Max Verstappen po wyścigu F1 w Chinach kolejny raz nie gryzł się w język i bardzo mocno wypowiedział się na temat obecnych regulacji, które jego zdaniem nie mają nic wspólnego z prawdziwą rywalizacją na torze wyścigowym. Czterokrotny mistrz mówił o lekcjach dla Formuły 1 oraz punktował nawet fanów nowych przepisów, bo ci mają nie znać się na tym sporcie.
Holender ma za sobą niezwykle trudny weekend w Szanghaju, który w niedzielę został dopełniony awarią samochodu i przedwczesnym wycofaniem się z rywalizacji. Ta ponownie budzi mieszane uczucia, a fani gorąco debatują o tym, czy nowa F1 jest faktycznie lepsza.
Choć za sprawą łatwiejszego niż w Australii zarządzania energią wyścig w Chinach nie obfitował już tak bardzo w tzw. jojo ściganie, to czterokrotny mistrz świata twardo trzyma się swojego stanowiska i wciąż otwarcie krytykuje nowe regulacje.
- Nadal uważam, że jest okropnie - przyznał Max Verstappen. - Jeśli to komuś się podoba, to nie rozumie prawdziwego ścigania. To w ogóle nie jest fajne. To jak granie w Mario Kart. To nie ma nic wspólnego z wyścigami. Wymijasz rywala z doładowaniem, a następnie kończy ci się bateria i na kolejnej prostej tracisz pozycję. Dla mnie to po prostu żart.
Max był również krytyczny, gdy został zapytany o walkę na czele, w tym wymienianie się pozycjami Ferrari i Mercedesów.
- Aktualnie to wygląda tak, że wyścigi może wygrywać albo Kimi Antonelli, albo George Russell. Nie jest to jednak prawdziwa wymiana pozycji. Mercedesy są daleko przed resztą stawki. Ferrari ma dobre starty i wysuwa się na czoło stawki, ale po kilku okrążeniach wszystko jest jasne. Jak powiedziałem, to nie ma nic wspólnego z wyścigami.
Verstappen narzeka na F1, bo przegrywa?
Być może najciekawszy fragment wypowiedzi Verstappena to ten, w którym odniósł się do swojego spojrzenia na obecną F1 w połączeniu z własnymi wynikami. Start mistrzostw był dla Maxa trudny, natomiast on sam twierdzi, że nie ma to wpływu na jego opinię.
- Mówiłbym tak samo, gdybym wygrywał, bo zależy mi na produkcie wyścigowym. Nie chodzi o to, że jestem niezadowolony z tego, gdzie jestem. Przecież teraz sam walczę więcej niż wcześniej. Oczywiście próbujemy zrozumieć to, co trzeba robić, ale dla mnie to po prostu jakiś żart.
- Rozmawiamy o tym [ze Stefano Domenicalim]. Myślę, że F1 rozumie punkt widzenia kierowców. Przełamujemy lody. Pewnie, że nie mówię za wszystkich kierowców. Część powie, że jest super, bo wygrywają. I w porządku, gdy masz przewagę, to czemu niby chciałbyś z niej zrezygnować? Nigdy nie wiadomo, kiedy znów dostaniesz dobre auto.
- Wypowiadam się jednak w imieniu większości zawodników. To nie jest coś, co nam się podoba. Nie sądzę, że podoba się to prawdziwym fanom Formuły 1. Może niektórzy to lubią, ale oni nie rozumieją wyścigów. Mam nadzieję, że zrezygnujemy z tych reguł tak szybko, jak to możliwe. Pewne zmiany mogą nam pomóc, lecz te przepisy mają w sobie fundamentalną wadę.
Lekcja dla Formuły 1
Verstappen odniósł się też do sugestii, wedle której władze sportu mogą porzucić jakiekolwiek większe zmiany, jeżeli obecnym ściganiem uda im się przyciągnąć sporą grupę nowych kibiców.
- Mam nadzieję, że nie mają takiego myślenia. To jest coś, co z czasem zrujnuje ten sport. Takie podejście mogłoby później ugryźć ich w tyłek.
- Tak długo, jak możemy z nimi rozmawiać i upewnić się, że zajmą się pewnymi rozwiązaniami, to już będzie bardzo pomocne. Z drugiej strony trudno sprawić, aby każdy się zgadzał. Nie każdy musi to robić i trzeba dogadać się na pewne zmiany, ale w to wchodzi polityka, co? Niektórzy mają przewagę i chcą ją dalej mieć. Rozumiem to, nie jestem głupi, tylko jednocześnie to nie jest dobre dla sportu.
- Chciałbym [konsultowania zmian z kierowcami], choć wątpię, że do tego dojdzie. Poza tym mogli mnie posłuchać w 2023 roku i zrozumieć to z wyprzedzeniem. Być może to dla nich lekcja na przyszłość. Takie coś nigdy nie powinno było się wydarzyć.

