Tymek Kucharczyk zakończył sezon Indy NXT 2026 bez mistrzostwa. Trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej to ogólnie duży sukces, ale chrapka była na coś więcej. Wszystko zrujnował błąd Mylesa Rowe'a na starcie wyścigu nr 1, po którym Polak z bardzo korzystnego położenia znalazł się w sytuacji, gdzie potrzebował motorsportowego cudu.

W ostatniej odsłonie rywalizacji w Indy NXT w tym sezonie Tymek Kucharczyk okazał się zdecydowanie najlepszy. Pewny triumf w wyścigu nr 2 nie dał mu jednak tytułu, jako że rywale dojechali do mety i nie stracili ogromnego zapasu. Ten powstał po nieudanym wyścigu nr 1 i kolizji tuż po starcie.

- Dokończyłem robotę z wczoraj. Trochę się odkupiłem. Samochód był świetny przez cały tydzień, a dziś zmaksymalizowałem jego potencjał. Nie odpuszczałem i przez każde okrążenie naciskałem na sto procent. Chciałem po prostu udowodnić, że gdyby nie to, co stało się wczoraj, wyglądałoby to inaczej. Jest, jak jest. Dobrze zakończyć mistrzostwa w takim stylu - mówił Tymek.

To właśnie sobotni kontakt bolał Polaka najbardziej, szczególnie że kwalifikacje dawały mu spore nadzieje. Przystępując do rywalizacji z 29-punktową stratą, kierowca HMD wywalczył P1 i P2 na starcie obu wyścigów. Jego najbliżsi konkurenci spisali się gorzej i istniała realna szansa na to, że zostaną pokonani. Oczywiście wiele zależałoby od dokładnej klasyfikacji, szczególnie przy specyficznej punktacji Indy NXT, ale Tymek miał wszystko w swoich rękach. Podium i jedna wygrana mocno utrudniłyby życie rywalom, a przy dwóch zwycięstwach konkurencja drżałaby o swoje rezultaty.

Niestety te założenia zdały się na nic już po paru sekundach sobotniej rundy. Kucharczyk gorzej rozegrał lotny start, ale odważnie zaatakował rywali w pierwszej strefie hamowania i próbował objechać ich po zewnętrznej. Wydawało się, że zyska tak spokojnie dwie pozycje, lecz kawałek za wierzchołkiem doszło do kontaktu. Myles Rowe miał problemy z opanowaniem bolidu po zanurkowaniu na wewnętrzną i delikatnie stuknął praktycznie wychodzącego już z zakrętu Polaka. Tymek obrócił się i spadł na P24, a pomimo przeskoczenia aż na P10 utrzymał się w walce o tytuł tylko matematycznie.

Smutna wygrana zamyka dobry sezon

Dzisiejsze bezproblemowe zwycięstwo nie wystarczyło, aby zdobyć pierścień i milion dolarów stypendium. Kucharczyk przyszedł na spotkanie z mediami bez wielkiego uśmiechu, a sobota ewidentnie w nim siedziała. Wyraził to wprost w jednej ze swoich wypowiedzi.

- To prawdopodobnie moja najsmutniejsza wygrana. Trudno było się nią cieszyć. Czułem, że w tym tygodniu zrobiłem wszystko. P2 i P1 w kwalifikacjach. Miałem to pod kontrolą, ale czasem zdarzają się tacy kierowcy, którzy jeżdżą totalnie bezmyślnie i nie przejmują się niczym.

- Tak bywa. To część wyścigów i nic się z tym nie zrobi, choć chciałbym cofnąć czas. Jakieś 10 centymetrów miejsca więcej i pewnie wyjechałbym stamtąd na P2. Trudno zrekompensować to sobie tą wygraną, natomiast odbicie się i udowodnienie, że mogę wskoczyć do auta i być najszybszy, to ważna rzecz, którą wszystkim tu pokazałem. 

Naturalnie konferencja po ostatnim wyścigu wiązała się też z większymi podsumowaniami. Dla 20-latka był to dobry rok, nawet jeśli ostatecznie nie zdobył tytułu. Gdy w pierwszej fazie zmagań, po dobrym wejściu do serii, zapytaliśmy go, czy widzi się w walce o najwyższe cele na dystansie sezonu, nie chciał za bardzo o tym myśleć i składać rozdmuchanych deklaracji. Teraz mógł być rozczarowany przegraną, której mogło nie być.

- W pewnym sensie jestem zadowolony, bo pierwszy raz przyjechałem tu, aby ścigać się w Ameryce, a kończę mistrzostwa w top 3. To duża sprawa, szczególnie gdy stawka była tak ciasna, mocna i bardzo konkurencyjna. Jestem dumny z pracy, jaką wykonaliśmy.

- Oczywiście, że chciałbym czegoś więcej. To był trudny dzień. Nie byłem w stanie poczuć zadowolenia z wygranej, nawet dominującej wygranej. Jest, jak jest, ale to był bardzo mocny sezon, a zespół dał mi wielkie wsparcie. Bardzo dziękuję mojej ekipie i sponsorom.

- Ciągle udowadniam, że gdziekolwiek nie pójdę, to mogę bić się z przodu. Cokolwiek mi się nie przytrafi, wychodzę mocniejszy i nadal walczę. To był prawdopodobnie jeden z moich najrówniejszych sezonów. Byłem w grze przez większość czasu. Choć to jasne, że w niektórych miejscach brakowało mi czegoś, może też ustawień. 

- Przyjechałem tu jako ktoś nieznany. Już podczas pierwszego weekendu stanąłem na podium, potem wygrałem w Indianapolis, a teraz na Laguna Seca. To udowadnia, że sezon był naprawdę dobry. Czasem najszybszy nie zdobywa mistrzostwa. Trzeba być równym i trzymać się z przodu przez większość czasu. Było bardzo konkurencyjnie. W każdy weekend jakiś kierowca wydawał się najszybszy. To interesujący rok i taki, z którego można wiele wyciągnąć.

Klasyfikacja końcowa

Mistrzostwo Indy NXT 2026 zdobył Nikita Johnson z Cape Motorsports, który w obu wyścigach na Laguna Seca dojechał na P2. Drugie miejsce ze stratą 29 punktów zgarnął Enzo Fittipaldi z HMD, a trzecia pozycja ze stratą 34 oczek przypadła Kucharczykowi. Dla całej trójki był to pierwszy rok w tej kategorii.

1. Nikita Johnson (Cape Motorsports) - 585 pkt

2. Enzo Fittipaldi (HMD) - 556 pkt, -29

3. Tymek Kucharczyk (HMD) - 551 pkt, -34

4. Max Taylor (Andretti) - 470 pkt, -115

5. Lochie Hughes (Andretti) - 453 pkt, -132