Max Verstappen przyznał dziś, że przekazał Red Bullowi swoją negatywną opinię na temat zamiany miejsc pomiędzy Yukim Tsunodą a Liamem Lawsonem. Czterokrotny mistrz świata F1 wydaje się mieć pretensje do zespołu, aczkolwiek w obecności mediów postarał się zachować spokój i nie wywołać burzy.

Już od GP Chin sporo mówiło się o tym, że Holender nie jest fanem podejścia swojego szefostwa do ostatnich problemów. To właśnie w Szanghaju jego ówczesny kolega zespołowy znalazł się pod wielką presją utraty fotela, a kilka dni później po prostu go stracił.

Niezadowolenie Verstappena wyszło na jaw, gdy ruch Czerwonych Byków skrytykował były kierowca F1, Giedo van der Garde. Max polubił jego komentarz, co naturalnie zinterpretowano jako próbę publicznego pokazania swojego niezadowolenia. 

Na początku weekendu na Suzuce praktycznie od razu zmierzono go z tym tematem. Kierowca nie wyparł się tego, że polubienie było celowe, ale przyjął dość tajemniczą postawę. Choć informacje o tym, że wyraźnie nie zgadza się z decyzją, od tygodnia obiegają internet, to zawodnik nie chciał prać brudów w obecności dziennikarzy i był dość oszczędny w słowach.

- No tak, polubiłem ten komentarz - powiedział dziś Verstappen. - To chyba mówi samo za siebie, co? Ale to nie była pomyłka! Zdarza się, że coś tam klikniesz, natomiast nie tym razem.

- Powiedziałem zespołowi, co o tym myślę. W ogólnym ujęciu, nie tylko w kwestii zmiany składu. To dotyczyło wszystkiego. Rozmawialiśmy już o tym podczas poprzedniego weekendu, weekendu wyścigowego, a także w fabryce. Jak mówiłem, w pełni przekazałem swoje zdanie zespołowi, lecz nie zawsze trzeba dzielić się wszystkim publicznie. Moim zdaniem to lepsze wyjście.

Gdy otwarcie dopytano go, czy ekipa na pewno zrozumiała i przyjęła jego stanowisko, odparł: - Uważam, że tak. Już wiedzą.

Verstappen podczas spotkania z mediami wyraźnie starał się zaznaczyć, że kluczowe jest poprawienie modelu RB21. To koncentracji na tym elemencie, a nie składzie zespołu, miał wymagać w ostatnim czasie.

- Naszym problemem w tej chwili jest samochód - mówił Max. - To bolid nie jest taki, jaki być powinien. Wszyscy to wiedzą i na tym musimy się skupiać. Jak tylko auto będzie trochę bardziej konkurencyjne, a także ogólnie łatwiejsze w prowadzeniu, to nawet ten drugi samochód będzie wyglądał naturalniej. 

- Nie sądzę, że musimy teraz patrzeć na innych kierowców. Co się stało, to się nie odstanie. Ważne, abyśmy patrzyli na siebie i poprawiali bolid. Nie obchodzi mnie, co ktokolwiek inny sobie myśli, czy też jakieś wspominanie, jak to Checo czy inny kierowca był biedny. Ostatecznie sami znaleźliśmy się w tej sytuacji i musimy wypracować wyjście. 

Mimo próby nieeskalowania sprawy w mediach Verstappen wziął w obronę Liama Lawsona i podkreślił, że jego doświadczenie za kierownicą bolidu F1 mogło być trochę źle interpretowane.

- Ludzie ciągle mówią, że Liam miał przecież 11 wyścigów, ale to były wyścigi w różnych okresach. A przecież dla debiutantów początek sezonu jest trudny, skoro nie jeździli na wielu z tych torów. Poza tym może się zdarzyć weekend ze sprintem, a te wszystkie rzeczy nie pomagają.

- Jeśli chodzi o mnie, niełatwo jest mi w ogóle oceniać, jak uciążliwe lub przyjemne w prowadzeniu są inne maszyny. W zasadzie nie jeździłem innymi przez całą karierę i byłem niemalże ciągle w jednym zespole. Sam podchodzę do tego tak, że staram się dostosować do sytuacji najlepiej, jak tylko potrafię.