Max Verstappen wygrał deszczowy sprint F1 przed GP Singapuru 2026, a top 3 uzupełnił duet kierowców Ferrari. Sobotnie zmagania były szalone. George Russell rozbił się na prowadzeniu, Arvid Lindblad jechał pod prąd, a McLareny zderzyły się pod sam koniec.

To był kolejny dziwny dzień z Formułą 1, choć została jeszcze jedna sesja. Przed startem mocno rozpadało się w paru fragmentach toru, a prosta startowa i pierwsze zakręty przypominały basen. Start został opóźniony o 30 minut z uwagi na stojącą wodę.

Gdy kierowcy wreszcie ruszyli do rywalizacji, rozpoczęła się bardzo chaotyczna sekwencja. Russell prowadził po tym, jak wyprzedził Verstappena dzięki temu, że ruszył z niższego biegu. Jak z procy, z tego samego powodu, wystrzelił też Hamilton.

Mercedes jednak nie nacieszył się liderowaniem zbyt długo, bo George po jednej pętli toru stracił kontrolę w ostatnim zakręcie i rozbił się na prostej startowej. Miał przy tym sporo szczęścia, że przy słabej widoczności nie został trafiony przez inny bolid.

W międzyczasie z wyścigu odpadli Perez i Stroll, którzy zderzyli się w klasycznej sytuacji, gdy Kanadyjczyk skręcił na kierowcę po wewnętrznej, jakby ten miał zniknąć. W trakcie neutralizacji odpadli jeszcze Hadjar i Colapinto. Francuz pojechał drogami wewnętrznymi, niczym Raikkonen w Brazylii swego czasu, a Argentyńczyk nagle stanął.

Dziwną przygodę zaliczył także Lindblad, który obrócił się za samochodem bezpieczeństwa na najdłuższej prostej i zamiast wykonać szybkiego spina w dobrą stronę, pojechał pod prąd i spokojnie nawrócił. Z tego powodu będzie musiał udać się do sędziów.

Po restarcie nie działo się aż tak wiele. Piękną walkę stoczyli Bearman i Gasly, a to Brytyjczyk wyszedł z niej górą. Ostry atak na Pierre'a przepuścił też Hulkenberg. Z tyłu zaś zderzyli się Albon i Bortoleto, a przez tę kolizję z walki odpadł jeszcze... Bottas.

Do mety ostatecznie dojechało zaledwie 13 samochodów. Wszyscy pokonali sprint na przejściówkach, choć spora część toru była bardzo wyraźnie sucha.

Verstappen, mimo drobnych problemów z silnikiem, wygrał na spokojnie. Hamilton wykorzystał świetny start i przebił się aż na P2, a na P3 dojechał Leclerc.

Na sam koniec Monakijczyk, Piastri, Norris i Antonelli trzymali się bardzo blisko siebie. Kierowca Ferrari miał słabsze tempo i wstrzymywał rywali. Ci znaleźli się tak blisko, że Norris spróbował ataku na Piastriego, a ten skończył się kolizją. 

Australijczyk wypadł tak z punktów, a Lando dojechał na P8, choć jego sprawą, podobnie jak paroma innymi, również zainteresują się sędziowie.

Ładowanie danych