• Home
  • F1
  • Romain Grosjean i paradoks Bahrajnu
Romain Grosjean i paradoks Bahrajnu

(fot. Haas)

Romain Grosjean i paradoks Bahrajnu

Kierowca, który przez kilka ostatnich sezonów popisywał się kolejnymi agresywnymi i często głupimi manewrami, budując własną legendę. Co takiego stało się w 2020 roku, że z Grosjeana, którego większość z nas miała dość, narodził się Romain, któremu wszyscy współczuliśmy, a teraz szanujemy i życzymy jak najlepiej? Próba odpowiedzenia na to pytanie jest chyba najlepszą formą podsumowania sezonu 2020 F1 z perspektywy Francuza, bo wydaje mi się, że to jedyne, co ma dla niego teraz znaczenie.

Klasyfikacja generalna: 19. miejsce

Punkty: 2

Najlepsze wyniki: P9 (Eifel)

Kwalifikacje: 7-7 vs Magnussen

Wyścigi: 2-5 vs Magnussen

Nasza ocena: 4.45 (P19)

PerHAASp it's Haas

Nie da się nie zacząć od tego, że kiedy Romain oraz Kevin dojechali na przedsezonowe testy do Barcelony, oczom im ukazał się las... krzyży. Ferrari będące dla Haasa starszą siostrą, odstępującą Wranglery, z których już wyrosła, czy przegrywającą kasety z najlepszą muzyką, przez co było się modnym w szkole, nagle samo potrzebowało pomocy. Reanimacja trwała cały sezon i w Maranello ostatecznie postanowiono pogrzebać SF1000 wraz z odejściem syna marnotrawnego, Sebastiana Vettela. Nagle okazało się, że stosowany przez lata patent, który rozwinął w tym roku Racing Point, przestał działać, bo nie dość, że Ferrari w 2020 nie do końca trafiło z aerodynamiką, to jeszcze silnik nie podaje.

W 2019 roku Haas popełnił tonę błędów, tak samo jak i w 2018, z czego wszyscy śmialiśmy się do rozpuku, oglądając netflixowe "Drive to Survive". Problem polegał na tym, że w 2020 roku amerykańskiej ekipie nie udało się nawet dostać przed obiektywy kamer, bo w stawce nie znaczyli absolutnie nic. Dopiero Romain, próbujący udowodnić wszystkim że F1 to prawdziwe "Drive to Survive", sprawił, że o Haasie zaczęło się mówić. Pamiętam jak w 2019 wartość punktów każdego z kierowców teamu Haas odpowiadała jego numerowi startowemu - Grosjean miał 8, Magnussen 20. Irytowaliśmy się wtedy wszem i wobec, że ekipa z takim potencjałem, że Grosjean wjeżdża w ściany, że to, że tamto.

To jak beznadziejną konstrukcją dysponował zespół w tym roku, całkowicie zmieniło optykę. My nawet nie mieliśmy prawa się irytować, bo tym razem nawet w Austrii było słabo. Obaj kierowcy narzekali na zmieniający się balans i w 2020 nie dało się pojechać nawet jednego, czystego, szybkiego okrążenia, co w poprzednich latach nie było żadnym problemem. Sezon wcześniej to szyny (opony) były złe, w tym sezonie to podwozie (zawieszenie?) było złe. 

2020 oczami Grosjeana

Miałem wrażenie, że Romain rozpoczyna ten sezon z dziką kartą. Dostał coś, co biorąc pod uwagę jego występy na tle Kevina Magnussena, nie do końca mu się należało. Z roku na rok stawka robi się coraz ciaśniejsza, a unowocześniony program budowania kariery wg FIA, czyli F4->F3->F2, naprawdę działa, zwłaszcza w połączeniu ze szkółkami młodych kierowców. Do tego dochodzą Gene Haas i Gunther Steiner, którzy sprzeciwiali się obsadzaniu kierowców Premy i Ferrari w swoich bolidach. A tu nagle wjeżdżamy w 2020 rok, absolutnie bez osiągów. Na to wszystko otwieramy sezon Austrią, gdzie zawsze byliśmy szybcy. Oba auta mają problemy z hamulcami, a Romain obraca się w drugim sektorze i zjeżdża wprost do garażu.

Dopiero za tydzień, w GP Styrii (ten sam tor), okazuje się, że wywalczenie przez Grosjeana 13. miejsca może być szczytem możliwości tego kierowcy w tym bolidzie. Faktycznie, sukces udaje się przebić dopiero na Monzy i Mugello, gdzie Francuz dwukrotnie mija linię mety jako 12., w międzyczasie zaliczając m.in. GP Hiszpanii, gdzie po wielu przygodach 34-latek zajmuje dopiero 19. miejsce w tabeli. W sezonie 2020 Grosjean punktował tylko raz, finiszując na 9. pozycji w GP Eifelu (Niemcy) i dopisując do swojego konta 2 oczka. Nie powinno to nikogo dziwić, bo Francuz dobrze radził sobie w Niemczech także w poprzednich sezonach, kiedy to właśnie tam regularnie punktował w 2018 i 2019.

Na tle Kevina Magnussena ten sezon wydawał się być lepszy niż oba poprzednie razem wzięte. Było kilka głupich błędów, ale obyło się bez rozbijania bolidu w pit lane, pod samochodem bezpieczeństwa, czy uderzania w kolegę z zespołu. Co więcej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Romain wystartował w 15 wyścigach, to poza pierwszą Austrią nie ukończył jeszcze tylko 2 ostatnich, ale o Bahrajnie porozmawiamy za chwilę. Przedostatnią rundą Francuza w F1 było GP Turcji, o którym cały zespół Haas chciał jak najszybciej zapomnieć. Grosjean obrócił się w kwalifikacjach i zakopał w pułapce piaskowej, a w wyścigu ucierpiał w kolizji z Nicholasem Latifim, wysyłając rozpaczliwe komunikaty radiowe, w których dało się usłyszeć jego bezsilność.

Czy da się pochwalić zawodnika za to, że wyjątkowo w tym roku stosunkowo często dojeżdżał do mety? Dla porównania warto zwrócić uwagę na to, że Kevin nie ukończył 6 z 17 rozegranych rund, jednak Duńczyk miewał w tym sezonie także najczystszego pecha. Pomimo to, właśnie niżej oceniany przez nas Romain zdobył więcej punktów (2x więcej - facts!) i zakwalifikował się z wyższej pozycji - w sobotę przed GP 70-lecia F1 wywalczył 14. pole startowe, przy czym Kevin najwyżej ruszał z 15. miejsca. Czy to oznacza, że Romain miał lepszy sezon?

Nie do końca można tak sądzić, ale paradoksalnie był to najlepszy i najgorszy sezon tego kierowcy w F1. Francuz nie był szybki, nie wykazywał się niczym szczególnym, a przez to, że realnie Haasy walczyły w tym roku jedynie z Williamsami i czasem z którąś z Alf, realizator rzadko zwracał uwagę na bolidy z końca stawki. W tym roku środek był bardzo ciasny i zbity, a Renault, McLaren i Racing Point do samego końca biły się o P3 w mistrzostwach konstruktorów. Dla Haasa po prostu zabrakło tutaj miejsca, co w połączeniu z brakiem realnego wsparcia ze strony sponsorów, brakiem środków od Rich Energy z poprzedniego roku i dopiero 9. pozycją w generalce, zmusiło team do podziękowania dwóm doświadczonym zawodnikom i zaproszenia do współpracy Mazepina i Schumachera, czyli dwóch debiutantów.

Paradoks Bahrajnu

To co stało się podczas GP Bahrajnu jest już prawdziwą legendą. Osoby, które kompletnie nie oglądają F1, dzień po tym wydarzeniu pisały do mnie wiadomości w stylu "ale tam się u was działo wczoraj w tej formule!". No działo się. Romain przeszedł ostatnio operację dłoni i wygląda na to, że wszystko będzie w porządku, a po roku przerwy i wsparciu psychologa, mam nadzieję, że Grosjean będzie jeszcze kontynuował karierę w innych seriach wyścigowych. Chciałbym jednak pozwolić sobie na jedną odważną tezę - Bahrajn 2020 był potrzebny Romainowi i całej Formule 1.

Grosjean już nie zostanie zapamiętany jako ten, który wjeżdżał w ściany bez powodu, który zderzał się z kolegą z zespołu ,czy jako ten, który nie dojechał do mety w 50 wyścigach. Teraz Romain zostawia po sobie ślad bohatera, wyskakującego z kuli ognia kierowcy, który pokazał nam wszystkim na swoim własnym przykładzie, jak bardzo rozwinęły się przepisy bezpieczeństwa w królowej sportów motorowych. Bahrajn będzie dla byłego zawodnika Lotusa taką kartą, na którą można się powołać w każdej chwili, zupełnie zapominając, jak wiele razy wyzywaliśmy jego lekkomyślny styl jazdy. Formuła 1 w tym trudnym sezonie trafiła przez chwilę do tych ludzi, którzy nie śledzili jej w ciągu ostatnich lat - stała się dobrym tematem na artykuł, bo bądź co bądź, ale wypadek Haasa był naprawdę widowiskowy. Jednocześnie F1 została przedstawiona w bardzo dobrym świetle, bo wszystkie systemy i procedury bezpieczeństwa zadziałały dokładnie tak jak powinny, a to powód do dumy.

Ostatecznie nic nikomu się nie stało i teraz już możemy spojrzeć na ten pechowy dzień z odrobiną dystansu. Czytając ten tekst, postarajcie sobie wykreować w głowie dwa obrazy, podsumowując karierę dwóch kierowców. Pierwszym niech będzie Romain Grosjean do Bahrajnu, a drugim niech będzie ten Romain Grosjean, który bez prawego buta wyskakuje z kuli ognia. To taki paradoks, bo w kilkuset stopniach Celsiusza Romainowi udało się dosłownie ocieplić swój wizerunek i w myśl zasady "nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy", kierowca ten zakończył swoją karierę w F1 w taki sposób, że niemal zapomnieliśmy o jego wcześniejszych błędach. Swoją drogą, dokładnie tak samo jego wcześniejsze wpadki przysłoniły nam sukcesy z czasów Lotusa. Cały paradoks Bahrajnu polega na tym, że kierowca popełnia błąd, sam ze swojej winy wjeżdża w ścianę przy ogromnej prędkości, wychodzi z tego cało, a wszyscy go podziwiają, szanują i współczują. 

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.
Załóż konto lub Zaloguj się