Mercedes zrezygnował z dalszej walki ws. kontrowersyjnie nałożonych kar z Grand Prix Monako 2026. W sobotę Toto Wolff i spółka mieli przedstawić nowe dowody oraz domagać się ponownego otwarcia analizy przez sędziów F1. Posiedzenia jednak nie będzie.

Smród po rundzie na najsłynniejszym ulicznym torze świata ciągnie się już wiele dni. Po przywróceniu Pierre'a Gasly'ego na podium Mercedes zapowiadał ubieganie się o prawo do rewizji nowego werdyktu sędziów, wydanego już podczas kolejnego weekendu wyścigowego. To dużo mniej poważny krok niż apelacja, ale jednocześnie taki, z którym zawsze należy się liczyć.

Wczoraj otrzymaliśmy potwierdzenie, że wniosek wpłynął. W komunikacie przekazano, iż w sobotni poranek arbitrzy GP Monako spotkają się z przedstawicielami ekipy, aby ustalić, czy w ogóle istnieje nowy, istotny w sprawie i niedostępny wcześniej dowód. Dostarczenie go mogłoby ponownie otworzyć dochodzenie, aczkolwiek dość naturalne było podważanie, czy są jeszcze jakieś świeże argumenty.

Dziś okazało się, że odpowiedzi nie poznamy. Liderzy mistrzostw świata wycofali swoją petycję, rezygnując z sobotniego posiedzenia. Co prawda wczoraj FIA informowała, że sprawa dotyczy Pierre'a Gasly'ego, a teraz wymieniony został George Russell, lecz zapewne jest to po prostu kolejny bałagan w dokumentacji.

Wydanie werdyktu w piątek faktycznie otworzyło drugie okienko do ubiegania się o rewizję czy apelację, ale obejmowało to tylko Gasly'ego oraz wyniki końcowe. Właśnie to uchyliło furtkę niektórym zespołom, w tym McLarenowi i Red Bullowi, które apelują.