George Russell wygrał pierwszy sprint w nowym sezonie F1. Na torze w Chinach działo się sporo, od zepsutych startów, przez twardą walkę, błędy, kolizje, aż po pełny samochód bezpieczeństwa i pit stopy w tak krótkiej rywalizacji. Doszło nawet do małych tarć w Ferrari, które zajęło miejsca 2-3. Bez punktów dojechał za to Max Verstappen.

Dzisiejsze zmagania na dystansie 100 kilometrów zaczęły się podobnie jak GP Australii tydzień temu, choć Ferrari nie objęło prowadzenia w zakręcie nr 1. Hamilton wystrzelił jak z procy, ale miał przed sobą niemalże stojącego Antonellego i musiał go ominąć. Wbił się jednak na P2, a w sekcji łuków w drugim sektorze najprawdopodobniej wykorzystał baterię i po przepięknym ataku znalazł się na czele.

Russell skontrował go już na najdłuższej prostej, a następnie rozpoczęło się tasowanie, które kierowcy nazywają ostatnio ściganiem w wersji jojo. Hamilton zyskiwał głównie na początku okrążenia i był mocny w tzw. jedynce, lecz to obciążało jego lewy przód. Jego rodak miał więcej mocy na prostej i połykał tam Ferrari w całości. Batalia potrwała kilka kółek, aż Mercedes zdołał się urwać i rozpoczął jazdę po swoje.

Czerwone bolidy przeszły wtedy do wewnętrznego starcia, a na pewnym etapie Fred Vasseur musiał wstrzymywać oddech. W pierwszym ślimaku było blisko kontaktu, a Leclerc zdenerwował się na kolegę, który zostawił mu mało miejsca. Monakijczyk nie wmieszał się w starcie z Russellem, aczkolwiek zdołał już przeskoczyć cierpiącego na zużyte ogumienie Hamiltona.

Ten wkrótce był już pod presją Antonellego, przebijającego się przez stawkę po zepsutym starcie. To właśnie Kimi pokazał prawdziwe tempo Mercedesa, nieco ukryte przez walkę na szczycie. Najpierw 19-latek stracił wiele miejsc, a w zakręcie nr 6 stuknął Hadjara, za co dostał 10 sekund kary. Nie przeszkodziło mu to natomiast w powrocie z okolic P10 na P3 w ciągu nieco ponad 10 kółek.

Pogoń Włocha została przerwana pełną neutralizacją po awarii Hulkenberga. Wiele ekip postanowiło wtedy zmienić opony, co jest rzadkością jak na sprinty, a dla młodego zawodnika oznaczało to odbycie kary w alei. To zrzuciło go o kilka lokat. 

Dla Ferrari wyjazd samochodu bezpieczeństwa był sporą szansą. Przed wznowieniem Leclerc zgłaszał jednak problemy z uślizgami w nawrocie, a doświadczył ich ponownie w momencie pokazania zielonej flagi i rozpędzania się przed ostatnim zakrętem. To zapewniło oddech Russellowi, który później pognał już do mety, choć rywal próbował dogonić go na sam koniec. Podium uzupełnił Hamilton, a po drodze musiał rozprawić się z urzędującym mistrzem.

Antonelli dojechał na P5, w czym pomógł mu błąd Piastriego. Australijczyk nieprawidłowo wyprzedził go przed linią kontrolną i musiał oddać pozycję, aby uniknąć gniewu sędziów. Mniejsze punkty zdobył Lawson, który ciągle trzymał się z przodu, a pojedyncze oczko przypadło Bearmanowi. 

Obejść smakiem musiał się przede wszystkim Verstappen. Holender również padł ofiarą trudnych startów i spadł niemalże na koniec, a później musiał się przebijać. Na pierwszym okrążeniu miał sporo szczęścia, bo był o włos od wjechania w Strolla. W dalszej fazie mocno zblokował zaś koło, co stanowiło dodatkową przeszkodę, a pod koniec ładnie powalczył z konkurencją, sprytnie wykorzystując starcie Ocona i Gasly'ego. 

Na mecie zabrakło Lindblada, Bottasa i Hulkenberga. Debiutant popełnił dziś błąd, obracając się na wejściu w drugiego ślimaka. 

Ładowanie danych