Lewis Hamilton udzielił kilku interesujących wypowiedzi, które pokazały, jak trudna była dla niego pierwsza część sezonu F1 2025 w barwach Ferrari. Siedmiokrotny mistrz świata zwrócił uwagę przede wszystkim na aspekt presji, czyli tego czynnika, który odbierał mu radość z jazdy. Odzyskanie jej jest teraz jego celem, podobnie jak poprawa sportowa.
Pierwszy rok Hamiltona w Scuderii nie idzie jak po maśle. Zespół nie tylko nie przygotował tak dobrej konstrukcji jak ostatnio, ale stworzył taką, która jest problematyczna i w ujęciu ogólnym, i w prowadzeniu dla brytyjskiego kierowcy. Lewis napotkał wiele przeszkód w ciągu pierwszych 14 wyścigów obecnych mistrzostw, a niektóre dotyczyły także komunikacji z ekipą, co kończyło się wyraźną frustracją.
Ostatnio dużo mówiło się za to o samej formie sportowej utytułowanego zawodnika. Ten zaczął wyglądać kiepsko na tle Charlesa Leclerca i udzielał bardzo mocnych komentarzy, gdzie pokazywał palcem na siebie, biorąc odpowiedzialność za słabe wyniki. Trudno było uznać, iż cieszy się z bycia w innym miejscu, a z przedsezonowych ujęć, gdzie wydawało się, że aż promienieje, nie zostało za wiele.
Naturalnie więc po przerwie letniej, która jest dobrą okazją na zapomnienie o pracy, dziennikarze zapytali go o takie aspekty jak motywacja czy pewność co do tego, że będzie lepiej. Hamilton deklarował, że jest zwarty i gotowy, aczkolwiek jednocześnie szybko wskazywał na presję i związaną z nią utratę radości z jazdy, brzmiąc przy tym nieentuzjastycznie. Spostrzeżenia co do tego, że kierowca był wczoraj „dość przybity”, dotarły do nas zresztą od paru osób.
Stało się tak pomimo wakacji, podczas których Lewis miał, jak sam twierdzi, „zwyczajnie się odciąć i spędzić czas z rodziną oraz przyjaciółmi”. Gdy przypominano mu jego mentalne nastawienie do ścigania sprzed kilku tygodni, odparł: - Nie za wiele się zmieniło. Dobre jest to, że gdy masz czas na to, aby się odciąć, to możesz się zresetować.
- Szczególnie w zeszłym tygodniu zająłem się tym, aby przejrzeć, gdzie byliśmy i co zamierzamy poprawić. Chodzi o rzeczy, które chcemy spróbować zmienić. Widzę tu dużo potencjału. Jest wiele pozytywów z pierwszej części, choć ta nie wydaje się ogólnie zbytnio pozytywna. Mamy na czym budować.
- Czuję się zdeterminowany i zmotywowany. Będziemy pracować ciężko i spróbujemy zmienić kilka rzeczy w naszym podejściu, abyśmy zaczęli czerpać z tego przyjemność. W pierwszej połowie sezonu było tyle presji, że nie był to najprzyjemniejszy okres. Musimy zacząć pamiętać o tym, że robimy to, co kochamy. Jesteśmy w tym przecież razem. Spróbuję czerpać z tego trochę więcej radości.
- Ostatecznie chodzi o to, aby wszystko działało. Jako nowe osoby mieliśmy mnóstwo pracy, biorąc pod uwagę liczbę sesji, integrację z nowym zespołem, jeszcze tak dużym. Poza tym to największa marka w tym sporcie. Połączenie tych rzeczy sprawiło, że dużo znalazło się na głowie.
Nastrój Hamiltona w pewnym sensie pokazała też końcówka odpowiedzi na pytanie o to, czy kiedykolwiek miał już taką sytuację, gdy nie mógł dogadać się z bolidem.
- Miałem ich wiele. Nigdy nie było tak, że po prostu wskoczyłem i wygrałem. Zawsze były jakieś trudne czasy. Jestem takim typem człowieka, który nie lubi być z siebie zadowolony i czuć się komfortowo, a w sumie było tak przy okazji poprzedniej długoterminowej współpracy. Wykonałem ten krok, bo wierzyłem w ten zespół i w potencjał, jaki możemy osiągnąć. Nadal w to wierzę. Myślę, że wszyscy tak mają. Nikt nie osiąga sukcesów bez trudnych momentów, więc przyjmuję je z otwartymi ramionami, ale nie mogę się doczekać tych dni, gdy już wyjdzie słońce.
Gdy zaś przypomniano mu, że wkrótce czeka go wizyta w Świątyni Prędkości, gdzie Tifosi będą szaleć na jego punkcie, Lewis nie przejawiał wielkiej ekscytacji, pomimo użycia takiego słowa. Ta pojawiła się na sam koniec spotkania z mediami, ale w formie czegoś, co Hamilton chciałby odzyskać.
- Nie myślałem jeszcze o tym [o GP Włoch], szczerze mówiąc. Skupiam się na każdym dniu. Nie wiem w sumie, czego oczekiwać. Doświadczyłem już Imoli i było fantastycznie. Oczywiście jeździłem już na Monzy i widziałem, jak Ferrari jest tam odbierane. Zawsze ekscytuje mnie wsparcie, jaki ten zespół ma na całym świecie. To nieporównywalne. Jestem pewny, że to będzie coś wyjątkowego.
- [Radość] to prawdopodobnie najważniejsza część. Przecież z tego powodu zająłem się tym sportem. Chyba przy okazji każdej kariery trzeba dobrze się bawić. Jeśli tak nie jest, to po co to robisz? Często jest natomiast tak, że wokół może być mnóstwo szumu, a wtedy łatwo stracić z oczu to, co naprawdę jest ważne. Dlatego mówię, że chciałbym się skupić na tym, aby ponownie to czuć. Dołączyłem do zespołu, o którym zawsze marzyłem, ale wokół jest tyle szumu, że radość zostaje przyćmiona. Teraz chodzi o to, aby przesunąć te rzeczy na bok i zwyczajnie skupić się na czystej miłości do tego, co robimy.