Fred Vasseur wytłumaczył, w jaki sposób Ferrari przegrało weekend, podczas którego wydawało się dysponować świetnym tempem, potencjalnie zwycięskim. Scuderia popełniła za wiele błędów podczas dzisiejszego wyścigu F1 na Węgrzech, a Charles Leclerc i Lewis Hamilton utknęli za rywalami.
Stajnia z Maranello ma za sobą przedziwną rundę na Hungaroringu. Od piątku model SF-26 spisywał się bardzo dobrze i zaliczył dość gładkie wejście, podczas gdy rywale byli trochę z tyłu. W sobotę konkurencja odrobiła część strat, a pole position uciekło tylko o włos.
W wyścigu Ferrari próbowało być agresywne. Start na miękkich oponach miał łatwo zapewnić wyższą pozycję na torze, która jest bardzo istotna w miejscu, gdzie przecież tak trudno się wyprzedza. Otwarcie wyszło jednak słabo i przyczyniło się do wielu późniejszych błędów. Hamilton i Leclerc musieli naciskać, a zespół nie miał innego wyboru i reagował przed rywalami, aby w ogóle mieć jakąś szansę na przebicie się. To z kolei stworzyło swego rodzaju błędne koło, bo utrudniło właściwą ocenę pracy opon i dobór lepszej strategii.
- Trudno w pełni zrozumieć, co stało się z tempem. To nie była dobra niedziela. Gdy w piątek jesteś na miejscach 1-2, to oczekujesz więcej niż P4 i P5. Poza tym popełniliśmy zbyt wiele błędów. Zaczęło się już od kary na starcie, a potem Max wyprzedził nas na torze. Nawet każdy pit stop wiązał się ze stratami, a potem jechaliśmy za rywalami. Wszystko poszło źle - tłumaczył Fred Vasseur.
- Zorientowaliśmy się 20 okrążeń przed końcem, że softy [na ostatnią fazę] nie były takie złe, bo widzieliśmy, co robił Max. Wtedy postanowiliśmy je założyć, jako że nasze twarde opony były najbardziej zużyte. Z powodu słabego startu musieliśmy walczyć o podcięcie, więc obciążaliśmy ogumienie, a do tego musieliśmy podejmować decyzje jako pierwsi. Gdybym miał ponownie rozegrać ten wyścig, pewnie zrobiłbym podobnie i próbował naciskać na miękkich oponach.
- Nie założyliśmy mediumów, ale na koniec wyścigu każdy był zaskoczony tym, że Max zrobił 37 okrążeń na softach. Spodziewaliśmy się, że pokona może połowę tego dystansu. Twarda mieszanka była trudna do okiełznania, natomiast dostrzegliśmy to zbyt późno.
Szef Ferrari nie chciał rzucać wielkimi deklaracjami, ale z jego słów można wywnioskować, że lepsze otwarcie rywalizacji umożliwiłoby walkę o zwycięstwo z McLarenem.
- Za wcześnie na taką ocenę, ale czyste tempo było chyba lepsze niż na Spa i Silverstone. Byliśmy mocni w piątkowych treningach, a w sobotę walczyliśmy o pole position. Dziś po prostu słabo wykonywaliśmy nasze zadania.
- To jasne, że Lando był bardzo, bardzo szybki. Może i byliśmy szybsi, ale jechaliśmy z tyłu. W tych bolidach trudno jest oceniać tempo, gdy jedziesz za kimś, lecz to prawda, że Lando był naprawdę bardzo mocny. Nie wiem więc, czy mogliśmy wygrać, gdybyśmy jechali na innych pozycjach. Choć gdyby Charles znalazł się na P2 w pierwszym zakręcie, to wyścig wyglądałby inaczej.
Pytany o karę Hamiltona, Vasseur nie podważał pomiaru, a nawet zdradził, że jego kierowca miał na liczniku ciut więcej, niż podano oficjalnie.
- Limit wynosił 80 km/h, ale FIA zgodziła się, że okej będzie do poziomu 80,5 km/h. My zaś odnotowaliśmy 80,6 km/h. Gdy weekend idzie źle, to zaledwie 0,1 km/h robi różnicę.

