Fred Vasseur zaapelował o to, aby nie obwiniać Ferrari za błędną strategię z GP Singapuru 2026. Podczas niedzielnego wyścigu F1 na Marina Bay Lewis Hamilton stracił podium ze względu na absurdalne wybory, ale dopiero na sam koniec wyszło na jaw, że za jeden z nich odpowiadał sam zawodnik.
Ferrari ponownie trafiło na pierwsze strony gazet ze względu na swoje taktyczne popisy. Jadąc na pozycjach 2-3 za Maxem Verstappenem i mając kierowców na różnym ogumieniu, Scuderia zrobiła coś wyjątkowo nieoczekiwanego. Hamilton, który powinien dłużej trzymać się na pośredniej mieszance i być strategicznym straszakiem na lidera, został ściągnięty do alei po parunastu kółkach. Następnie otrzymał softy, na których dojechał aż do mety, po drodze marnując okazję na mniej kosztowną zmianę podczas wirtualnej neutralizacji.
Wszystko to wyglądało absurdalnie, a efekty w postaci spadnięcia na P6 również nie były najlepsze. Co prawda komunikat Lewisa, nadany zaraz po wyścigu, zdjął trochę odpowiedzialności ze stajni z Maranello, lecz kolejne niepowodzenie operacyjne sprawiło, że Freda Vasseura czekały trudne pytania. Sam Hamilton nie mógł natomiast złożyć wyjaśnień, jako że po rywalizacji w upale poczuł się źle i został zwolniony z obowiązków medialnych.
Za tłumaczenie odpowiedzialny był więc sam szef. Ten, zanim wysłuchał pierwszego pytania do końca, rzucił już do dziennikarzy, że strategia nie była największym wydarzeniem weekendu. Później zaczął udzielać odpowiedzi.
- Trudno było wybrać opony na start. W pierwszym treningu jeździliśmy na hardach, przez co na ślepo podchodziliśmy dziś do softów oraz mediumów. Dlatego stawka podzieliła się mniej więcej 50 na 50. Postanowiliśmy rozdzielić strategię i był to dobry wybór do walki z Maxem. Pośrednie opony spisywały się jednak dużo gorzej od miękkich, w zasadzie u wszystkich, przez co zdecydowaliśmy się zjechać wcześnie i zmienić kierunek, pozbywając się pośredniej mieszanki.
- Mieliśmy otwarte dwie opcje, dwa pit stopy i jeden. Nie mieliśmy pojęcia, jaka będzie degradacja. W taki weekend, gdy jest sprint, odpowiedzi mogą być jasne. Zalicza się długi stint w sprincie na mediumach lub softach, a dzięki temu wiadomo wszystko o zachowaniu opon. Gdy zaś sprint jest na mokro, robi się znacznie trudniej. Wszyscy byli trochę zapędzeni do rogu, ale my w trakcie wyścigu reagowaliśmy dobrze. Gdy nakazaliśmy zamianę, kierowcy wykonali ją szybko. Szło dobrze, aż do VSC.
Decyzja Hamiltona
To wątek wirtualnej neutralizacji był najbardziej palący, bo wyglądał jak szaleństwo lub skrajna niekompetencja. Ocena zmieniła się, gdy w przekazie telewizyjnym puszczono, jak Hamilton przepraszał Ferrari za swój błąd. Później okazało się, że chodziło właśnie o niezjechanie do alei.
Brytyjczyk podtrzymał swoją wersję wydarzeń w wypowiedzi przesłanej w ramach komunikatu prasowego: - Podczas VSC zostałem wezwany do alei, ale ominąłem wjazd. Później postanowiłem, że zostanę na torze i spróbuję utrzymać pozycję do końca. Na ostatnich okrążeniach miałem już ogromne problemy z degradacją i straciłem trzy miejsca. To bolesna lekcja, lecz to ja jestem odpowiedzialny za swoje decyzje. Nie każda z nich będzie dobra, ale mogę zaakceptować, że się pomyliłem, a ponadto przeprosić zespół za utracone punkty.
Vasseur wypowiedział się w podobnym tonie, a jednocześnie był już trochę niezadowolony z tzw. grillowania. Nie wiedział za to, jak sprawa Hamiltona wyglądała w telewizji.
- Przed VSC Charles miał jechać do końca, a z Lewisem nie było to pewne. Poprosiliśmy go o zjazd. Nie wińcie więc zespołu. Lewis wyraźnie powiedział przez radio, że przeprasza i to on zawiódł, bo była to jego decyzja. To on zdecydował, aby się nie zatrzymać przy VSC. Nie byliśmy pewni, czy dojedzie do mety. Dlatego go wezwaliśmy.
Gdy dziennikarze zapytali wprost, czy Hamilton w ogóle dostał komunikat radiowy, jako że w przekazie i na nagraniu nie został on uchwycony, to atmosfera zagęściła się jeszcze bardziej. Szef Ferrari zaczynał już tracić cierpliwość.
Vasseur: - Współczuję wam [braku radia], ale Lewis dał wyraźny komunikat i przeprosił za rozczarowanie zespołu.
Dziennikarz: - Tak tylko, żeby była jasność, Fred, czy on w ogóle dostał...
Vasseur: - Nie no... McLarenowi też zadaliście wczoraj tyle pytań?
Dziennikarze wspólnie: - Tak.
Vasseur: - Byliśmy na P2 i P3 na torze...
Dziennikarz: - Próbuję jedynie ustalić, co się stało.
Vasseur: - Ustalić... To jasne. Byliśmy na P2 i P3. Wezwaliśmy obu przy VSC. Jeden powiedział, że wolał zostać. Nie zjechał. Powiedział, że przestrzelił zjazd. Nie obwiniajcie zespołu.
Dopytany później, czy nie przeszkadza mu, że kierowca ot tak zmienia sobie strategię ekipy, odparł: - Pewnie, że był to błąd. Patrząc na wynik, nie wyszło dobrze. Ale z drugiej strony sami często mówicie nam, że powinniśmy ich słuchać, bo to oni jadą bolidem i to oni wyczuwają opony. W tym przypadku to jasna sprawa, natomiast całkowicie szanuję to, co zawodnicy czują w bolidzie.

