George Russell odniósł drugie zwycięstwo w sezonie F1 2026. GP Austrii przyniosło strategiczną rozgrywkę i próbę pogoni Maxa Verstappena, ale Holender stracił trochę czasu na starciach z Lewisem Hamiltonem, a potem musiał oglądać się za siebie, gdzie pędził Kimi Antonelli.
Oceny kierowców są już OTWARTE.
Zgodnie z zapowiedziami dostaliśmy dziś pewną strategiczną rozgrywkę. Najpierw jednak kierowcy zagwarantowali trochę akcji koło w koło, szczególnie w pierwszej fazie. Russell co prawda obronił pole position, a Hamilton P2, za to Verstappen błyskawicznie przebił się na P3 i od razu zgłosił chęć zgarnięcia czegoś więcej. Problemy miał zaś Antonelli, dla którego tor był po prostu za wąski.
Podczas gdy liderujący Mercedes mógł próbować uciekać, starzy znajomi z 2021 roku zrobili to, co kochają najbardziej, czyli rozpoczęli ostrą batalię. Verstappen musiał chwilę poczekać za Hamiltonem, a gdy przeszedł do ataku w T3, to nadział się na kontrę w kolejnym zakręcie. Panowie przejechali pół okrążenia koło w koło, a Max w T6 znalazł się na moment w żwirze, aczkolwiek sędziowie nie widzieli tu podstaw do karania. Walkę przerwał jednak pit stop Hamiltona, a Ferrari następnie zgotowało mu taką strategię, przez którą totalnie wypadł z walki o coś więcej.
Verstappen myślał więc przede wszystkim o straszeniu Russella. Choć obaj pojechali strategią średnie-twarde-twarde, to dostępność świeżych kompletów u Maxa wymagała uważności po stronie Mercedesa, a także dobrego timingu pit stopów. Tempo Red Bulla w środkowej fazie wyglądało na naprawdę konkurencyjne, jakby wszystko miało sprowadzić się do żywotności opon oraz efektywności zjazdów.
To w tym obszarze Mercedes spisał się lepiej. Russell na czele mógł nie przeszarżować, a ekipa zdecydowała się nie przeciągać środkowego stintu. Czerwone Byki zagrały odwrotnie i chciały, aby Verstappen rzucił się za rywalem, mając o sześć kółek świeższe ogumienie, ale to zadanie okazało się zbyt trudne. Max zniwelował stratę do 1,6 sekundy, lecz na ostatnich okrążeniach czuł oddech Antonellego, z którym wpadł na metę niemalże jednocześnie.
Obaj ostatecznie znaleźli się niecałe dwie sekundy za liderem, co wskazuje, że ten wyścig nie musiał paść łupem Russella, a wszystko rozbiło się o czas stracony na przebijaniu się po stronie Verstappena i timing zjazdów, a w przypadku Antonellego po prostu słabe otwarcie.
P4 padło łupem Piastriego po dość spokojnej niedzieli, z wyjątkiem jednego starcia i kontaktu z Leclerciem. Na P5 finiszował za to Hamilton, który pojechał na trzy pit stopy, najpierw dostając twardą mieszankę na 10 kółek, a potem miękką na kilkanaście. Ferrari skusiło się na ryzyko podczas wirtualnej neutralizacji, ale straciło na tym. Leclerc (P8) wyglądał natomiast tak, jakby zespół wahał się pomiędzy różnymi taktykami.
Między kierowcami Scuderii uplasowali się Hadjar i Norris. P6 drugiego Red Bulla to przyzwoity wynik, osiągnięty również na ciekawej strategii i dwukrotnym założeniu mediumów. Norris za nieukończenie jako najgorszy z czołówki może natomiast dziękować Ferrari, jako że przez większość wyścigu zanosiło się właśnie na to.
Poza pierwszymi czterema zespołami tylko Racing Bulls zdobyło jeszcze jakieś punkty, potwierdzając doskonałą dyspozycję z ostatnich tygodni. Stajnia z Faenzy kończyła rywalizację na pośredniej mieszance i nie dała się zaatakować Audi, które ponownie obeszło się smakiem, zgarniając lokaty nr 11 i 12. Lawson (P9) może jednak mówić o sporym szczęściu, gdyż na samym początku zgłaszał pożar hamulców.
Pożar faktycznie miał miejsce, aczkolwiek w innej ekipie. Choć w dalszej części stawki nie działo się nic aż tak pasjonującego, to antybohaterem GP Austrii został Cadillac, a raczej jego hamulce. Komponenty wytrzymały łącznie siedem kółek w... obu bolidach. Bottas odpadł po trzech pętlach, a Perez po czterech.
Na mecie zabrakło też Sainza oraz Strolla ze względu na problemy odpowiednio z układem elektrycznym oraz systemem ERS.
Ładowanie danych
