Na starcie GP Australii 2026 doszło do bardzo groźnej sytuacji z udziałem Franco Colapinto i Liama Lawsona. F1, która po zmianie bolidów obawiała się problemów z niebezpiecznym zostawaniem na startach, mogła doświadczyć tego już na otwarcie nowego sezonu.
Jedną z najbardziej przerażających rzeczy dla kierowcy wyścigowego jest sytuacja, w której jego samochód nie rusza po zgaśnięciu świateł, czy też rusza ekstremalnie wolno. Nadciągający i rozpędzeni zawodnicy mogą łatwo przeoczyć wolniejszy pojazd, gdy mieszają się pozycjami i szukają przestrzeni w tłoku na prostej, co wielokrotnie pokazały już serie juniorskie.
Po zmianie bolidów, które obecnie wymagają długiego rozkręcania turbo i mają malutkie okno optymalnego startu, takie obawy pojawiły się w F1, choć początkowo zostały zbagatelizowane przez wszystkich z wyjątkiem Ferrari. To dlatego dopiero na testach w Bahrajnie zajęto się tą sprawą i zmieniono procedurę startową. Ta działa dość skutecznie, ale nie eliminuje problemu w stu procentach.
Dzisiaj przekonali się o tym Liam Lawson i Franco Colapinto. Nowozelandczyk został na polu i przez kilka sekund nie mógł nic zrobić. Argentyńczyk ruszał osiem pozycji za nim (P8 i P16), więc napotkał go, gdy był już mocno rozpędzony. Następnie w nieprawdopodobny sposób udało mu się zmieścić pomiędzy rywalem a ścianą, co pokazała już sama F1 w osadzonym niżej klipie.
- Miałem sporo szczęścia - powiedział Colapinto. - Takie rzeczy się zdarzają, ale to było i niebezpieczne, i dziwne. Cieszę się, że jakoś się przebiłem.
Lawson dodał: - Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Wykonałem start i... zostałem w miejscu. Nie miałem mocy, a później nie mogłem jej odzyskać przez 5 sekund.
Okazję do skomentowania tego niebezpiecznego incydentu wykorzystał też McLaren, który w Bahrajnie głośno domagał się zmian, bo jako klient Mercedesa jest narażony na pewne straty.
- Ciągle mamy te obawy. Na starcie było blisko. Mamy ogromne różnice prędkości na gridzie. Albo będziemy liczyć, że nic się nie stanie, albo zrobimy coś z tym, aby te różnice zniwelować. To bardzo techniczna sprawa i nie uważam, że powinniśmy iść z tym za daleko, proponować różne rozwiązania. Mój apel jest taki, abyśmy przyznali, że powinniśmy zrobić więcej. Pamiętajmy o startach, bo na pewnym etapie mogą stać się problemem - powiedział Andrea Stella.

