• Home
  • F1
  • Naszym zdaniem: Vettel za Pereza w Astonie Martinie
Naszym zdaniem: Vettel za Pereza w Astonie Martinie

(fot. Racing Point, Formula 1)

Naszym zdaniem: Vettel za Pereza w Astonie Martinie

Chcąc skomentować ostatnie ruchy na rynku kierowców, zdecydowaliśmy się na alternatywę (porzucony pierwowzór, prawdę mówiąc) 3x3, która pozwoli wyrazić opinie w swobodniejszy sposób, szczególnie, że niektórymi pytaniami nieco uprzedziliśmy fakty.

Dziś zajmujemy się odejściem Pereza, którego w Racing Point Astonie Martinie zastąpi Sebastian Vettel. Niby człowiek wiedział, ale dał się zaskoczyć, bo wszystko wydarzyło się szybko i bez przecieków.

Kontraktu Sebastiana nie trzeba tłumaczyć, ale...

Bartosz Pokrzywiński

Tak naprawdę czekaliśmy na to bardzo długi czas i byliśmy pewni, że informacja zostanie ujawniona na długo przed Belgią. Tak się nie stało. Jestem ciekaw, dlaczego faktycznie czekano aż tyle. Czy prawdą jest, wg tego, co mówi Sebastian, że Sergio Perez podał oświadczenie, a później Sebastian zdecydował się ujawnić swoją przyszłość? Czy faktycznie jest tak, że Lawrence Stroll mógł zagrać Ferrari na nosie i na kilka dni przed 1000. wyścigiem Scuderii ogłosić, iż ich kierowca będzie w jego zespole?

Nie podoba mi się F1, w której bardziej doświadczony, szybszy, bardziej kompletny i chyba jednak trochę lepszy kierowca musi odchodzić z zespołu, by zrobić miejsce dla kogoś nowego. Były już takie przypadki, ale szkoda, że Lawrence Stroll nie zdecydował się ogłosić światu, dlaczego nie jest to Lance. To działa na niekorzyść wizerunku Astona Martina i młodego Kanadyjczyka. Sergio Perez był tym kierowcą, który - podobnie jak Lewis Hamilton - całą erę hybrydową przejeździł w jednym zespole. Można śmiało powiedzieć, że Force India, obecnie Racing Point, jest też jego ekipą. 

Niestety tym razem dały o sobie znać pieniądze, bo nie wierzę, że coś innego mogło o tym zdecydować. Sam na miejscu Lawrence'a Strolla też wolałbym mieć Sebastiana Vettela, ale to ze względu na marketing, rozgłos i budowanie dużej marki w Formule 1. Samemu Astonowi też to jest na rękę, bo Sebastian jest dużo bardziej rozpoznawalny. Mam nadzieję, że Sergio znajdzie miejsce w F1, bo nie chciałbym, by był kolejnym kierowcą, który miał to coś, stawał na podium, a zabrakło dla niego miejsca. Z drugiej strony - oglądanie takiego zawodnika w zespole, który nie ma perspektyw, nie byłoby dla widzów żadną przyjemnością.

W tej całej sprawie wizerunkowo ucierpiał Lance Stroll. Ani Otmar Szafnauer, ani Lawrence Stroll nie zdecydowali się na oficjalne wyjaśnienie tej sytuacji. Moim zdaniem kontraktu Sebastiana nie trzeba nikogo tłumaczyć. To świetny ruch dla ekipy i prawdopodobnie jedyna alternatywa przed emeryturą. Czy Aston dostarczy mu bolid, którym będzie mógł wygrywać? Nie wiem i chyba musimy dać temu kilka lat.

Brutalny biznes, ale czemu taki brzydki?

Grzegorz Jazienicki

Bardzo cieszę się, że Sebastian zostaje w Formule 1. Już dawno przestał być tym złym i wielu ludzi polubiło to, jakim gościem jest poza torem. To wielka postać dla tego sportu. Może i w bolidzie zdarzają mu się wpadki, ale nawet mimo ich, nie zasłużył, by zostać tak nieładnie wykopanym z Ferrari, które sam absolutnie uwielbia.

Szkoda tylko, że do jego pozostania doszło kosztem Sergio Pereza, którego Racing Point pozbył się nie w identyczny sposób, ale równie brzydki i niezasłużony. Kompletnie nie rozumiem formy tego pożegnania, chociaż nie jestem jakimś fanem Checo, chyba nawet bardziej lubię Seba. Deklaracje Sergio o kontrakcie traktowałem jako normalną zagrywkę, przypominanie wszystkim, że hej, po coś ta umowa jest i niech wszyscy o tym wiedzą. Jeśli on naprawdę dostawał sygnały, że nie zostanie wyrzucony, to rozegrano to bardzo źle.

To nie jest jakieś popychadło, które przyszło do zespołu, nie spisało się i wyleciało. Był w nim naprawdę długo, wycisnął kilka niespodziewanych podiów i przyczynił się do uratowania ekipy. Tak jak my wszyscy, Meksykanin zna powody utraty posady, które są pozasportowe i niepodważalne - Niemiec to większa marka, która będzie pasowała do Astona Martina. Perez w swoich wypowiedziach zachował sporo klasy, apelując o dobre przyjęcie Vettela i wspominając, a nawet podkreślając te miłe chwile w Force India/Racing Point. Spodziewał się, nie kłócił się z tym, ale na pewno ma spory niesmak, tak jak i wielu obserwatorów. To musiało się stać, ale mogło wyglądać lepiej.

Pierwszy raz odkąd Lawrence Stroll jest w Formule 1, coś mi w nim nie pasuje. Kopiowanie i wykaraskanie się to zupełnie coś innego. Tutaj, dokonując zmiany, którą chyba każdy rozumie, wybrał najgorszą formę rozstania, którą dodatkowo nie pomógł swojemu synowi, nawet jeśli jego zostawienie dla każdego także jest jasne i oczywiste. Wygląda to jak chamskie wykopanie dobrego kierowcy, by zostawić synka na siłę - a przecież biznesu tłumaczyć nie trzeba, a Lance może nie jest wybitny, nie jest lepszy od Sergio, ale na pewno nie jest słaby. Chciałoby się powiedzieć, że tyle pieniędzy w to idzie, a na gościa od wizerunku zabrakło. Biznesowo miliarder na tym nie stracił, ba, zyskał i tak, ale formy rozegrania tego zwyczajnie nie rozumiem.

Aston Martin jest "for real"!

Bartosz Budnik

Wszyscy wiedzieliśmy, jak to się skończy. Część się łudziła, że zobaczymy duet Perez-Vettel. Natomiast logicznie myśląc, nie można było oczekiwać, że Lawrence zwolni własnego syna, który był swoistym motorem napędowym kupna zespołu. Nadal uważam, że sportowo ten manewr się nie broni. Stroll może i nie odstaje tak bardzo do Meksykanina wynikowo, ale pamiętajmy – Checo wypadł z dwóch wyścigów przez koronawirusa. Jest on po prostu lepszy od Kanadyjczyka. Szkoda mi Pereza, ale uważam, że ze swoim zapleczem finansowym raczej ze stawki nie wypadnie. Chyba, że będzie się trzymać swojej deklaracji, w której mówił o konkurencyjnym samochodzie do 2021 roku albo odejściu z F1. To on jest teraz panem tej sytuacji, bo Haas i Alfa Romeo muszą mieć go wysoko na swojej liście życzeń.

Vettel natomiast podejmuje bardzo dobrą decyzję dla swojej kariery. Idzie do zespołu, który ma duże ambicje, a Lawrence Stroll wygląda na zdeterminowanego faceta. Ten ruch zresztą udowadnia to bardziej niż cokolwiek innego. Ściągasz czterokrotnego mistrza świata na początek swojej przygody z Aston Martinem. Dwie pieczenie przy jednym ogniu. Reszta zespołów musi zrozumieć, co oznacza taki ruch, plus to świetny ambasador dla tak legendarnej marki, jeżeli chodzi o samochody drogowe.

Sebastian jednak musi zrozumieć, że wygrywanie nie przyjdzie od razu. Ba! Żeby stanąć na podium, musi stać się coś takiego jak na Monzie, mimo naszych złudnych wrażeń na początku sezonu. Niemiec nadal ma w sobie motywację i wciąż kocha szybką jazdę – o ten aspekt zupełnie się nie boję. Pytanie, jak będzie z cierpliwością, bo mówi się o chęci długofalowej współpracy. We włoskich mediach pojawiają się doniesienia o możliwym kuszeniu Adriana Neweya przez Strolla, a ważnym elementem układanki może być właśnie osoba Vettela. To w końcu ten duet był w stanie wygrać razem osiem mistrzostw świata.

W ogólnym rozrachunku uważam, że to dobra decyzja dla całej serii. Racing Point/Aston Martin pokazuje, że jest „for real”. Sebastian Vettel dostaje nowe środowisko, w którym powinien nieco odżyć po ciężkich ostatnich sezonach w Ferrari. Jedynym minusem jest fakt potraktowania dosyć chamsko Sergio Pereza, który dostaje wilczy bilet na dzień przed początkiem weekendu wyścigowego. Wydaje mi się jednak, że Meksykanin z całej sytuacji wyjdzie obronną ręką i zostanie w stawce na przyszły rok.

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.
Załóż konto lub Zaloguj się