George Russell spróbował wyjaśnić, co stało za jego kolejnym problematycznym wyścigiem w sezonie F1 2026. Na Hungaroringu kierowca Mercedesa miał fatalny start, którego trochę nie rozumie, a jego kłopoty zaczęły się na kilka sekund przed zgaśnięciem świateł.

Brytyjczyk znów ma za sobą rozczarowujący weekend i ponownie nie był w stanie włączyć się do walki o zwycięstwo. W sobotę nie miał szans na pole position, a dodatkowo doznał awarii silnika. Podczas niedzielnego startu w jego bolidzie uruchomił się system anti-stall, przez co George spadł na koniec stawki i mimo udanej pogoni po raz kolejny zdobył mniej punktów niż jego zespołowy partner.

Przeciętna forma 28-latka w połączeniu z wyjątkowym pechem sprawia, że coraz trudniej będzie mu walczyć z Kimim Antonellim o mistrzowski tytuł. Russell zajmuje obecnie dopiero trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Wyprzedza go również Lewis Hamilton, a strata do Włocha wynosi już 59 punktów.

Po zajęciu siódmego miejsca na Hungaroringu wyraźnie przybity George wyjaśnił, że te problemy były dla niego czymś zupełnie nowym, a świeża i wymieniona po sobocie jednostka napędowa odmówiła współpracy.

- Trzymałem wciśnięty gaz i utrzymywałem obroty, kiedy nagle, mniej więcej na cztery sekundy przed zgaśnięciem świateł, obroty zaczęły kompletnie wariować. Próbowałem reagować pedałem gazu, ale nic się nie działo. Jednostka napędowa w ogóle nie odpowiadała. To coś, czego jeszcze w tym sezonie nie doświadczyłem.

- Oczywiście był to zupełnie nowy silnik. Wydaje mi się, że coś podobnego zdarzało nam się czasami podczas testów, lecz tak naprawdę nie mam pojęcia, co się stało. Musimy też przyjrzeć się samym sobie i upewnić się, że nie robimy niczego, co mogłoby przyczyniać się do takich problemów. Oscar także miał dzisiaj swoje kłopoty, więc nie jesteśmy jedynymi, których to spotyka.

- Mam jednak wrażenie, że mnie przydarza się to znacznie częściej niż pozostałym. Mam nadzieję, że w końcu karta się odwróci. Nie życzę nikomu pecha, ale nigdy w całej swojej karierze, nie tylko w Formule 1, nie miałem takiego sezonu.

- Jak już mówiłem, chyba przekroczyłem etap rozczarowania. Gdybym miał przejmować się wszystkim, co się dzieje, chodziłbym rozczarowany przez cały tydzień. Muszę więc starać się zachować pozytywne nastawienie.

- Kolejny problem techniczny całkowicie zrujnował mój wyścig. Pojawiły się za to pewne pozytywy. Tempo było bardzo dobre. Zespół powiedział mi, że moje tempo było równie dobre jak u każdego innego kierowcy na torze. Prawdopodobnie od dwóch lub trzech wyścigów nie byłem aż tak szybki, więc to akurat mogę uznać za coś dobrego. Lista rzeczy, które przydarzyły mi się w tym sezonie, jest natomiast po prostu niewiarygodna.

Wyraźnie zmęczony Brytyjczyk dodał, że zazwyczaj nie wyczekuje przerwy letniej, aczkolwiek ten sezon jest pod tym względem wyjątkiem. Tym samym jasno dał do zrozumienia, jak duże piętno odciskają na nim tegoroczne niepowodzenia.

- Nie należy przejmować się rzeczami, na które nie ma się wpływu. Dzisiejszy wyścig został całkowicie zrujnowany. Na starcie prawidłowo wykonałem całą procedurę, a tempo było w porządku.

- Wynik jest do dupy, ale wszystko, na co miałem wpływ, zrobiłem właściwie. Zazwyczaj nie czuję, że potrzebuję przerwy. W tym roku zdecydowanie mam za to poczucie, że jest mi  potrzebna. Tak naprawdę niewiele więcej można z tego wyciągnąć.

Ciekawy szczegół ze startu Russella podał Toto Wolff. Austriak zdradził, w jaki sposób obroty zwariowały oraz co włączyło system anti-stall.

- Przydarzył mu się kolejny problem. Wygląda na to, że wcisnął gaz na może 10%, a silnik zaczął kręcić się na maksa. Wtedy George zdjął nogę z gazu, a silnik przygasł. To był powód. Później pojechał naprawdę dobry wyścig, łatwo przebijał się przez kierowców i odzyskał tyle punktów, ile tylko mógł - mówił szef Mercedesa.