Przy okazji rozpoczynającego się weekendu F1 w Monako Carlos Sainz przyznał, że za sprawą słabego początku sezonu 2026 w jego głowie pojawiły się pierwsze sygnały zwątpienia w zespół, który obecnie zmaga się z kilkoma dużymi problemami, w tym z dużą nadwagą.
Stajnia z Grove nie tak dawno była typowana do roli czarnego konia nowych regulacji. Miało to związek z tym, iż Williams wydawał się iść do przodu. W świetnym 2025 roku bardzo szybko porzucono rozwój ówczesnej maszyny i skupiono się na nowym projekcie. W połączeniu z pozytywnymi doniesieniami na temat silnika Mercedesa fala oczekiwań bardzo wzbierała.
W rzeczywistości jednak zespół bardzo szybko spotkał się ze ścianą, wręcz dosłownie. Model FW48 zaczął kuleć już przy okazji testów zderzeniowych, co następnie doprowadziło do opuszczenia testów w Barcelonie i rozpoczęciu przygotowań w Bahrajnie. Było to możliwe dzięki uporaniu się z homologacją elementów, które musiały zostać odpowiednio wzmocnione. Bolid wyjechał więc na tor ze sporą nadwyżką kilogramów, a cały plan zaliczenia znakomitego sezonu posypał się, zanim ten w ogóle ruszył.
Co ciekawe, odczuli to nawet kierowcy, o czym w czwartek opowiadał Carlos Sainz. Hiszpan wyjawił, że taki stan rzeczy obniżył jego poziom wiary.
- Zasadniczo myślę, że nawet bez problemu z wagą ten samochód nie jest wystarczająco dobry. Powiem bardzo dosadnie, w tym roku nie dowieźliśmy na wielu, wielu obszarach. Nie tylko pod względem wagi, ale także na płaszczyźnie wydajności samochodu.
- Czy to jest próba mojej wiary? Zdecydowanie tak. Kiedy pod koniec zeszłego roku walczyło się o miejsca na podium, a na początku tego nagle znalazło się w sytuacji, w której tracimy dwie i pół sekundy do czołówki. Te dwie sekundy stanowią poważną próbę wiary lub potężny wstrząs dla całego systemu. Byłem też pierwszą osobą, która powiedziała szefowi zespołu oraz kierownictwu, że nie tego oczekiwałem.
- Uważam, że gdybyśmy nie natrafili na te przeszkody, to pewne kwestie pozostałyby bez zmian. A tak, dzięki szokowi, którego doświadczyliśmy, podjęliśmy zdecydowane działania, aby wszystko skorygować, wyeliminować i dołożyć wszelkich starań, by problemy się nie powtórzyły. To sprawiło, że w znacznym stopniu odzyskałem wiarę i przekonanie o słuszności tego projektu.
- Pozbycie się problemu z nadwagą zajmie trochę czasu. Trzeba uwzględnić w tym przypadku ograniczenia związane z limitem kosztów, co oznacza, że zespół musi mieć właściwą kolejność priorytetów w kwestii poprawy osiągów bolidu. Muszę być cierpliwy. Wiem, że na początku tego roku mamy sporo przeszkód, ale cały czas staramy się wyjść na prostą.
Sainz odniósł się również do początku przygody z Williamsem, który był dla niego wybitnie dobry i podniósł apetyt. Choć liczył się z tym, że nie wszystko pójdzie idealnie, to nie ukrywał, że skala problemów go zaskoczyła.
- W zeszłym roku przebiliśmy oczekiwania. FW47 był dobrym bolidem wyścigowym. Miał swoje plusy i minusy, lecz ogólnie pozwalał nawet na zdobycie podiów. Nie spodziewałem się tego, podobnie jak walki z Mercedesem czy Ferrari, walki na czyste tempo. To prawdopodobnie podniosło moje oczekiwania. I przyszedł 2026 rok, w którym wszystko było odwrotnie.
- Zawsze liczyłem się z tym, że napotkamy jakiś upadek. Droga do podniesienia zespołu nigdy nie jest prosta, a McLaren i 2023 rok to najlepszy przykład. Naprawdę brałem to pod uwagę, choć może nie zakładałem napotkania aż takiego wyboju na drodze.

