Charles Leclerc z pomocą szczęścia wygrał dzisiejszy wyścig F1 na Silverstone. Monakijczyk długo prowadził, ale rozpędzony Kimi Antonelli miał go na widelcu, dopóki nie dotknęła go awaria. Z toru wypadł też Max Verstappen, a Ferrari zaliczyło wpadkę z Lewisem Hamiltonem. P2, mimo przebicia opony, zgarnął George Russell, a P3 Hamiltona będzie zależało od werdyktu sędziów.

 

Oceny kierowców są już OTWARTE.

 

To była szalona niedziela na Silverstone, szczególnie w samej końcówce, bo początek był dużo spokojniejszy. Leclerc lepiej rozegrał start i ograł Antonellego na pierwszych metrach, podobnie jak Hamilton. Ferrari na miejscach 1-2 mogło próbować budować przewagę lub grać zespołowo, lecz na przeszkodzie stanął falstart siedmiokrotnego mistrza, za który przyznano mu karę. Brytyjczyk mógł więc opóźniać Antonellego tylko do pierwszego pit stopu, choć został wyprzedzony po kilkunastu kółkach.

Lider miał wtedy 4 sekundy zapasu i nie był szczególnie goniony, aczkolwiek wtedy do gry weszła strategia. Leclerc zjechał po 24 okrążeniach, a Antonelli mocno opóźnił wizytę u mechaników. Po zmianie opon narzucił tempo, które było nie do powstrzymania, przez co po prostu pędził, aby wkrótce przefrunąć obok rywala. Powstrzymała go jednak awaria.

Była to dziwna usterka, najprawdopodobniej związana z pęknięciem elementów zawieszenia na tarce. Mercedes próbował reagować pit stopem i był bliski wycofania się z dalszej jazdy, ale Kimi wyraźnie naciskał na pozostanie i walkę o punkt. Na swoje nieszczęście przegrał to nierówne starcie przez to, że niesprawnym autem parę razy nie zmieścił się w limitach toru.

Leclerc miał więc autostradę do zwycięstwa, dopóki po kolejnej usterce tylnego skrzydła nie rozbił się Verstappen. To wywołało neutralizację, a Ferrari ściągnęło Hamiltona z P2 po nowe opony, podając rękę Russellowi. Ten zaliczył dziś podróż z piekła do nieba, bo w środkowej fazie przebił oponę i musiał zaliczyć dodatkowy pit stop. 

Kierowca Mercedesa nie dostał natomiast szansy na wyrwanie zwycięstwa. Leclerc nie musiał się nawet bronić, bo komunikat o zjeździe samochodu bezpieczeństwa na ostatnie okrążenie był... błędnie pokazany w transmisji. Monakijczyk wygrał więc wyścig, Russell był drugi, a Hamilton został ze świeżymi oponami niczym Himilsbach z angielskim. Jego P3 nie jest jeszcze pewne, bo został przyłapany na potencjalnym zignorowaniu żółtych flag.

Do grona pechowców dołączył dziś także Piastri, który na początku miał uszkodzenia przedniego skrzydła i nie zdołał odrobić strat, aby wejść do pierwszej dziesiątki. Jego kolega, Norris, zgarnął 4. miejsce, choć na starcie był blisko zostania zamkniętym w tzw. kanapce.

P5 przypadło Hadjarowi, a dobra forma Racing Bulls i nieobecność szybszych rywali z przodu sprawiła, że Lawson i Lindblad znów solidnie zapunktowali, zgarniając lokaty nr 6 i 7. 

Do zdobywania punktów powróciło Audi dzięki dobrej postawie Bortoleto, który trzymał się około top 10 i skorzystał na problemach rywali. Na ostatnie oczka załapał się jeszcze duet Alpine, a Colapinto pokonał Gasly'ego.

Ładowanie danych