Toto Wolff i George Russell wyjaśnili, w jaki sposób Mercedes zrujnował Brytyjczykowi wczorajszy wyścig F1 w Monako. Wszystkiemu winne mają być problemy z komunikacją podczas zamieszania w samej końcówce, gdy bolidy musiały przejechać przez aleję serwisową.
Stajnia z Brackley zaliczyła potworną wpadkę w trakcie niedzielnej rywalizacji i przyczyniła się do tego, że jej kierowca znów stracił do swojego kolegi i głównego rywala 25 punktów. Russell nie miał wybitnego weekendu i mógł liczyć w najlepszym wypadku na nieco fartowne podium, ale po nieodsłużeniu kary i konieczności odbycia jej zaraz po restarcie wyścigu nie było już dla niego żadnego ratunku.
- Jeśli chodzi o nieodsłużenie kary, to na pewno był to nasz błąd. Musimy przyjrzeć się naszej komunikacji, czy w ogóle spodziewaliśmy się, że on zjedzie do alei. Kojarzę coś takiego, że miał zostać i nie zjeżdżać. Ale już pomijając to, i tak musimy być gotowi na takie rzeczy - powiedział Wolff.
Większe wyjaśnienia niż Toto zaoferował sam George, który potwierdził, że początkowo plany Mercedesa były inne. Wypowiadając się o minimalnym przekroczeniu prędkości, zawodnik nie znał powodu nałożenia tylu kar. Myślał, że stało się coś innego.
- Przez jakiś problem z oprogramowaniem prawdopodobnie zyskałem może jedną dziesiątą sekundy, a straciłem 13 pozycji.
- Dostałem karę przejazdu przez to, że doszło do dużego zamieszania w ostatniej chwili. Miałem zostać na torze, a wtedy FIA zarządziła, że będziemy przejeżdżać przez aleję. Pytałem więc zespół, czy mam zatrzymać się na zmianę opon. Nie dostałem odpowiedzi i następnie zobaczyłem mój zestaw. Wszystko działo się za szybko i zakładam, że chyba mechanicy nie dostali informacji, aby zostawić auto w spokoju na 5 sekund - tłumaczył Russell.
- Wkrótce po tym zgłosiłem przez radio, że chciałbym odsłużyć swoje na kolejnym okrążeniu. Miałem 20 sekund zapasu nad Gaslym, aczkolwiek przepisy mówią, że nie odsłużyliśmy poprawnie naszej kary [przy pierwszej okazji], a za to przyznaje się przejazd.
Precyzując słowa kierowcy, gdy stawka podąża za samochodem bezpieczeństwa przez aleję, odbycie kary nie jest obowiązkowe przy okazji pierwszej wizyty. Jeśli jednak zawodnik zatrzyma się przy stanowisku serwisowym, to już w pełni obowiązuje go procedura poprawnego odsłużenia kary.
Russell wolałby być winny
Brytyjczyk długo rozmawiał wczoraj z mediami piszącymi i sporo mówił o tym, jak podchodzi do tak trudnej sytuacji mentalnie. Momentami wręcz „ulewało mu się” na temat tego, o ile mniej bolesny byłby dla niego pech, gdy o nic nie walczył lub gdyby to on był winny.
- Czuję się naprawdę przedziwnie. Miałem wiele niełatwych momentów w mojej karierze, gdzie 2-3 gorsze wyścigi wynikały z tego, że słabo się spisałem. Natomiast nigdy nie spotkałem aż takiego pecha. To nie działo się dwa lata temu, gdy samochód pozwalał walczyć o 7. miejsce. Albo o miejsca 3-4, jak w zeszłym roku. A teraz mam auto do walki o tytuł, więc to bardzo boli. No cóż, przed nami daleka droga. Ciągle wierzę w siebie. Wierzę, że będziemy walczyć o zwycięstwa do końca. Nie widzę powodów, aby nie było tak też w przyszłym roku. Ale teraz jest mi trudno.
- To przekracza frustrację. Po prostu nie mogę pojąć, jakim cudem sezon przebiega w ten sposób. Zespół mówił, że nie zrobiłem nic złego. Dostanie pięciu sekund nie jest idealne, lecz to nie koniec świata. A potem jestem na P3, nie odrabiamy kary i wlepiają mi przejazd. W dwa weekendy straciłem ile, jakieś 40 punktów?
- W sobotę miałem gorszy dzień i akurat to przyjmuję. Jeśli chodzi o wyniki dwóch ostatnich wyścigów, to wręcz chciałbym ponosić przynajmniej trochę odpowiedzialności za to, że auto zepsuło się w Kanadzie lub za dzisiejsze kary. A to stało się, gdy nie miałem nad tym żadnej kontroli. I właśnie to jest mi tak trudno przełknąć.
- Nigdy nie wierzyłem w ogromne szczęście lub wielkiego pecha. Tylko patrząc na ten sezon... Jest tego sporo. Przecież ten rok mógłby wyglądać zupełnie inaczej. To nie jest koniec. Wystarczy spojrzeć na Verstappena z zeszłego sezonu. Muszę wycisnąć z siebie więcej. Są rzeczy do poprawy, na pewno, ale to po prostu niefortunne.

