Kierowcy F1 nie podchodzą optymistycznie do GP Wielkiej Brytanii 2026. Bardzo lubiane przez nich Silverstone może zostać zrujnowane przez nowe przepisy, które zagwarantują bolidom wielkie problemy z odzyskiwaniem energii.

Kilka dni temu Max Verstappen wspomniał, że gdy przejechał się w symulatorze po arenie najbliższej rundy mistrzostw świata, to zwyczajnie zaczął się śmiać, bo nie wyglądało to zbyt kolorowo. Czterokrotny mistrz miał na myśli to, jak bardzo tegoroczne bolidy cierpią na tym obiekcie.

Obecna generacja jest potwornie zależna od energii elektrycznej. Udział baterii w napędzaniu maszyny na dystansie okrążenia jest tak duży, że po prostu zostają one bardzo szybko opróżnione. Na takim torze jak Silverstone, gdzie długie odcinki pokonuje się z gazem w podłodze, to duży problem, szczególnie że stref mocnego hamowania, a więc odzyskiwania, jest tam stosunkowo niewiele.

Samochody z sezonu 2026 nieźle radzą sobie tam, gdzie hamulce pracują bardzo często, a proste nie są rozciągnięte do granic możliwości. Wtedy energia jest wykorzystywana i zbierana na tyle często, że trudniej zauważyć mankamenty. Gdy jednak F1 udaje się do Australii, Japonii czy właśnie na Silverstone, to sytuacja robi się dużo gorsza.

Wizyta w Wielkiej Brytanii to pierwszy wyścig na tak okrutnym energetycznie torze od momentu kwietniowej przerwy i delikatnego usprawnienia reguł. To dopiero tu zobaczymy, czy będzie tak źle jak w Melbourne czy na Suzuce, czy może dużo lepiej.

- To chyba najlepszy test [poprawionych przepisów] od Miami. Poprzednie tory nie były tak trudne pod kątem energii. A ten będzie największym testem, z jakim mierzą się te przepisy - podkreślił Sergio Perez.

Niestety prognozy zawodników nie są zbyt dobre. W czwartek wielu z nich krytycznie podeszło do tego weekendu. Jedni byli ostrzejsi, a inni mniej, aczkolwiek wnioski pozostawały podobne.

Fernando Alonso, który bardzo lubi rzucić czymś dosadnym, kolejny raz w tym roku zestawił szybkie sekcje z ładowarką: - To niczym ładowarka. W tym roku [na Silverstone]  będzie inaczej i niezbyt fajnie. Patrząc na symulator, to wręcz dość smutne dla kierowców, ale też dla widzów. 

Lewis Hamilton opisywał, jak słabo może wyglądać drugi sektor.

- Patrząc na prędkości, zaczynamy tracić na dojeździe do Copse. Normalnie silnik wyje, bo starasz się cisnąć na maksa, jadąc pełnym gazem. W tym roku będziemy zwalniać, schodzić z ósmego na siódmy bieg mimo pełnego gazu i próbować utrzymać obroty wyżej. Mamy długą prostą od zakrętu nr 9 do 10, gdzie pojedziemy praktycznie bez dostarczanej energii.

- Maggots i Becketts też nie dadzą tych samych odczuć, bo trzeba zastosować taktykę lift and coast przez jakiś czas. To kompletnie inny tor. Zobaczymy jutro. Choć nie mam wątpliwości, że nadal będziemy cieszyć się tymi elementami, których nie ogranicza energia, to w najlepszych sekcjach doświadczymy spadku mocy. Mam nadzieję, że uda się coś z tym zrobić na przyszły sezon.

Lando Norris był ostrożniejszy w krytyce, choć powtórzył część słów Hamiltona. Cieszył się natomiast z tego, że fani na trybunach nie odczują problemów tak bardzo jak kierowcy w kokpitach.

- Najważniejsze, że niedziela pozostanie ekscytująca dla widzów. W samochodzie możemy nie mieć tego, co chcemy, bo nie będziemy naciskać w Copse i nie odczujemy limitu w Maggots i Becketts. Ciągle będą takie strefy, w których konieczne stanie się tracenie prędkości przez dłuższy czas, niż byśmy sobie tego życzyli, lecz taka jest obecna rzeczywistość. A przecież niedawno oni [władze] próbowali wprowadzić jeszcze pewne zmiany nawet na ten weekend. Będzie okej. To nadal Silverstone i nadal jesteśmy w F1. Ostatecznie nie możemy za bardzo narzekać. 

Ollie Bearman żartował, że warto wstrzymać się z wydawaniem wyroku, zanim F1 uda się do Belgii.

- Nie wyrywajmy się z tym do przodu. Następne jest Spa, a tam Silverstone może wydawać się niesamowitym torem.

- Być może sekcja, która wymaga największej odwagi w kalendarzu, czyli Maggots, Becketts, w tym roku będzie w zasadzie jednym zakrętem. Tuż przed nią pojedziemy bardzo wolno, bo nie wystarczy mocy do tego stopnia, iż to nie będzie jak zakręt. 

Franco Colapinto także wspominał, że zakręty stracą urok, a ponadto wyjaśnił, dlaczego po wprowadzeniu regulaminowych poprawek zniknąć może stosowanie lift and coast.

- Tutaj jedziemy pełnym gazem przez jakieś dwa kilometry. Będzie trudno. Te zakręty praktycznie przestaną być zakrętami, ale zobaczymy jutro.

- Nie czeka nas za to odpuszczanie gazu, bo poprawione przepisy sprawiły, że łatwiej trzymać go w podłodze, a mniej zyskuje się poprzez odpuszczanie. Może na początku roku trzeba było robić to celowo, bo była to kwestia maksymalizowania osiągów na prostych. Teraz odzyskiwanie jest ograniczone, więc łatwiej jechać pełnym gazem. Z drugiej strony clippingu jest tak dużo, że dojedziemy do zakrętu wolniej, a on sam stanie się łatwiejszy.