Carlos Sainz po wyścigu F1 na torze Suzuka otwarcie skrytykował władze sportu za zignorowanie sugestii kierowców w zakresie bezpieczeństwa. Jego wypowiedź była następstwem poważnie wyglądającego wypadku, któremu w niedzielę uległ reprezentant Haasa, Oliver Bearman.  

Trzecia runda tegorocznego sezonu nie przebiegła w bezpieczny sposób. Na etapie 22. okrążenia napędzony Bearman napotkał na swojej drodze tracącego energię Franco Colapinto, co doprowadziło do bardzo poważnie wyglądającego wypadku. Brytyjczyk zmuszony był bardzo szybko uciec na lewo, a przy zacieśniającej się przestrzeni doprowadziło to do zjazdu na trawiaste pobocze, utraty sterowności i mocnego uderzenia w barierę.  

Choć siła uderzenia wyniosła 50 g i pierwsze obrazki z udziałem kulejącego kierowcy budziły spory niepokój, to ostatecznie sam zainteresowany nie odniósł poważniejszych obrażeń. Za zgodą FIA odpuścił dziś swoje aktywności medialne, choć jego komentarz jest dostępny TUTAJ.

Co istotne, oburzenie po tej kraksie budzi fakt, że wraz z debiutem nowych konstrukcji wielu kierowców zwracało uwagę, że nagłe spadki prędkości i energii mogły doprowadzić do tego typu incydentów. W tym gronie był m.in. przewodniczący GPDA, Carlos Sainz, który po dzisiejszym zajściu postanowił skrytykować postawę osób odpowiedzialnych za stan Formuły 1.

- Taki problem powstaje, gdy słuchasz tylko zespołów. Wydaje się im, jak to te wyścigi są niby fajne, bo dobrze się bawią, gdy oglądają je w telewizji. To kierowcy mają świadomość, że mogą wystąpić różnice rzędu 50 km/h, a takie coś to nawet nie jest ściganie. Nie ma takiej kategorii na świecie, w której ktoś zbliża się z taką przewagą. Wtedy można dać się zaskoczyć późną obroną czy zgotować niespodziankę kierowcy z tyłu. Oby nas posłuchali i skupili się na tym, co mówimy my, a nie zespoły. 

Kierowca Williamsa nie hamował się także w rozmowie przed kamerą Sky Sports, gdzie krytyka poszła o krok dalej i wytknęła ignorowanie wyraźnie podkreślonego zagrożenia.

- Mam nadzieję, że wymyślimy jakąś zmianę przepisów na Miami, gdyż wypadek, który dziś widzieliśmy, jest czymś, o czym ostrzegaliśmy już od dłuższego czasu. Przy takich nagłych różnicach prędkości tego typu wypadki są bardzo prawdopodobne - mówił Sainz.

- Liczę, że znajdziemy jakieś rozwiązanie, które nie będzie generować tak dużych dysproporcji w prędkościach i tym samym zapewni nam bezpieczniejszy sposób ścigania. Byłem bardzo zaskoczony, gdy usłyszałem, że celem ma być zmiana zasad wyłącznie na kwalifikacje, bo wyścigi są ekscytujące. My jako kierowcy bardzo głośno mówimy przecież, że problem nie dotyczy tylko kwalifikacji, ale również wyścigów. 

- My, jako GPDA, ostrzegaliśmy FIA, że tego typu wypadki mogą być częstym zjawiskiem z powodu tych przepisów, a co za tym idzie, jeśli chcemy unikać niebezpiecznych sytuacji, to konieczna jest zmiana. Z tego, co słyszałem, [Bearman] uderzył w barierę z siłą 50 g. Mój wypadek w Rosji w 2015 roku to było 46 g. Zastanawiam się więc, co gdyby do tego typu incydentu doszłoby w Baku czy Las Vegas? 

- Mam nadzieję, że dzisiejszy wypadek posłuży za przykład, a ludzie z góry zaczną słuchać kierowców, nie tylko przedstawicieli zespołów czy osób, które twierdzą, że ściganie jest okej. Ściganie nie jest okej.

FIA wydała już oświadczenie

Po wypadku Bearmana (nie w reakcji na komentarz Sainza) FIA podzieliła się dziś oficjalnym oświadczeniem. Nie jest ono najciekawsze i bardzo ogólnie opisuje kolejne kroki organu zarządzającego. Przede wszystkim to potwierdzenie nadchodzących analiz i zaznaczenie, że przed F1 stoi trudne wyzwanie.

- Wszystkie strony konsekwentnie podtrzymują, że strukturalny przegląd przepisów odbędzie się po pierwszej fazie mistrzostw, aby pozwolić na zebranie odpowiednich danych i wykonanie analiz. Na kwiecień zaplanowano wiele spotkań ws. nowych regulacji, aby ocenić, czy poprawki są konieczne.

- Jakiekolwiek zmiany, szczególnie te dotycząca zarządzania energią elektryczną, wymagają dokładnych symulacji i drobiazgowych analiz. Na tym etapie wszelkie spekulacje o naturze tych zmian byłyby przedwczesne - podała FIA.