania.

- I jeszcze coś ode mnie. Jestem trochę zaskoczony niektórymi komentarzami osób, które nie znały szczegółów tego, co się działo. Te wypowiedzi nie były w porządku i nie respektowały tego, co się działo. Myśląc o sobie w takiej sytuacji, jeśli widzę tylko jedną stronę, nie wypowiadam się. Chciałem to podkreślić, by chronić Oscara.

Później szef pozwolił sobie nawet na użycie słów "wolny agent" w kontekście rozmawiania z Piastrim. Patrząc na to, jakie informacje pojawiły się w podobnym czasie w mediach, jasne jest, że status zawodnika był właśnie taki, ponieważ nie związał się on żadnym kontraktem z Alpine.

Werdykt CRB był jednogłośny nie bez powodu i nakazał ekipie z Enstone pokrycie wszystkich kosztów, szacowanych na nieco ponad 0.5 mln funtów. Kwestia płatności - co tłumaczył w piątek Brown - nie jest jednoznaczna i zależy jedynie od wniosków trybunału, co pokazuje, jak dużą porażkę ponieśli niebiescy. Jeszcze lepiej obrazują to szczegóły tej historii.

Z obszernych doniesień Dietera Renckena dla RacingNews365, który zdobył dostęp do poważnych dokumentów, wynika, że Alpine przeciągało kwestię podpisania jakiegokolwiek kontraktu z Piastrim, jaka miała zająć 10-15 dni roboczych, od listopada 2021 roku do połowy marca 2022 roku, a ostatecznie zrobiło to "po łebkach" przed GP Bahrajnu, by uniknąć problemów z superlicencją.

Jesienią ustalone miały zostać warunki dłuższej współpracy, natomiast wiosną umowa jedynie na bycie kierowcą rezerwowym, jednak niezahaczająca w ogóle o kampanię 2023. Francuzi - a w zasadzie ich radczyni prawna - mieli myśleć, że dość nagłe przerzucenie założeń z listopada na jakiś rodzaj dokumentu stanowiło wiążącą umowę lub kontrakt, jednak według CRB takie coś nie miało żadnej mocy, nawet jeśli prawniczka uważała inaczej. To właśnie na tym opierał się Otmar Szafnauer, przypominając, co podpisano w zeszłym roku.

Spisane warunki określały tylko plany na lata 2023-2026, które obejmowały minimum rok startów Oscara w innym zespole, najprawdopodobniej w chętnym na jego usługi Williamsie. Mimo opcji ściągnięcia go na sezon 2024 zakładano, iż do Alpine Australijczyk trafi dopiero w 2025 roku. Ta wersja pokrywa się z doniesieniami, że zawodnik nie chciał tak długo jeździć w dolnej części stawki.

Wszystko to sprawiło, że otoczenie mistrza F2, reprezentowane przez byłego kierowcę F1, Marka Webbera, zaczęło być sfrustrowane i mieć dość trudnych kontaktów z Alpine, jak i niesatysfakcjonujących sportowo opcji. Mając na uwadze brak regularnego kontraktu, który obowiązywałby od stycznia następnego roku, w końcu zaczęto rozglądać się za innym fotelem. Ten ostatecznie znalazł się w pomarańczowym bolidzie, a ponieważ Piastri nie miał innej umowy, był traktowany jak wolny agent, nawet jeśli powszechnie uważano, że jest inaczej.

- Tak, rozmawialiśmy z Markiem, co było istotną częścią - chwalił Webbera Seidl. - W tych czasach ważne jest posiadanie wokół siebie takiego zespołu ludzi, który pozwala znajdować dobre okazje i odpowiednio zaczynać w F1. Przy swoim doświadczeniu Mark będzie bardzo pomocny na początku kariery Oscara.

McLaren ściągnął Piastriego jak wolnego agenta

Jak wynika z informacji The Race, Piastri był nawet gotowy przeczekać kampanię 2023 na ławce rezerwowych, gdyby McLaren nie był w stanie przedwcześnie pożegnać Daniela Ricciardo. Choć może się to wydawać absurdalne, dzięki temu i tak trafiłby do szybszego auta o rok wcześniej niż trzymając się Laurenta Rossiego i spółki.

W kwestii zerwania umowy z Honey Badgerem również pojawiły się interesujące wątki. Przede wszystkim okazało się, że wyrażając chęć pozostania w zespole, Daniel nie wiedział o tym, że jego rodak zawarł już jakiś rodzaj porozumienia z McLarenem.

- Szczerze mówiąc, o 4 lipca słyszę pierwszy raz - mówił w piątek dla Sky. - Nie wiem, jak to się rozłożyło w czasie oraz o czym rozmawiał zespół, ale jeszcze przed tym dyskutowaliśmy przez wiele miesięcy. Nie o przyszłości, ale o tym, co da się poprawić. Wiem, że w tle musiały się odbywać rozmowy. Kwestia tego, kiedy się odbyły, to nie moja sprawa. Jeśli tak się stało, okej, ale to i tak nie moja decyzja.

Sugeruje to, że szefostwo już znacznie wcześniej było zdecydowane na zmianę składu na sezon 2023. Z wcześniejszych wypowiedzi obu stron wynikało, że do rozstania doszło w świetnej atmosferze, natomiast wyjawiona przez CRB data wygląda na niefortunną w kontekście wielu deklaracji o całkowitej przejrzystości.

Jest to o tyle istotne, iż coraz pewniejsze wydaje się, że McLaren nie musiał wypłacić Ricciardo ponad 20 milionów dolarów, jak sugerowano wcześniej. Kolejny z tzw. insiderów, Joe Saward, pisał po GP Belgii o jedynie 10 milionach zamiast 16. W piątek Zak Brown określił natomiast efekt negocjacji z Danielem mianem "dobrego rozwiązania", co także brzmi jak zgodzenie się kierowcy na niższą odprawę.