Max Verstappen był najlepszy w niedzielnej rywalizacji w Meksyku, choć zwycięstwo nie przyszło łatwo. Triumf mimo startu z P5 umożliwiła mu zdecydowanie niepotrzebna walka Ferrari oraz świetne rozegranie restartu. W top 3 znaleźli się jeszcze Lewis Hamilton i Kimi Antonelli, a Włoch przypieczętował dziś mistrzostwo świata F1 2026.
Oceny kierowców są już OTWARTE.
To był ciekawy wyścig, choć pozbawiony możliwości wyprzedzania i przedzielony na pół. Pierwsza połowa była ferraryjsko-strategiczna, ale nie ze względu na ulubiony rodzaj wpadki Włochów, tylko niepotrzebne starcie Hamiltona i Leclerca.
To właśnie ten duet wyjechał na miejscach 1-2 z pierwszej sekwencji zakrętów i starł się w zakręcie nr 4. Monakijczyk atakował po zewnętrznej i ostro przestrzelił hamowanie, a jego kolega także nie zmieścił się pomiędzy białymi liniami. Leclerc objął tak prowadzenie, a do walki zaproszony został jeszcze Verstappen, który rozdzielił ten niekoniecznie współpracujący duet.
Następnie piłka znalazła się w rękach... sędziów, którzy zapowiadali, że pozycje zyskane poza torem trzeba będzie oddawać. Lider nie zrobił tego, za co nałożono mu nie 10, a 5 sekund, opierając się na tym, iż był to start, a Hamilton również wyjechał poza tor.
Leclerc był w stanie trzymać się właśnie około 5 sekund przed Verstappenem aż do pit stopów. Kierowcy zjechali jednocześnie, a Red Bull mimo wyjścia na wirtualne prowadzenie zaskoczył założeniem softów i poprosił swojego lidera o wyciągnięcie z kapelusza magicznego stintu. Ten jednak nie był potrzebny, gdyż na 45. okrążeniu Bottas wywołał czerwoną flagę po przedziwnym i groźnym wypadku, w którym na końcu prostej pękło mu zawieszenie.
Był to bardzo ważny moment. Chwilę przed przerwaniem wyścigu do alei zjechali Hamilton i Antonelli, a P1 zgarnął Verstappen. Przed restartem FIA zamieniła Lewisa i Kimiego pozycjami, cofając się o jedno okrążenie. Max miał więc ustawić się przed elektrycznym duetem Ferrari. Hamilton wcześniej wyrażał pretensje do sędziów o potencjalne oddanie zwycięstwa Leclercowi, a do tego powiedział wprost, że jego zespół naprawdę ma duże problemy.
Scuderia nie powtórzyła wpadki przy okazji wznowienia. Hamilton ruszył lepiej na czystej stronie toru i próbował zabierać się za Verstappena, który także zaliczył naprawdę niezły jak na Red Bulla start. Czterokrotny mistrz utrzymał kontrolę na wierzchołku zakrętu nr 1 i przy delikatnym kontakcie nie dał się ograć siedmiokrotnemu triumfatorowi.
To w zasadzie rozstrzygnęło wyścig. W Meksyku nie było opcji na wyprzedzanie, nawet gdy jechało się mniej niż sekundę za rywalem. Hamilton trzymał się naprawdę blisko i próbował naciskać, lecz to obciążało jego opony. Ostatecznie nie przeprowadził nawet ataku i musiał zadowolić się drugim miejscem.
Leclerc nie obronił za to P3. Przy restarcie potężnie zblokował koło i miał spore szczęście, że uniknął tzw. kręgli. Później dopadł go jeszcze trzeci dziś Antonelli, który w ten sposób zgarnął mistrzostwo świata. Walka była tak utrudniona, że ewidentnie szybszy w końcówce Norris nie zdołał już przeskoczyć Monakijczyka, choć ten jechał z mocno spłaszczoną oponą.
Szósta pozycja przypadła Russellowi, który najpierw napotkał problemy z mocą przed T1, a po trąceniu Hadjara miał karę 10 sekund i jak przez cały sezon był po prostu bezbarwny. P7 standardowo zgarnął Piastri, aczkolwiek czeka go jeszcze wizyta u sędziów za dziwne starcie, w którym i on, i Lindblad założyli, że ten drugi chyba zniknie.
Małe punkty za lokaty 8-10 zgarnęli Colapinto, Lawson i Gasly. Alpine skorzystało na odpadnięciu Lindblada oraz Bearmana, gdyż ten także mógł dziś dopisać coś do swojego dorobku. Nowozelandczyk za to wykorzystał chaos i odrobił wiele strat, jako że po dyskwalifikacji z czasówki i dobraniu silnika ruszał z alei.
P11 standardowo wpadło w ręce Audi, choć tym razem nie Hulkenberga, a Bortoleto. To właśnie Niemiec wykluczył z wyścigu Beramana, za co był ukarany. Tradycyję podtrzymał też Aston, popisując się podwójnym DNFem w ciągu paru okrążeń.
Ładowanie danych
