Fred Vasseur wytłumaczył, jak doszło do strategicznej pomyłki, która ułatwiła Mercedesowi walkę o zwycięstwo na otwarcie nowego sezonu F1. Ferrari było zaskoczone pracą ogumienia rywali i spodziewało się jeszcze jednego pit stopu w GP Australii 2026.

Ferrari ma za sobą specyficzne otwarcie sezonu. Z jednej strony bolid jest drugą siłą, a na startach czy niektórych stintach może walczyć z najlepszym Mercedesem, ale z drugiej sobotnia przewaga konkurencji sprawiła, że humory po testach trochę się pogorszyły. Stajnia z Brackley wchodzi w nową erę z najlepszym pakietem i zaczyna rywalizację od miejsc 1-2. Możliwe jednak, że wynik lub przebieg wyścigu byłby trochę inny, gdyby nie taktyka Ferrari.

Gdy po zaledwie 11 okrążeniach zepsuł się Isack Hadjar, a na torze zobaczyliśmy VSC, to wiele ekip skorzystało z opcji na zmianę opon w korzystniejszym momencie. Scuderia postąpiła inaczej, przez co później odbyła pit stop w normalnych warunkach i do jazdy wróciła z dużymi stratami.

To właśnie ta decyzja jest teraz podważana i naturalnie była głównym tematem podczas rozmów z Fredem Vasseurem. Ten wyjaśnił, że Ferrari po prostu trzymało się swoich wyliczeń i oczekiwań.

- Szczerze mówiąc, nie mamy szklanej kuli i trudno teraz tworzyć jakieś scenariusze. Na tamtym etapie wyścigu nikt nie oczekiwał, że ktoś zatrzyma się właśnie wtedy i pojedzie w ten sposób na jeden pit stop. My planowaliśmy, że zmienimy opony raz, ale później. Poza tym nie mieliśmy szczęścia z drugim VSC, kiedy zamknęli pit lane - mówił Francuz.

- Mercedes w trakcie weekendu był od nas szybszy. Mieliśmy dobry wyścig i zaczynamy z niezłego poziomu. Wiemy, jak konkurencyjni jesteśmy w porównaniu do nich, a przed nami dużo pracy. 

- Realistycznie patrząc, wczoraj straciliśmy do Mercedesa osiem dziesiątych, a dziś nikt nie zakładał takiego rozwoju sytuacji. Celowaliśmy w optymalną taktykę, a optymalne było przedłużenie pierwszego przejazdu. Problemem nie jest decyzja strategiczna, tylko czyste tempo. Nie żałuję więc tego zagrania.

Vasseur w rozmowie z Canal+ podkreślił, jak dobrze spisywało się ogumienie w modelu W17: - Mercedes myślał, że zaliczy kolejny pit stop, więc byliśmy zaskoczeni. Mogli zrobić 350 okrążeń na tych oponach i wykorzystali tę przewagę. 

W trakcie zmagań usłyszeliśmy komunikat Lewisa Hamiltona, który wskazywał, że należało ściągnąć jednego zawodnika i odpowiedzieć rywalom. Po wszystkim nie miał natomiast pretensji.

- Nie mam mieszanych uczuć. Zgarnęliśmy miejsca 3-4, a Mercedes był ostatecznie szybszy od nas. To prawdopodobnie najlepszy wynik, jaki mogliśmy uzyskać - ocenił siedmiokrotny mistrz.

- Na pewno warto przeanalizować, czy tamten pit stop nie byłby lepszą opcją. Gdy zobaczyłem, że oba Mercedesy zjeżdżają, to sam pomyślałem, że przynajmniej jeden z nas powinien był ich pokryć. Przyjrzymy się jednak, co mogliśmy zrobić lepiej.

- Wyścig był naprawdę dobry, a zespół zrobił świetną robotę. Oczywiście tempo nie jest takie, jakiego byśmy sobie życzyli, ale wywozimy stąd mnóstwo pozytywów.