• Home
  • F1
  • Przerost ambicji nad możliwościami, czyli historia romansu Leclerca z Ferrari
Przerost ambicji nad możliwościami, czyli historia romansu Leclerca z Ferrari

(fot. Ferrari )

Przerost ambicji nad możliwościami, czyli historia romansu Leclerca z Ferrari

Charles Leclerc ma za sobą trudny sezon. O ile samą prędkością pokazał, dlaczego fani upatrują w nim przyszłego mistrza świata, tak zachowanie na torze młodego wychowanka akademii Ferrari pozostawiało pewien niesmak. Może i nie zawsze ponosił konsekwencje swoich czynów, ale gdy już szczęście go opuszczało, to te były szczególnie bolesne. 

Klasyfikacja generalna: 8. miejsce

Punkty: 98

Najlepszy wynik: P2 (GP Austrii)

Kwalifikacje: 13-4 vs Vettel

Wyścigi: 10-5 vs Vettel

Nasza ocena: 6.60 (P9)

Co siedzi w głowie Charlesa Leclerca?

W tym roku poznaliśmy inną twarz Monakijczyka. Twarz, której przed rozpoczęciem kampanii 2020 nie mieliśmy okazji zobaczyć. 23-latek od samego wejścia do królowej motorsportu pokazywał, że jest bardzo szybki i no właśnie... rozważny. Na palcach jednej dłoni możemy policzyć błędy czy nieodpowiedzialne manewry kierowcy Scuderii, popełniane w pierwszych dwóch sezonach w F1. Potrafił łączyć talent z chłodną głową (choć często głośno wyrażał niezadowolenie z decyzji zespołu czy sędziów) i wydawało się, że będzie opozycją do Verstappena, który zawsze kojarzył się z niedojrzałością i absolutnie szalonymi zachowaniami. 

Rok 2020 sprawił, że role się odwróciły i owłady nad samym sobą zabrakło Leclercowi. Liczba nawet nie tyle ryzykownych, co skrajnie niebezpiecznych incydentów, których się dopuścił na przestrzeni kilku miesięcy, jest zatrważająca. Wyhamowanie na tylnym skrzydle Sebastiana Vettela w GP Styrii, staranowanie Lance'a Strolla w GP Rosji, przejechane niczym w trybie nieśmiertelności GP Bahrajnu czy zaprzepaszczenie świetnych kwalifikacji na krótszej nitce tydzień później. Można tak wymieniać do bladego świtu. Tych incydentów było zdecydowanie za dużo.

Jednak łatwiej jest osądzić, niż zastanowić się i poszukać przyczyny takiego zachowania reprezentanta Monako. Charles to wyjątkowo ambitny i wymagający wiele od siebie kierowca, którego można wręcz posądzić o bycie perfekcjonistą. Jego cytaty po błędach i branie na klatę winy stały się w pewnym momencie memami, ale też świetnie oddają charakter Leclerca. Wiecznie szukający w czym może się poprawić, jak urwać kolejne tysięczne części sekundy. 

Właśnie ambicja w połączeniu z frustracją były objawem tak częstych wpadek młodego kierowcy. Prawie każdy błąd wynikał z chęci pokazania, że może wycisnąć z maszyny jeszcze więcej i miejsce, w którym się znajduje, nie odzwierciedla jego umiejętności. Przez budowę tegorocznego bolidu, jeśli chciał coś ugrać, to musiał decydować się na agresywne ruchy, czasem nawet przepłacając je wypadnięciem z wyścigu czy utratą cennych sekund. Leclerc obrał zupełnie inną taktykę od Vettela, który w tym roku wydawał się wypalony i pogodzony z tym, że z SF1000 nic nie wyciśnie. Sebastian nie szukał limitów, starał się po prostu dowozić pojazd do mety. 

To był pierwszy taki sezon 23-latka w F1, w którym nie wszystko szło po jego myśli, niekoniecznie z jego winy. Sauber był ekipą na przetarcie, nabranie doświadczenia i posmakowanie królowej motorsportu. Nawet tamta konstrukcja była lepsza niż zakładano i pozwalała debiutantowi na dowiezienie kilku wybornych rezultatów. Rok temu też nikt cudów nie oczekiwał, a był w stanie walczyć niczym równy z równym z Vettelem i stawać w szranki z kierowcami Mercedesa. Leclerc po raz pierwszy w karierze spotkał się z większymi problemami, rozczarowaniem i tak długotrwałą frustracją. Znając Charlesa i to, jak wyciąga wnioski, to ostatnie 12 miesięcy wiele go nauczyło, a za rok wróci jeszcze mocniejsza wersja sympatycznego Monakijczyka. 

Nierozważny, ale piekielnie szybki

Młodzian pomimo błędów i transformacji, którą przeszedł na przestrzeni ostatnich miesięcy, to bardzo dobry kierowca. Nawet Sebastian Vettel podkreślał, że to zawodnik z innej ligi, ktoś do kogo nie ma podjazdu. Gdy już tak o tobie mówi czterokrotny mistrz świata, ktoś kto w swojej karierze jeździł u boku Marka Webbera, Kimiego Raikkonena czy Daniela Ricciardo, to wiedz, że jesteś kozakiem. 

To właśnie Charles najbardziej dominował swojego zespołowego partnera w kwalifikacjach. Średnia różnica między nim i Sebastianem wynosiła aż 0.757s. To wygląda jak przepaść między Mercedesem i McLarenem, a nie czas, który dzieli dwóch kierowców tej samej ekipy. Vettel mówił głośno, że nikt inny w stawce nie ma dwóch tak mocno różniących się od siebie konstrukcji jak stajnia z Maranello, ale ta przewaga wciąż jest imponująca. 

W tym roku Sebastian tylko trzy razy wszedł do Q3, tak zawsze błąkał się w dolnej części tabeli, raz lądując na P11, innym razem na P15. Charlesowi ta sztuka udała się aż jedenaście razy, a gdy pojawiał się w ostatniej części czasówki, to wielokrotnie potrafił zamieszać w czubie tabeli. Najświeższym przykładem jest kapitalne okrążenie w Q3 przed GP Sakhiru, kiedy Leclerc wyciągnął P4 na silnikowym torze, których w tym roku samochody z jednostkami Ferrari wybitnie nie polubiły. 

Różnica klas była aż nadto widoczna nie tylko na pojedynczym okrążeniu, ale i na dłuższym dystansie. 23-latek wyszarpał w tej kampanii aż 98 punktów, z czego kolejne kilkadziesiąt wypuścił z rąk w GP Styrii, Włoch, Turcji i Sakhiru. Wychowanek włoskiej drużyny więc ma prawo czuć niedosyt. Mimo tego jego kolega zdobył tylko 33 oczka, aż 65 mniej! Charles swoim tempem i rezultatami pokazał klasę i swe wielkie możliwości. Brzmi to trochę groteskowo, gdy weźmiemy pod uwagę, że mówimy o dorobku kierowcy Ferrari, a nie AlphaTauri czy Renault, ale SF1000 nie było pod żadnym względem dobrą konstrukcją i te rezultaty są znacznie lepsze niż realne osiągi maszyny. 

Przed Leclerciem wciąż wiele pracy do wykonania, jeżeli chce walczyć o tytuły. Może i średnia z naszych not jest szokująca, ale kiedy dogłębnie przeanalizujemy oceny z poszczególnych wyścigów, to dojdziemy do źródła kłopotów. Juź pierwsze cztery rundy mówią wiele o tym, jak skrajne emocje potrafiła wywołać jazda Charlesa: 9.0, 2.0, 5.33, 9.67. Aż trzy razy Monakijczyk dostawał średnio poniżej trójki za wyścig. Tylko Alexander Albon może się „pochwalić” podobną liczbą występów do zapomnienia. 

Rok 2020 pokazał, że zawodnika Scuderii wciąż trzeba doszlifować. Co prawda są to raczej drobne korekty, aniżeli duże zmiany, ale to właśnie detale odróżniają kierowców dobrych od bardzo dobrych i bardzo dobrych od elitarnych. 

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.
Załóż konto lub Zaloguj się