Formuła 1 na dobre wchodzi w nową erę i już dziś rozpoczyna pięciodniowe testy w Barcelonie. W tym tygodniu nowe konstrukcje nabiją pierwsze poważne kilometry i zapewne napotkają także pierwsze problemy. Niestety jazdy na Circuit de Barcelona-Catalunya nie będą transmitowane. Poniżej przedstawiamy kluczowe informacje o tej turze przygotowań.
Testy F1 2026 w pigułce:
- 10 zespołów,
- brak Williamsa,
- pięć dni na torze,
- zespoły wybierają dowolne trzy dni jazd,
- brak transmisji,
- brak mediów na miejscu,
- pewne materiały od samej F1.
1. dzień testów:
- testują: Audi, Alpine, Cadillac, Haas, Mercedes, Racing Bulls, Red Bull,
- nie jadą: Ferrari, McLaren, Aston i Williams
Rozpoczyna się właśnie bardzo nietypowa tura testów, nieprzypominająca niczego, z czym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach. Najlepszym porównaniem wydaje się tu zamknięty shakedown z lutego 2022, kiedy F1 zmieniała bolidy, aczkolwiek wtedy były to zwykłe trzy dni i to przy obecności akredytowanych mediów.
Tym razem, wobec ogromnej rewolucji i zmian nie tylko w samochodach, ale i jednostkach napędowych, królowa motorsportu obrała bardziej radykalne podejście. Mając na uwadze, jak cenne są testy i jak duże jest prawdopodobieństwo usterek, przygotowania będą najdłuższe od lat, podzielone aż na trzy tury. Ta w Barcelonie jest szczególnie specyficzna, gdyż potrwa pięć dni, a każda ekipa będzie musiała zdecydować się na wybór maksymalnie trzech.
Co ważne, wybory są elastyczne. Napotykając ogromny problem w poniedziałek, można dać sobie wtorek i środę na rozwikłanie problemu, a z garażu wyjechać znów w czwartek. Właśnie to ma zapewnić swobodę oraz szansę na reagowanie.
Brak jakichkolwiek mediów również jest podyktowany rewolucją. W Formule 1 uznano, że testy mają być tylko testami (pomijając nazwę) i służą one do zamkniętego sprawdzania swoich maszyn, a nie mają na celu zapewniania rozrywki kibicom. To dlatego z Hiszpanii nie będzie ani transmisji, ani raportów niezależnych dziennikarzy. Zespoły F1 liczą się z tym, że ich samochody mogą zaprezentować się kiepsko, w związku z czym wolą uniknąć uwagi oraz natychmiastowych niewygodnych pytań. Z drugiej strony, patrząc na to, jak przebiegły dni filmowe, może być to pewna paranoja po katastrofalnym początku sezonu 2014.
Co faktycznie zobaczymy?
Krótko mówiąc, niewiele, chociaż to nie tak, że testy są zamknięte na cztery spusty. Są zamknięte dla tych, którzy nie pracują dla F1TV. To ta platforma ma przygotowywać pewne materiały - bowiem ten personel i tak ma zjawić się na miejscu oraz sprawdzić swoje systemy - ale ich liczba będzie ograniczona.
Same zespoły posiadają na sobie pewne medialne ograniczenia. Są one i wewnętrzne, i zewnętrzne - niektórzy ciągle czekają ze swoimi prezentacjami, lecz Formuła 1 ma w tym taki interes, aby prawdziwymi testami było to, co wydarzy się w Bahrajnie. Takie podejście oglądaliśmy już przy okazji prywatnego shakedownu 2022, którego nie nazywano testami z podobnych względów, choć to oczywiście zawsze były prawdziwe testy. Regulamin po prostu pozwala, aby styczniowa tura była prywatna.
Niektóre ekipy zapowiedziały już, że będą przesyłać podsumowania i oświadczenia prasowe, aczkolwiek można spokojnie zakładać, że nie będzie tam stuprocentowej szczerości, czy chociażby takich danych, które spokojnie pokazałby live timing. Faktyczne raporty czy podsumowania zwykle opierały się na tym, że dostęp do tego, co dzieje się na torze, nie był ograniczany. Nawet w czasach braku transmisji było to mniej więcej jasne, bo padok F1 funkcjonował normalnie. Teraz ten obraz zostanie zaburzony.
Trudno zaś wyobrazić sobie, aby przy pięciu dniach, jakie cała stawka spędzi w Katalonii, nie pojawiły się żadne smaczki czy doniesienia. Będą one natomiast mniej dostępne i w zasadzie zależne od pracy mediów, tj. wyciągania czegoś od swoich kontaktów czy z fabryk. Różnica przy pełnym padoku polega na tym, że o wiele łatwiej jest się po prostu dopytać na miejscu, niż liczyć na podanie informacji po cichu. Część dziennikarzy jest zresztą w Hiszpanii i próbuje łapać informacje z nieco dalszej odległości niż zwykle, nie mówiąc o fotografowaniu aut.
Do materiałów zapewne trzeba będzie dołożyć tzw. zdjęcia szpiegowskie. Wyścigowy światek ma pełną świadomość zamknięcia testów oraz klikalności, jaką wygenerują jakiekolwiek ujęcia z obiektu, szczególnie z nowymi bolidami w akcji. Jest to natomiast mocno niepewna sprawa, opierająca się na tym, co naprawdę uda się wykonać kibicom. F1 nie pozostaje tu jednak bezczynna i usunęła już niektórych szpiegów z dobrze położonego miejsca przy obiekcie.
Składy i brak Williamsa
Obok braku transmisji największym nieobecnym z pewnością będzie Williams, który nie pojawi się na torze ze względu na opóźnienia. Wiadomo już, że w poniedziałek do jazdy nie ruszą jeszcze Ferrari i McLaren, co jest po prostu ich wyborem. Znak zapytania widnieje za to przy sytuacji Astona Martina, nie tylko poniedziałkowej. W momencie publikacji tekstu wiemy już o wyjazdach Mercedesa, Audi, Alpine. Jeździć mają też Racing Bulls, Red Bull, Cadillac i Haas.
O innych dniach nie ma teraz dodatkowych informacji, aczkolwiek możliwe jest, że któregoś dnia na torze będzie bardzo mało aut albo nie będzie żadnego. Gdyby któryś dzień miała storpedować pogoda, byłby to bardziej realny scenariusz.
Zwykle przed samymi testami zespoły podawały swoje składy, czasem aż z kilkudniowym wyprzedzeniem. Te oczywiście potrafiono modyfikować, np. na skutek awarii czy nagłego gorszego samopoczucia, ale tym razem jest inaczej. Obecnie jest to niejasne i nie wiadomo, na ile będzie ujawniane. Można oczekiwać, że albo po paru godzinach w poniedziałek dowiemy się, kto faktycznie jeździ, albo już wieczorem usłyszymy, kto jeździł.
Dobór opon
Na szczęście nie wszyscy starają się w stu procentach grać z fanami w chowanego. Firma Pirelli normalnie podzieliła się z dziennikarzami komunikatem o doborze opon poszczególnych zespołów. Postanowiono dodać także grafikę, która ma ułatwiać rozróżnianie kompletów na testach, ale przy braku transmisji raczej nie będzie to koniecznym wyzwaniem.
Wybierając swoje opony, zespoły podeszły do tego w spodziewany sposób, stawiając przede wszystkim na C3. W przeszłości w Barcelonie sporo czasu spędzano na tych oponach, które są o tyle uniwersalne, że stanowią środek gamy i są zawsze wykorzystywane. To uniwersalne zestawy, najmniej specyficzne, które pozostawiają zwyczajnie mniej znaków zapytania, a do tego dają względną wytrzymałość.
Istnieją natomiast spore różnice między ekipami. McLaren, Ferrari i Aston Martin mają więcej opon C2, a Alpine ma tyle samo C3 i C2. Najciekawiej i tak wypada tu zaś Red Bull, który ma 18 kompletów C3 oraz tylko 1 C2. Czerwone Byki, podobnie jak Williams, Racing Bulls i Haas, nie zgłosiły chęci jazdy na C1.



