Adrian Newey wyjawił dodatkowe informacje na temat niemieszczących się w głowie problemów Astona Martina i Hondy. Już po pierwszym piątku nowego sezonu F1 Fernando Alonso i Lance Stroll nie mogą sobie pozwolić na żadną awarię baterii, bo inaczej nie będą mieli jak pojechać w wyścigu. Sam inżynier przyznał się do tego, że odczuwa obecnie bezsilność.
Kolejny dzień przyniósł fanom stajni z Silverstone kolejny cios. Już przed pierwszym treningiem na Albert Park okazało się, że u Alonso doszło do usterki jednostki napędowej. Stroll miał ciut więcej szczęścia, ale i tak pokonał tylko trzy okrążenia, po czym również napotkał awarię.
Kilka godzin później Hiszpan i Kanadyjczyk zrobili odpowiednio 18 oraz 13 kółek, lecz w obliczu tego, co na konferencji dla szefów powiedział Adrian Newey, to raczej marne pocieszenie. Błędne koło Astona jest tak rozkręcone, że w tej chwili każde okrążenie wydaje się przybliżać samochód do usterki. Jeżeli ta dotknie baterii, to uziemi maszynę do niedzieli włącznie.
- Ciągle mamy problemy z bateriami, a teraz doszła do tego kolejna rzecz. Chodzi o wewnętrzną komunikację baterii z systemem zarządzania. Większy ból głowy to natomiast wibracje. Z nimi zmagamy się nadal - mówił szef Astona.
- Naszym celem jest 30 okrążeń w treningach i 50 w wyścigu, czy ile tam łącznie ma ten wyścig [58]. Realistycznie próbujemy po prostu zarządzać problemami. Brakuje nam baterii. Pozostały nam tylko dwie sztuki, które zresztą są teraz w bolidach. Jeżeli stracimy jedną z nich, to będziemy w wielkich tarapatach. Musimy bardzo ostrożnie podchodzić do wykorzystania baterii.
Po tych słowach media poprosiły go o doprecyzowanie, czy nie ma szans, aby z Japonii wyleciał transport kolejnych komponentów. Newey odparł jednak: - Niestety nie. Nie mamy już żadnych.
Bezsilność Astona i Hondy na starcie sezonu F1
W dalszej fazie konferencji inżynier opowiedział o tym, jak on sam i ekipa czują się w tej sytuacji. Jednocześnie wyjawił też kolejną porcję informacji o kłopotach czy ograniczeniach.
Okazuje się, że Aston, o ile w ogóle może jeździć, celowo zabiera ze sobą dodatkowe paliwo, bo ma to korzystniejszy wpływ na i tak już krótki żywot baterii.
- Czuję się trochę bezsilnie. Mamy ogromny problem z jednostką napędową. Mały dystans sprawia, że niewiele uczymy się o samochodzie. Mamy bardzo ograniczoną wiedzę o bolidzie, bo mało jeździmy, szczególnie z niskim obciążeniem paliwem. Pełny bak działa trochę jak amortyzator dla baterii, a Honda wyraźnie ograniczyła to, ile możemy jeździć z niskim obciążeniem - kontynuował Newey.
- To taki problem, który sam się karmi. Kosztuje nas to sporo energii, ale nie kilowatów, a tej ludzkiej energii. Próbujemy wypracować rozwiązanie, współpracując z Hondą. Moglibyśmy przecież powiedzieć, że to nie nasz problem, ale ostatecznie na bolid składa się połączenie jednostki napędowej oraz chassis.
- Naprawy nie będą szybkie, bo chodzi o fundamentalne zbalansowanie i zamortyzowanie drgań. Nie mogę oceniać, ile im to zajmie, ale to musi być główny cel. Gdy już to zrobimy, będziemy mogli myśleć o osiągach. W tej chwili problem z wibracjami wysysa energię z każdego obszaru, nawet emocjonalnie. Nasi mechanicy pracowali do 4 dziś rano i są wykończeni. Fabryka oferuje wielkie wsparcie, ale po prostu musimy się z tym jak najszybciej uporać.

