Charles Leclerc i Lewis Hamilton po kwalifikacjach F1 do GP USA 2026 wskazali, co doprowadziło do tego, iż Ferrari kolejny raz w tym roku musiało obejść się smakiem i przegrało kwalifikacje. Lista przyczyn niepowodzenia jest dość długa, a znajdują się na niej i warunki, i cechy tegorocznego bolidu.

Stajnia z Maranello po wygraniu wszystkich trzech treningów i pokazaniu dobrej formy przystępowała do sobotniej czasówki w Teksasie z ogromnymi nadziejami. Tam zaś kolejny raz musiała zmierzyć się ze sporym rozczarowaniem i weryfikacją. W decydujących momentach to rywale okazali się mocniejsi. Ferrari natomiast nagle zgubiło tempo, przez co do niedzielnego wyścigu Leclerc wystartuje z czwartego pola, a Hamilton z piątego.

Obaj kierowcy podczas rozmów z mediami nie uniknęli pytań o nagłą zniżkę formy Scuderii. Monakijczyk zwrócił uwagę na fakt, że w finałowym segmencie jazd delikatnie zmieniły się warunki, co automatycznie miało wpływ na pracę i zachowanie ogumienia, a także na sam balans bolidu. 

- Miałem rację, że trudno będzie zdobyć tutaj pole position, choć w sobotę osiągi były odpowiednie. Podczas Q1 i Q2 wszystko szło naprawdę dobrze, ale w Q3 temperatura toru spadła o kilka stopni i zrobiło się niełatwo. Już na okrążeniu wyjazdowym i na kilku pierwszych zakrętach czułem, że jest inaczej i że opony mają większy problem ze złapaniem odpowiedniej temperatury. To właśnie przez ten aspekt straciliśmy w ostatnim segmencie sporo, choć wcześniej byliśmy lepsi.

- Finalnie nie mam pełnej racji. Jak zakładałem, nie jesteśmy na pole position, tylko nie z powodów, których się spodziewałem. W piątek mieliśmy dobrą sytuację z oponami, a gdy nadeszło Q3 i trzeba było złożyć wszystko w całość, to ponownie czegoś nam brakowało - mówił w rozmowie z Canal+.

Leclerc widzi większy problem

Leclerc szerzej opowiedział o dziwnym spadku tempa w rozmowie z dziennikarzami prasowymi. To tam wyjawił, że na przeszkodzie stanęło kilka czynników, w tym kwestie silnikowe oraz ogólne cechy tegorocznego bolidu, które utrudniają wyciskanie tempa w Q3.

- To bardzo rozczarowujące. W trakcie niektórych weekendów miewaliśmy mocne treningi, ale przed czasówką było jasne, że inni będą mieć więcej mocy. Z tym trudno jest nam walczyć. Tu jednak mieliśmy potencjał w samochodzie, aczkolwiek samochód ma też opony, a te w Q3 nie były w odpowiednim miejscu.

- Temperatura spadła o 1-2 stopnie i dla mnie to była ogromna różnica. Miałem straszne problemy na okrążeniu wyjazdowym i już wtedy się ślizgałem. Z jakiegoś powodu trudno jest nam dogrzać opony, choć to przynajmniej dobra cecha na niedzielę. W kwalifikacjach za to robi się gorzej. Innym łatwiej jest urwać czas w Q3. Gdy sami jesteśmy odrobinę poza oknem pracy, płacimy za to słono. Patrząc na Q2, byłem może jedną dziesiątą za Kimim. Spodziewałem się, że w Q3 jeszcze przyspieszę, a to się nie wydarzyło.

- Gdy w ostatnim segmencie naciskasz na sto procent, to wtedy problemy bolidu czy problemy z balansem są lepiej widoczne. Nasze auto jest na granicy. Gdy tylko trochę ją przekroczymy, tracimy sporo. Nie jeździłem maszynami innych kierowców, ale myślę, że to jakaś tendencja. Często zdarza się nam, że w Q3 jedziemy poniżej oczekiwań. Zakładamy, że urwiemy jeszcze 150 tysięcznych, a następnie mamy z tym problemy. 

- Coś podobnego działo się już na początku 2024 roku. Są na to jakieś sposoby. Zobaczymy, co trzeba będzie poświęcić, aby to rozwiązać. Tym samochodem ogólnie trzeba jechać na granicy przez cały czas. Na takim torze, gdzie jest tyle sekwencji zakrętów i wybojów, nie potrzeba wiele, aby coś poszło źle, choć tak to wygląda przez cały sezon. 

Zdaniem Lewisa Hamiltona główny problem stanowiły różnice silnikowe oraz zmniejszenie przewagi nad konkurencją w zakrętach.

- Samochód dawał bardzo dobre odczucia, a okrążenie było solidne. Oni po prostu byli szybsi. Myślę, że inni złapali nas, jeśli chodzi o chassis. Widzimy, że Red Bull zwiększył docisk, a Mercedes zyskał trzy dziesiąte, tylko musiał jeszcze zrozumieć swój pakiet. Teraz oni są na naszym poziomie w zakrętach, a my nie wykonaliśmy kolejnego kroku - mówił Brytyjczyk.

- Przewaga rywali na prostych nieco się zmienia. Nie widziałem jeszcze liczb. Rano to były trzy dziesiąte, a czasem dochodzimy aż do pięciu. To i tak imponujące. Nie wiem, czy pokazano wam porównania. Przed zakrętem nr 1, gdy nasz silnik traci moc, oni ciągle ją mają. Trudno z tym walczyć. Gdybyśmy mieli tyle samo prędkości na prostych co oni, bylibyśmy z przodu, pewnie w pierwszym rzędzie.

Swoim komentarzem podzielił się również Fred Vasseur: - Byliśmy na czele w trakcie treningów, ale nasza przewaga nie była jakaś wielka. Charles miał dobre tempo na swojej finałowej próbie, aczkolwiek dwa ostatnie zakręty nie poszły po jego myśli. Był znacznie szybszy niż na poprzedniej próbie, lecz potem popełnił mały błąd na ostatnich metrach. Sytuacja wygląda więc tak, jak widać. Jesteśmy lekko ponad dwie dziesiąte od pierwszego rzędu.