Sędziowie dzisiejszego wyścigu F1 na Węgrzech uzasadnili, dlaczego Carlos Sainz dostał tylko 5 sekund kary za przedziwne stuknięcie Oscara Piastriego. Okazało się, że komisja dopatrzyła się okoliczności łagodzących. Sami uczestnicy różnili się w swoich zeznaniach. Hiszpan próbował się bronić, a Australijczyk miał jego tłumaczenie w nosie i widział raczej wielką głupotę.
Reprezentant Williamsa dopuścił się wyjątkowo dziwnego wykroczenia na Hungaroringu. Zamiast puścić wirtualnego lidera, Oscara Piastriego, pojechał tak, jakby nikogo nie było obok. Kierowca McLarena ledwo utrzymał samochód z dala od barier, a do tego stracił przez to prowadzenie.
Oczywiste stało się, że Sainz zostanie za to ukarany, aczkolwiek sędziowie wydali łagodny wyrok. Zamiast przyznać bazową karę, zauważyli tu pewne okoliczności łagodzące.
- Arbitrzy uznali, że to Sainz był w pełni odpowiedzialny za kolizję z Piastrim. Chociaż standardowa kara za to wynosi 10 sekund, sędziowie dostrzegli tu czynnik łagodzący. Pozycja Sainza oraz innych bolidów w miejscu incydentu sprawiła, że Piastri nie był widoczny przed próbą wykonania manewru wyprzedzania. Chociaż Sainz został poinformowany o nadjeżdżającym rywalu, to sędziowie ocenili, że ograniczona widoczność obniżyła stopień winy. Biorąc pod uwagę ten czynnik, stwierdzono, że właściwa nie jest kara doliczenia 10 sekund, a 5 sekund - czytamy w uzasadnieniu.
Sainz i Piastri tłumaczą incydent
Ogromna część rozmów z Sainzem została poświęcona właśnie na to zajście. Kierowcy ogólnie narzekali na chaos, jaki panował przy dublowaniu, ale Hiszpan bronił się głównie tym, że po prostu nie wiedział o obecności rywala obok.
- Coś było nie tak z systemem. Coś utrudniało kontrolowanie niebieskich flag, ale to jasne, że musimy być szybsi, abyśmy nie byli dublowani - mówił zawodnik Williamsa.
- Ten system pozwala nam zrozumieć, czy jesteśmy dublowani, czy nie. Ja nie miałem pojęcia, że do tego dojdzie, a poza tym ostro walczyłem z Fernando. Nie spodziewałem się tam Oscara. Nawet gdybym się spodziewał, to i tak miałbym go w martwym polu. Trudno byłoby tego uniknąć. Prawdopodobnie pomogłaby nam lepsza komunikacja.
- Szczerze mówiąc, jest mi przykro z powodu Oscara, ale w tym przypadku mam całkiem niezłą wymówkę. Nie wiem, czy on też nie powinien być trochę ostrożniejszy, skoro walczył o podium. Może mógłby ustawić się trochę lepiej, patrząc na to, ile było problemów z niebieskimi flagami. Dostałem 5 sekund i okej, to nie ma wielkiego znaczenia, gdy walczę o P18.
- Nie musimy rozmawiać ze sobą. Jeśli zrozumie, co i dlaczego się stało, to prawdopodobnie weźmie to za incydent wyścigowy. On nie odpadł przeze mnie czy z mojej winy. To był tylko kontakt i cieszę się, że nie wpłynąłem tak bardzo na jego wyścig.
Aktualizacja: Jak podaje serwis The Race, system pokazywania niebieskich flag zawiódł po 9 z 70 okrążeń. Z powodu usterki niektórzy mieli otrzymywać sygnały o dublowaniu, choć nikt za nimi nie jechał. Konsekwencją tego było wyłączenie automatycznego mechanizmu i poleganie jedynie na porządkowych, którzy fizycznie machali flagami.
Piastri nie był szczególnie zainteresowany tłumaczeniami Hiszpana, a wymówki nie uznał za całkiem niezłą. W rozmowie z Viaplay rzucił bardzo ostrym określeniem, nazywając to „jedną z najgłupszych rzeczy, jakie widział na torze wyścigowym”. W zagrodzie prasowej wyjaśnił za to, dlaczego był nawet trochę uszczypliwy względem zespołu.
- Sam timing zjazdu był okej, bo chcieliśmy pokryć Hamiltona. Gdyby nie wjechano we mnie, byłbym nadal przed Lando, więc tu było w porządku, lecz wtedy niesamowicie zirytowałem się Carlosem. W zasadzie irytacja nie jest słowem, którego chciałbym użyć, bo chciałbym użyć dużo gorszego - opisywał Australijczyk.
- Lando wyjechał przede mną i wiedziałem, że nie mam tempa, aby go zaatakować, a szansa na wygranie wyścigu uciekła. Byłem zły na utratę prowadzenia, ale to nie wina zespołu, tylko Carlosa.
- Wiem o tym [problemie z systemem], ale przecież wszędzie były niebieskie flagi i sygnały od porządkowych, a ja jechałem tuż za nim przez jeden sektor. Nie mogłem uwierzyć, co się stało. Nigdy nie spodziewasz się, że wjedzie w ciebie zdublowany samochód. Fakt, że mnie nie widział, a poza tym nikt mu o tym nie powiedział, pokazuje kompletny brak świadomości. To nie do przyjęcia.
Gdy Piastriego zmierzono z wypowiedzią Sainza, który zakładał, że zostanie zrozumiany, Oscar odparł: - Walczył z Fernando o ostatnie miejsce, jak gdyby była to walka o mistrzostwo świata. On jest dość krytyczny względem innych kierowców i trochę już mu się za to oberwało w przeszłości, za bycie frustrującym rywalem na torze. I teraz robi coś takiego...

