Max Verstappen nie zostawił suchej nitki na nowych przepisach F1 oraz wielkiej rewolucji technicznej. Podczas pierwszego spotkania z niezależnymi mediami na testach w Bahrajnie czterokrotny mistrz wyrzucił z siebie mnóstwo negatywnych odczuć, nie patrząc na niezadowolenie władz serii.

Nowa Formuła 1 niosła ze sobą poważne obawy o to, że będzie skomplikowana i dziwna. Specyficzne regulacje, które napisano po prostu tak, aby przyciągnąć nowych producentów bardziej elektrycznymi jednostkami, wymusiły stworzenie dziwnych bolidów oraz ogromne zmiany w ich prowadzeniu. To dlatego wielu ekspertów i obserwatorów wieszczyło różne negatywne scenariusze, jeszcze zanim maszyny zjawiły się na torze.

Pierwsze jazdy potwierdziły to, czego obawiano się po próbach w symulatorze. Kierowcy muszą obecnie napocić się, aby kontrolować energię elektryczną w swoich akumulatorach. Wymaga to wyjątkowo nieintuicyjnego prowadzenia aut, bez naciskania do oporu od samego początku, a z większym skupieniem na odpuszczaniu gazu przed strefami hamowania czy nienaturalną kontrolą biegów. 

Taki stan rzeczy szczególnie mocno nie podoba się Maxowi Verstappenowi. Zawodnik ma już za sobą shakedown w Barcelonie i cały dzień jazdy w środę w Bahrajnie, a dziś pierwszy raz stawił się przed niezależnymi mediami i podsumował odmienioną królową motorsportu. Zrobił to tak dobitnie, jak tylko potrafi.

- To może nie jest najmilsza rzecz do powiedzenia, ale jako kierowca chcę podchodzić do tego realistycznie. Odczucia nie są takie, jakbym jeździł bolidem F1. Mam wrażenie, że to Formuła E na sterydach, aczkolwiek przepisy są takie same dla wszystkich i trzeba sobie z tym radzić - mówił Verstappen.

- Inna sprawa, że to nie jest mój problem. Ja jestem za równymi szansami i nie przeszkadza mi to, lecz jako kierowca lubię móc naciskać w bolidzie. W tej chwili nie da się tego robić. W aucie dzieje się dużo i musimy podejmować mnóstwo działań, które mają ogromne przełożenie na zarządzanie energią. Dla mnie to po prostu nie jest F1. Skoro chodzi tylko o energię i efektywność, to może w takim wypadku lepiej pojechać w Formule E?

- Obecnie jazda nie jest fajna, choć mam świadomość, jaka jest stawka i jakie znaczenie dla zespołu ma nasz własny silnik. Widzę też ekscytację ludzi wokół, więc w aucie daję z siebie wszystko. Ekipa to wie, choć moja ekscytacja z jazdy nie jest duża.

- Nie ma dla mnie znaczenia, czy jadę 350 km/h czy tylko 300. Nie uważam, że powinniśmy mówić, jak to jazda 350 km/h jest perfekcyjna. Ja chcę tylko normalnego ścigania, czyli takiego, gdzie nie muszę hamować trochę dłużej albo mniej, albo mocniej, albo mieć wyższy czy niższy bieg, bo wpływa to na osiągi na prostych. Do tego dochodzi też przyczepność, która w tej konfiguracji i na tych oponach jest dość niska. To krok w tył w porównaniu do tego, co mieliśmy wcześniej. 

Antywyścigowa F1. Verstappen patrzy szerzej

Zapytany, czy może chociaż zmieni zdanie, gdy okaże się, że Red Bull zapewnia mu zwycięski pakiet, odparł: - Nie ma to dla mnie znaczenia. Jazda też musi być przyjemna. Jestem na takim etapie kariery, że rozważam już różne opcje poza Formułą 1, aby dobrze się bawić. Te przepisy zostaną z nami przez pewien czas, dlatego zobaczymy. 

Skala krytyki ze strony Maxa była tak duża, że w pewnym momencie pytania zaczęły być na swój sposób ekstremalne. Jedno dotyczyło tego, czy cokolwiek jest teraz przyjemne lub w ogóle mogłoby się kiedyś takie stać.

- Malowanie. Malowanie jest super. Samochód wygląda bardzo dobrze, podobnie jak proporcje bolidów. Tu nie ma żadnego problemu, tylko po prostu cała reszta daje wręcz antywyścigowe odczucia.

- Pewnie po tym, co powiem, będzie wielu niezadowolonych ludzi, ale ja lubię mówić wprost. I dlaczego niby nie mógłbym ocenić swojego samochodu? Nie mogę nic z tym zrobić. I to nie ja pisałem te przepisy. Gdyby nie te polityczne powody stworzenia tych reguł, samochód wyglądałby inaczej, podobnie jak silniki. Ale mamy to, co mamy. 

W związku z taką postawą mistrza media chciały wiedzieć, czy od tego sezonu wygrywać będą najszybsi, czy może najsprawniejsi menedżerowie ds. energii.

- Ogólnie w historii tego sportu najszybsi i najlepsi kierowcy zdobywali tytuły oraz trafiali do najlepszych ekip. Myślę, że wszyscy dobrzy zawodnicy będą w stanie się dostosować. To nie problem. Problem polega na tym, że sposób ścigania się zmienia.

- Nie wiem, co jeszcze mogę tu dodać. Dobrzy kierowcy zawsze będą wysoko. Podobnie będzie z tymi, którzy mają większe zasoby [poznawcze] podczas szybkiej jazdy. Natomiast zupełnie nie o to mi teraz chodzi. Ja obawiam się ogólnych odczuć ze ścigania.