Lewis Hamilton opowiedział o kontuzji, która trapiła go w sezonie F1 2025, a więc jego pierwszym w barwach Ferrari. Uraz przez długi czas pozostawał tajemnicą, a na światło dzienne wyszedł, gdy w Barcelonie ujawnił go sam zawodnik. Pierwszego dnia weekendu z GP Austrii 2026 poznaliśmy kilka dodatkowych detali.

Po wygraniu rywalizacji w Katalonii siedmiokrotny mistrz świata przyznał się do czegoś, co mogło mieć wpływ na jego postawę w zeszłym sezonie. Okazało się, że jego wyczekiwany transfer do Ferrari rozpoczął się od sporego problemu.

- W zeszłym roku doznałem tu [w Barcelonie] kontuzji, która ciągnęła się miesiącami - wtrącił Hamilton niecałe dwa tygodnie temu, opowiadając szerzej o wielu trudnościach z poprzednich mistrzostw.

Choć szczegóły pozostawały tajemnicą, to nietrudno było się domyślić, iż mogło chodzić o kraksę z dni testowych w starszym bolidzie. Wypadek wydarzył się jeszcze w styczniu 2025, w konstrukcji z sezonu 2023.

Dziś kierowca potwierdził tę wersję wydarzeń, a także wyjawił, jak poważny był jego uraz.

- No cóż, to jest prywatna sprawa, ale tak, podczas zeszłorocznych testów dość mocno uderzyłem w ścianę. Doszło do wypadnięcia dysku w odcinku szyjnym i uciśnięcia nerwu. 

- Niewiele mogłem zrobić przez około dziewięć tygodni po wypadku. Codziennie chodziłem na chiropraktykę, ale zwyczajnie nie mogłem spać. Brałem tabletki, musiałem dostawać zastrzyki i robiłem wszystko, aby tylko to wyleczyć. W zasadzie próbowałem jakoś z tym żyć, lecz nie jest to takie łatwe w pozycji, w której siedzimy [w aucie].

Hamilton nie myśli o walce o tytuł

Dalsza część czwartkowego spotkania poświęcona została innym wątkom, w tym walce o mistrzostwo, która naturalnie trafiła na nagłówki po sukcesie sprzed kilkunastu dni. 

- Mamy świetny samochód wraz z rzeczami, o które prosiłem. Dobrze współpracujemy, a ja po prostu kocham jazdę tym bolidem. Nasze auto w końcu ma to, czego chciałem, a ja zaczynam być w stanie to wykorzystywać. To najlepsze uczucie.

- Jeśli chodzi o walkę, nie skupiam się na tym. Skupiam się na dobrym wejściu w weekend. Na tym, że chcę tu wygrać. To jest mój cel i na to pracowaliśmy przez cały zeszły tydzień oraz w tym tygodniu.

- Każdy wnosi coś do zespołu. Każdy naciska, może nawet mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Jesteśmy dużo lepiej zgrani, Fred świetnie dowodzi, a poza tym widzimy poprawki, o które prosiliśmy. Były w Barcelonie, teraz będą tutaj. Nasi ludzie pracowali niezwykle ciężko, aby wykonać krok naprzód po stronie silnika. To jeszcze nie jest cały krok, na razie jedna stopa, ale właśnie tak musimy działać. Najpierw jedna, potem druga noga.