Aston Martin jest wstępnie zadowolony z ogromnego pakietu poprawek, który określa mianem obiecującego. Na ostatni weekend F1 przed wakacjami model AMR26 doczekał się tzw. specyfikacji B, choć dla Adriana Neweya jest to raczej aerodynamiczna ewolucja.
Gigantyczne zmiany w bolidzie stajni z Silverstone to najważniejszy temat rundy na Hungaroringu. Aston Martin zadeklarował wprowadzenie aż 16 poprawek, aczkolwiek jasne jest, że skala przebija to, co pojawiło się w wykazie FIA.
Co więcej, nie jest to koniec modyfikacji, o czym po pierwszym treningu poinformował całkiem zadowolony Adrian Newey.
- Pierwsze wskazówki są obiecujące. To tylko część pakietu, a kolejne dostarczymy na Zandvoort i Monzę, ewentualnie do Baku - mówił szef zespołu.
- To ewolucja. Chassis jest takie, jakie było, podobnie jest zresztą z zawieszeniem. Mamy więc aerodynamiczną ewolucję. Uważam, że to bardzo dobre kroki, lecz ciągle nadrabiamy ogromne straty. Czy te kroki sprawią, że będziemy najszybsi? Niestety nie, ale czy to dobre kroki, patrząc na to, gdzie byliśmy? Myślę, że tak.
Po treningach przed mikrofonem stanął za to tzw. reprezentant i ambasador zespołu, Pedro de la Rosa. Jego opinia o działaniu usprawnień była podobna.
- Ogólnie był to dobry dzień. Dużo się nauczyliśmy, natomiast mamy jeszcze wiele rzeczy do przetestowania. Być może zdołamy to zrobić jutro, gdy na tor wyjadą oba bolidy. Pierwsze oceny są takie, że jest obiecująco. Poprawki działają mniej więcej tak, jak zakładaliśmy, choć przed nami jeszcze wiele analiz w fabryce oraz wiele prób optymalizacji pakietu.
Największym problemem w piątek była usterka samochodu Lance'a Strolla, która mogła zakończyć się kraksą i rozbiciem maszyny. Newey jeszcze na konferencji wyjawił, że zawiódł komponent w niezmienionej specyfikacji. Hiszpan żałował zaś utraconego czasu.
- To była awaria zawieszenia. Mieliśmy pewność, że problem nie wystąpi u Fernando, więc mogliśmy go wypuścić. Z powodu braku części zamiennych nie mogliśmy naprawić bolidu Lance'a. Straciliśmy dużo czasu na torze, zresztą Lance też. To auto wiąże się z kompletnie nowym wyczuciem i nową charakterystyką prowadzenia, a kierowcy muszą się do tego dostosować. Nie chodzi tylko o ustawienia, ale również o kierowców - podsumował de la Rosa.
Fernando Alonso też był zadowolony, choć odczuwał pewne wibracje w kokpicie i nie był to dla niego perfekcyjny dzień. Jego zdaniem progres jest na tyle duży, że sięga tych silniejszych ekip ze środka stawki, a ponadto daje nadzieję na lepszą przyszłość. Według plotek dalsze losy dwukrotnego mistrza w Astonie miały być zależne właśnie od działania tego pakietu.
- Odczucia były dobre i myślę, że ogólnie zgodne z tym, czego oczekiwaliśmy po liczbach i korelacji. To bardzo zachęcające także na przyszłość, pod kątem kolejnego bolidu i kolejnych poprawek, nawet na ten sezon. Przed nami daleka droga, skoro zaczęliśmy tak bardzo z tyłu, ale to pierwszy krok. Mam nadzieję, że przed nami następne dobre kroki.
- Musimy jeszcze przeanalizować dane, lecz nie wydaje mi się, że mamy jakieś wielkie niespodzianki albo deficyty do najlepszych ekip środka stawki. Taki był nasz cel, a w zakrętach jesteśmy w stanie im dorównywać. Musimy kontynuować prace i rozwijać chassis oraz silnik. Jak mówiłem, to pierwszy z wielu kroków, a atmosfera jest pozytywna, bo przywieźliśmy to, czego się spodziewaliśmy.

