F1 ogłosiła dziś wejście drugiego wyścigu w tryb rotacyjny. Do Belgii (Spa-Francorchamps) dołącza Circuit de Barcelona-Catalunya, który do zeszłego roku gościł GP Hiszpanii. Rotacja na dobre zacznie się od kolejnych mistrzostw, a w sezonie 2026 obejrzymy oba wyścigi.
Przyszłość obiektu w Montmelo od paru lat była niepewna. Odkąd królowa motorsportu dogadała się z Madrytem, jasne stało się, że o utrzymanie drugiej rundy w pełnym wymiarze może być trudno. Kalendarz stawał się coraz bardziej napięty, ale gdy okazało się, że wylecą z niego Imola i Zandvoort, a Belgia weszła w tryb rotacyjny, dla Katalończyków otworzyło się okno.
Nie tak dawno taką lukę wykorzystali już Portugalczycy, niespodziewanie zajmując miejsce na sezony 2027 i 2028. Dziś dowiedzieliśmy się, że Barcelona również nie próżnowała i zagwarantowała sobie wyścig w 2028, 2030 i 2032 roku. Oznacza to, że będzie bezpośrednio rotować się ze słynnym Spa (2027, 2029 i 2031).
Tryb rotacyjny to sprytny i kompromisowy sposób Formuły 1, który pozwala na to, aby upchnąć więcej lokalizacji w napiętym harmonogramie, a do tego umożliwić mniej zamożnym promotorom goszczenie zawodów co jakiś czas. Jeżeli dany kraj nie jest faworytem Liberty Media, ma gorszą infrastrukturę lub poważniejszą konkurencję, to nadal może liczyć na sporadyczną obecność.
Nie wszyscy uznają to jednak za korzystne. Po sezonie 2026 z F1 zniknie GP Holandii, gdyż dla rodaków Maxa Verstappena taka impreza, organizowana co dwa lata, byłaby nieopłacalna. Zandvoort na odchodne dostanie możliwość przeprowadzenia sprintu.
W tym roku obejrzymy wszystkie z tych trzech wyścigów, czyli Barcelonę, Belgię i Holandię, a do Hiszpanii seria ogólnie zawita dwukrotnie. Samo GP Hiszpanii odbędzie się za to we wrześniu, na nowym torze w Madrycie, a rywalizacja w Montmelo przypadnie na czerwiec, formalnie jako GP Barcelony-Katalonii.

