Zgodnie z zapowiedziami Mercedes wreszcie przywiózł spory pakiet poprawek do swojego bolidu F1. Podczas GP Bahrajnu w Malezji projekt W17 powinien doczekać się skoku osiągów.
Ekipa dowodzona przez Toto Wolffa obrała w tym roku ciekawy plan rozwojowy, gdyż dotychczas dysponowała tylko jednym większym zestawem. Miało to miejsce już dość dawno, podczas wizyty w Montrealu, choć jednocześnie stajnia z Brackley nie miała na sobie większej presji. Na większości torów dysponowała bardzo pokaźnym zapasem, ale w miesiącach letnich sytuacja zaczęła się zmieniać.
Za sprawą dwóch wyskoków Ferrari, własnej awaryjności i sporego progresu McLarena nagle to rywale zaczęli triumfować nie tylko od święta. Mimo tego Srebrne Strzały nie panikowały, a sam Wolff udzielał jedynie specyficznych wypowiedzi na temat ograniczeń finansowych.
Spekulowano, że modernizacje pojawią się już po europejskiej części sezonu, najprawdopodobniej w Malezji. Właśnie to potwierdziło się dziś. Wielokrotni mistrzowie świata za kulisami przygotowali interesujący zestaw modyfikacji swojego pakietu.
Ten ujrzał światło dzienne w czwartek w Kuala Lumpur. Główna zmiana dotyczy kształtu sekcji bocznych, które opadają dużo mocniej i przypominają nieco koncepcję stosowaną przez Red Bulla, a jednocześnie są pójściem w odwrotną stronę niż w przypadku McLarena. Inna jest również podłoga na przednim panelu oraz na tylnej krawędzi.
Kimi Antonelli zdradził dziś, że wprowadzone zmiany są wyceniane przez zespół na około trzy dziesiąte sekundy. AutoRacer donosi z kolei, że to nie koniec usprawnień, ponieważ w trakcie kolejnych weekendów Mercedes ma zaprezentować nową wersję przedniego i tylnego płata.
Sezon F1 oczywiście zmierza powoli ku końcowi, ale do finiszu zostało jeszcze sporo rund. Drużyny nie odpuszczają więc rozwoju swoich maszyn, co na początku cyklu regulacji ma oczywiście związek z przeniesieniem niektórych rozwiązań na sezon 2027. Swój duży pakiet ulepszeń zapowiedziało niedawno Ferrari, które w Austin powinno zjawić się z nową podłogą.

