Fernando Alonso wytłumaczył, co dokładnie przyczyniło się do średniego występu w kwalifikacjach F1 do GP Holandii, w których nie był już tak konkurencyjny jak w trakcie jazd treningowych. Hiszpan przy okazji zwrócił też uwagę na jakość bolidu Racing Bulls, którym Isack Hadjar wykręcił dziś czwarte pole startowe.  

Aston Martin, podobnie jak na Węgrzech, z dużymi nadziejami przystępował do czasówki na torze Zandvoort, a to za sprawą charakterystyki miejscowego obiektu, który miał sprzyjać konstrukcji AMR25. W praktyce tak też było, co szczególnie pokazały piątkowe treningi - w drugiej sesji Alonso zdołał nawet rozdzielić McLareny.

Podczas kwalifikacji sytuacja uległa sporej zmianie, gdyż rywale w pełni odkryli swój potencjał. Wtedy stajnia z Silverstone nie była już tak konkurencyjna, jak miało to miejsce dzień wcześniej.  

Hiszpan finalnie uplasował się na dziesiątej lokacie, a jego partner z ekipy, Lance Stroll zaliczył drugą w ten weekend przygodę i zajął ostatnie miejsce, nie wykręcając nawet ani jednego mierzonego kołka.  

- Nasze obliczenia przed kwalifikacjami wskazywały, że mamy tempo na P8 czy P7, a ostatecznie uplasowałem się na 10. lokacie - powiedział Alonso. - Nie jest to oczywiście wymarzona pozycja startowa, ale cóż, w każdy weekend naszym celem jest Q3 oraz zdobycie punktów w niedzielę, więc zobaczymy, czy jutro uda się osiągnąć nasz główny cel. 

- Wiatr wpłynął na mnie w Q3. Straciłem trochę czasu. W zakręcie nr 10 straciłem dwie dziesiąte w porównaniu do Q2. Cóż, przy tak ciasnej stawce trzeba było mieć trochę szczęścia, a dziś go nie mieliśmy. Poza tym nasze tempo chyba trochę spadło. Już w trakcie FP3 przez chwilę znalazłem się na P12, co oznaczało, że chyba nie byliśmy już tak mocni jak w piątek. 

- Trudno się tu wyprzedza, natomiast my postawiliśmy trochę bardziej na wyścig, patrząc na nasz dobór opon. Zostawiliśmy sobie dwa zestawy twardej mieszanki, poświęcając nieco kwalifikacje. Zobaczymy, czy to się opłaci.

Po słabym Spa Aston trafił na lepiej dopasowane do siebie tory, takie jak Hungaroring i Zandvoort. Alonso uważa jednak, że w ekipie zaszła pewna poprawa, choć fantastyczny piątek tłumaczy także tym, iż inni musieli lepiej poznać obiekt.

- Wiele rzeczy zmieniło się w zespole. Jest kilka nowych komponentów, które obudziły ten samochód i jego aerodynamikę. Myślę, że od GP Węgier jesteśmy w dużo lepszym położeniu, choć nadal daleko. Jak widać, ciągle walczymy o Q3. 

- W piątki zazwyczaj mamy już nieźle zestrojone auto, ponieważ w fabryce dysponujemy bardzo dobrymi narzędziami do optymalizacji - dodał po hiszpańsku. - Poza tym, jak już kiedyś wspominałem, są tu kierowcy, którzy przyjeżdżają tu po raz pierwszy. Rozmawiałem o tym w samolocie z Bortoleto. Nie ma tu F2 oraz F3, a tym samym tacy zawodnicy nabierają tutaj trochę tempa w piątek, w sobotę jeszcze się poprawiają, a potem w Q1 dostają dwa komplety świeżych opon, to samo w Q2 i Q3. Następnie kończą tam, gdzie samochód osiąga swój limit. My niestety dochodzimy do naszego sufitu praktycznie na etapie pierwszego treningu.

Alonso był również pytany o niesamowity wynik Hadjara, jednego z debiutantów. Jego zdaniem Francuz znakomicie wykorzystał maszynę, która została bardzo mocno doceniona przez dwukrotnego mistrza.

- To zawsze był bardzo szybki bolid. Powtarzamy to zresztą od początku tego roku, że gdyby Verstappen jeździł [w Racing Bulls], to wręcz na pewno walczyłby o tytuł w tym sezonie. Doskonale widzieliśmy to na przykładzie Tsunody, który na początku roku bardzo często notował wysokie pozycje, a po przejściu do Red Bulla ma problem z wychodzeniem z Q1.