Toto Wolff twierdzi, że Mercedes nie ma pieniędzy na poprawianie swojego bolidu w sezonie F1 2026. To szokująca deklaracja, która padła po kolejnym przegranym wyścigu, tym razem w Holandii. Podczas gdy rywale regularnie wprowadzają poprawki, model W17 nie jest szczególnie mocno modyfikowany, aczkolwiek powinno to oznaczać, że jakiś ogromny pakiet jest już w drodze. Zdaniem szefa zespołu to nie takie oczywiste.
Po dominującym początku sezonu Mercedes niespodziewanie doczekał się rywali, którzy ciągle włączają się do walki o zwycięstwa w pojedynczych rundach. Od momentu, gdy Lewis Hamilton przerwał serię ekipy z Brackley w Hiszpanii, Mercedes triumfował zaledwie dwukrotnie. W tym czasie na najwyższym stopniu podium stawali również Charles Leclerc oraz Lando Norris.
Zarówno Ferrari, jak i McLaren konsekwentnie rozwijają swoje samochody, a efekty kolejnych poprawek są coraz bardziej widoczne. W17 wciąż uchodzi za najlepszą konstrukcję w stawce, lecz wiele wskazuje na to, że Mercedes będzie musiał liczyć się z coraz silniejszą konkurencją niemal w każdy weekend wyścigowy. Zespół Toto Wolffa nadal ma sporą przewagę w obu klasyfikacjach, ale ostatnie wyniki rywali mogą zastanawiać. Z drugiej strony ewidentnie widać, że liderzy mistrzostw są z tyłu w wyścigu rozwojowym, przez co w teorii powinni mieć przed sobą jeszcze jakiś duży skok, zapowiadany zresztą przed wakacjami.
Wolff jednak widzi to inaczej. Gdy zapytano go o tę kwestię, a szczególnie progres McLarena, to zaskakująco stwierdził, że sytuacja nie jest kolorowa. Ze względu na ograniczenia budżetowe jego zespół ma mieć obecnie znacznie mniejsze możliwości wprowadzania kolejnych ulepszeń do samochodu.
- Nie mamy już pieniędzy, żeby finansować kolejne poprawki. Mówiłem już wcześniej, że staramy się rozłożyć wydatki równomiernie na cały sezon, bazując na naszych wyliczeniach dotyczących tego, kiedy możemy wprowadzić największe pakiety poprawek i jak najlepiej zoptymalizować zdobywanie punktów w mistrzostwach.
- Po prostu nie możemy robić wszystkiego, co chcielibyśmy robić. I właśnie dlatego jest to wyścig rozwojowy. Jeśli ktoś wprowadza poprawkę, każda z czołowych ekip zyskuje dzięki niej przynajmniej kilka dziesiątych sekundy. Właśnie tyle tracisz, jeżeli sam takiej poprawki nie masz.
Austriak kilka tygodni temu trochę zdenerwował Freda Vasseura, wskazując, że Ferrari poprawia maszynę tak szybko, jakby ograniczenia finansowe nie istniały. Ta wypowiedź jest pewną kontynuacją tego wątku.
Teraz Toto zasugerował, że w pewnym momencie pieniądze mogą skończyć się w Ferrari i McLarenie, biorąc pod uwagę intensywne tempo. Była to odpowiedź na dość bezpośrednie pytanie o to, dlaczego te zespoły mogą prowadzić dynamiczny rozwój, a Mercedes nie.
- Zobaczymy pod koniec roku, czy wraz ze zbliżaniem się finiszu sezonu nadal będą w stanie wprowadzać do samochodu tyle nowych rzeczy, ile wprowadzają teraz. Ktoś może po prostu mieć inną strategię i wydawać więcej na początku i w środku sezonu, a mniej pod jego koniec.
Pytany, czy przyczyną jest zbytnia rozrzutność na wczesnym etapie, odparł: - Można patrzeć na to z wielu różnych stron. Czy wydaliśmy za dużo w początkowej części roku? Nie sądzę. Jesteśmy organizacją o określonej wielkości i określonej infrastrukturze, a jednocześnie musieliśmy bardzo szybko dostosować się do ograniczeń.
- Przez problemy z niezawodnością oddaliśmy od 50 do 100 punktów w tabeli. Gdybyśmy ich nie stracili, mielibyśmy trochę większą przewagę i trochę większy margines, niż mamy obecnie. Poza tym zwyczajnie dalej staramy się maksymalnie wykorzystywać potencjał, jaki daje nam samochód.
McLaren wątpi w problemy Mercedesa
Do słów Wolffa jeszcze wczoraj zdążył się odnieść Andrea Stella, który rozmawiał z mediami troszkę później. To z tego powodu można było skonfrontować go z tymi słowami rywala po wyścigu.
Włoch nie do końca kupuje te zapewnienia i jest przekonany, że Mercedes wciąż ma pewien zapas, a wkrótce po niego sięgnie, zwłaszcza wobec rosnącej presji ze strony innych ekip.
- Chciałbym w to uwierzyć, ale tak naprawdę nie wierzę. Nie wierzę dlatego, że dzięki regulacjom dotyczącym jednostek napędowych na 2027 rok wszystkie zespoły będą miały dodatkowy margines w swoich rozliczeniach limitu budżetowego. Jeśli się nie mylę, to około 3 milionów, które będzie można uwzględnić w rozliczeniu kosztów za 2026 rok.
- Mercedes widzi, że konkurencja podnosi poziom, więc jestem pewien, że teraz zacznie wykorzystywać efekty prac rozwojowych, które bez wątpienia prowadzi już w fabryce. Jestem przekonany, że samochód, który mają obecnie w tunelu aerodynamicznym, jest wyraźnie szybszy od tego, który jeździ teraz po torze. Będą chcieli przełożyć część tego potencjału na poprawki, które rzeczywiście trafią do bolidu.
- Dlatego jestem właściwie pewien, że Mercedes będzie miał kolejne ulepszenia. Oczywiście byłoby dla nas dobrze, gdyby ich nie mieli, ale nawet nie chcę zakładać takiego scenariusza.

