Toto Wolff odniósł się do starć Kimiego Antonellego z Georgem Russellem oraz potencjalnych poleceń zespołowych, które mogłyby pomóc Mercedesowi uniknąć porażek z rywalami. Austriak przyznał, że sytuacja zmieniła się po przegraniu wyścigu F1 w Barcelonie z Lewisem Hamiltonem.
Niedzielne GP Belgii było kolejnym w tym roku wyścigiem, który wygrał Andrea Kimi Antonelli. Włoch ma za sobą ogólnie bardzo dobry weekend, lecz niewiele brakowało, aby dzięki dobremu tempu i szczęściu związanemu z wirtualną neutralizacją zwyciężył Charles Leclerc.
Ostatnie rundy rzuciły nowe światło na trwający sezon, ponieważ stajnia z Brackley nie ma już tak wyraźnej przewagi nad resztą stawki. Od triumfu Hamiltona w Hiszpanii co weekend pojawia się godny rywal w walce o najwyższy stopień podium. Do tego dochodzi fakt, że Mercedes w ostatnich czterech rundach tylko raz finiszował dwoma samochodami na punktowanych pozycjach.
Na Spa imponująco na jednym okrążeniu zaprezentował się Max Verstappen, natomiast pod względem tempa wyścigowego naprawdę dobrze wyglądał Leclerc. W obu tych aspektach świetny był także Lando Norris, lecz kara przesunięcia o dziesięć pozycji sprawiła, że znalazł się poza radarem.
W związku z rosnącą formą innych ekip Toto Wolff został zapytany o potencjalne polecenia zespołowe. Szef Mercedesa przyznał, że po wizycie w Katalonii, gdzie starcia dwóch srebrnych bolidów kosztowały zespół mnóstwo czasu, zmieniono podejście do zarządzania wyścigiem.
- Po doświadczeniach z Barcelony założyliśmy, że dziś nie będziemy tracić czasu na wewnętrzną walkę. Nie chcemy, aby nasi kierowcy przepuszczali się wzajemnie i odbierali sobie pozycje, podczas gdy Ferrari lub Red Bull będą tuż za nami. Mogłoby to doprowadzić do utraty zwycięstwa, jak zresztą wydarzyło się to w Barcelonie. Choć gdyby Kimi ukończył tamten wyścig, wygrałby go - mówił Wolff.
- Od Barcelony w każdej takiej sytuacji naszym priorytetem byłoby zwycięstwo w wyścigu. Niezależnie od tego, czy z przodu znajdowałby się Kimi, czy może George, właśnie tak byśmy postąpili. Mistrzostwa konstruktorów są dla nas równie ważne jak mistrzostwa kierowców.
- Nigdy nie odebralibyśmy jednak zwycięstwa żadnemu z naszych kierowców. Gdyby na prowadzeniu znajdował się George, nie nakazalibyśmy mu przepuszczenia Kimiego, nawet mimo jego strat w klasyfikacji generalnej. Na tym etapie sezonu nie zdecydowalibyśmy się na taki krok.

