Franco Colapinto skomentował nietypowy i groźnie wyglądający wypadek Olivera Bearmana podczas wyścigu F1 w Japonii. Argentyńczyk zwrócił uwagę przede wszystkim na ogromne różnice prędkości między bolidami, które w jego opinii stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Do incydentu doszło dziś na 22. okrążeniu, gdy kierowca Haasa wypadł z toru podczas zbliżania się do rywala. Zawodnicy znajdowali się wtedy na dojeździe do „łyżeczki”, gdzie Colapinto poruszał się o około 50 km/h wolniej, czym zaskoczył konkurenta. Mimo potwornego uderzenia Bearman na szczęście nie odniósł poważnych obrażeń i skończyło się jedynie na stłuczonym kolanie.

Sam Colapinto nie ukrywał zaskoczenia całym zajściem, podkreślając, jak nienaturalnie wyglądało tempo na torze.

- To dziwna sytuacja, szczerze mówiąc. Byłem jak siedząca kaczka [łatwy cel]. Różnice prędkości są tak wielkie, tak ogromne, że wygląda to w zasadzie, jakbym był na okrążeniu wyjazdowym, a mój rywal naciskał na pomiarowym. To bardzo dziwne. 

- W tym łuku jedziemy pełnym gazem, a on nagle ma 50 km/h więcej ode mnie. Robi się gorąco, gdy proste nie są takie proste i lekko skręcają. Nie jedziemy tam prosto, w pewnym sensie skręcamy, więc gdy już spojrzałem w lusterko, to on obracał się na trawie. I nawet podczas tego obracania zdołał mnie wyprzedzić. Wyobraźcie sobie, jaka to jest dysproporcja. W pewnym momencie robi się naprawdę niebezpiecznie. 

- Cieszę się, że wyszedł z tego cało. Zdążyłem zobaczyć go w padoku i wydawało się, że okej. 

Colapinto zostawił za mało miejsca?

Argentyńczyk odniósł się również do samego momentu, który doprowadził do utraty kontroli przez Brytyjczyka. Jak zaznaczył, nie wykonał żadnego nietypowego ruchu, a wypadek był wynikiem nałożenia się na siebie kilku czynników.

- [Zrobiłem] coś normalnego. Nie wykonałem żadnego manewru. To po prostu ta różnica prędkości, wjechanie na kawałeczki gumy i wiele rzeczy. Ale tą największą jest przewaga 50 km/h. Wtedy robi się niebezpiecznie.

- Przytrafiło mi się to zresztą w Melbourne, tylko na starcie, gdy musiałem uniknąć kogoś, kto jechał 100 km/h wolniej ode mnie. W tych samochodach to się zdarza i musimy zrozumieć, jak sprawić, aby był to mniejszy problem.

- To samo zresztą dotyczy wyprzedzania. Jest naprawdę sztuczne, tak to wygląda w telewizji. Ktoś wyprzedza, ale zaraz ten drugi ma 50 km/h przewagi. Nawet go nie zauważysz.

Nieco inaczej na kraksę patrzy sam poszkodowany, który wypowiedział się w komunikacie Haasa, gdyż miał zgodę FIA na pominięcie obowiązków medialnych.

- Jest w porządku. Był to straszny moment, ale jestem cały. Podczas incydentu miałem ogromną przewagę prędkości, około 50 km/h. To element tych regulacji, do którego musimy się przyzwyczaić. Z drugiej strony czuję, że nie zostawiono mi wiele miejsca, biorąc pod uwagę te prędkości. Musimy podchodzić do tego łagodniej i być bardziej przygotowani, a to był tylko skutek ogromnej różnicy, na poziomie niespotykanym wcześniej w Formule 1. 

Mniejszy docisk i boost w nowych bolidach F1

Na koniec Colapinto spróbował wyjaśnić źródło aż tak dużej dysproporcji. Częściowo zgodził się z tezą dziennikarza o wykorzystaniu dodatkowej energii i przycisku boost, choć nie była to jedyna przyczyna.

- Może i boost jest za to odpowiedzialny, bo gdy już go użyjesz, to w pełni korzystasz z energii. Z drugiej strony w tych autach robi się z tego łuku taki zakręt, który obciąża oponę. To nie jest łatwe miejsce. Gdy wpadasz tam z dużym zapasem paliwa, najeżdżasz na kawałeczki gumy, to sytuacja staje się jeszcze gorsza. 

- Musimy to przeanalizować, bo czasem jest trochę niebezpiecznie, szczególnie że nie masz pojęcia o tym, jak szybko jedzie drugie auto. Nie masz jak się tego dowiedzieć. Patrzymy w lusterko i nagle drugie auto jest już dużo szybsze. Można się pogubić. 

- Ja nie używałem doładowania na tym odcinku. Myślę, że Ollie mógł, ale to była duża różnica. Wpadł jakoś 45 km/h szybciej niż na poprzednim okrążeniu. To wielka sprawa, gdy mówimy o tym samym samochodzie.