Max Verstappen w końcu odniósł zwycięstwo w wyścigu F1 na Marina Bay, kompletując perfekcyjny weekend, podczas którego triumfował też w obu czasówkach i w sprincie. GP Singapuru 2026 nie było najciekawszym widowiskiem, ale Ferrari jak zwykle ubarwiło je zepsuciem strategii.

 

Oceny kierowców są już OTWARTE.

 

To nie był najbardziej pasjonujący wyścig. Deszcz tym razem nie stanowił zagrożenia i od razu stało się jasne, że wszystko rozstrzygnie się na starcie oraz w pit stopach.

Otwarcie rywalizacji mogło należeć do Leclerca, który ruszył lepiej niż Verstappen. Max jednak po profesorsku zostawił możliwie jak najmniej miejsca po wewnętrznej i znacząco utrudnił Monakijczykowi hamowanie. Choć Holender był początkowo w trudnym położeniu, to w ten sposób obronił prowadzenie.

Przez pierwsze kółka Ferrari trzymało się blisko Red Bulla, a dodatkowym zagrożeniem był Hamilton na pośredniej mieszance. Później natomiast Verstappen przycisnął, a Leclerc z czasem tracił do niego już kilka dobrych sekund. Wtedy do gry weszły genialne pomysły Scuderii.

Hamilton, który powinien był jechać dłużej, został ściągnięty na wczesny pit stop, aby zrzucić słabo spisujące się mediumy. To posunięcie nie miało sensu, jako że zdejmowało taktyczną presję z Red Bulla. Brytyjczykowi na domiar złego założono mu softy, co wkrótce miało jeszcze bardziej utrudnić mu życie. Co więcej, gdy w środku wyścigu na moment pojawiła się wirtualna neutralizacja, Ferrari ściągnęło... Leclerca, a nie Hamiltona. 

Siedmiokrotny mistrz pojechał więc na miękkich oponach do samego końca i był w zasadzie łatwym celem, osuwając się aż na P6. Co ciekawe, Lewis po przejechaniu mety wziął na siebie odpowiedzialność za jedną z tych decyzji, najprawdopodobniej za niezjechanie pod VSC.

Poza tym w samym wyścigu nie działo się zbyt wiele. Trzeci na mecie Antonelli głośno narzekał na problemy z hamowaniem i znowu przegrywał batalię z limitami toru. Długo jechał po spokojne 5. miejsce, lecz gdy Norris i Hamilton uwikłali się w starcie o P4, zaliczając jednoczesny wyjazd na pobocze, lider mistrzostw ładnie napędził się za McLarenem i ograł go w pierwszym sektorze. To pozwoliło mu zgarnąć podium, a na koniec odskoczyć ze sporą przewagą tempa.

Norris dojechał na P4 z delikatnymi problemami technicznymi na ostatnich okrążeniach. Poza kiepskim pojedynkiem z Hamiltonem pokazał się w... rozmowach radiowych, w których bardzo ochoczo oferował pomoc zespołowi i swojemu koledze. Wyglądało to tak, jakby ktoś solidnie natarł mu uszy po kolizji w sobotnim sprincie.

Piastri ukończył dość daleko za nim i pomoc nie była mu potrzebna. Na pewnym etapie Australijczyk miał przebitą oponę, na szczęście z wolno uciekającym powietrzem, przez co zaliczył dodatkowy postój. W końcówce miał więc świetne tempo i zdołał dopaść Hamiltona na starych softach. 

Starty Russella i Hadjara z końca wykorzystali Lawson oraz Hulkenberg, finiszując na miejscach 7-8. Brytyjczyk i Francuz odrobili sporo strat, ale na takim typie toru nie mieli szans na spektakularny wynik. Hadjar dopiero w ostatniej fazie zawodów rozprawił się z Gaslym i odebrał mu ostatni punkcik. 

Kilka ładnych starć zaliczył dziś jeszcze Bearman, a ozdobą wyścigu był jego twardy pojedynek z Oconem. Reszta stawki była już raczej anonimowa, a na mecie zabrakło Bortoleto (skrzynia biegów), Colapinto (układ przeniesienia napędu), Strolla (sprzęgło) i Albona (późne wycofanie). 

Ładowanie danych