Lando Norris przyznał się do błędu po sobotniej kolizji z Oscarem Piastrim w sprincie F1 przed GP Singapuru 2026. Jednocześnie w niedzielnym wyścigu urzędujący mistrz był bardzo skory do pomocy, co od razu ściągnęło na niego sporą uwagę.

Kontakt McLarenów z sobotniej rywalizacji to ciągle jeden z najważniejszych wątków po weekendzie na Marina Bay. Stajnia z Woking nie zamierza puścić tej sytuacji płazem i nadal ma przed sobą trudne rozmowy, które przełożyła na kolejne dni, aby nie dekoncentrować się przed wyścigiem.

Już dziś mogliśmy jednak zobaczyć pewne efekty wizyty na dywaniku u Andrei Stelli i Zaka Browna. Gdy Lando Norris nie miał już szans na walkę z Kimim Antonellim, bardzo ochoczo zaoferował się do pomocy Oscarowi Piastriemu. Wyglądało to wręcz tak, jakby ktoś mocno natarł mu uszy i skłonił do pokazania się z lepszej strony.

Sam zawodnik nie komentował tego zachowania na gorąco po wyścigu, ale zwyczajnie przyznał, że w sprincie to on postąpił źle. To zmiana narracji w porównaniu z wczoraj, kiedy podkreślał, że przecież zrównał się z kolegą i mógł spróbować zyskać pozycję.

- To jasna sprawa. Nie mogę robić takich rzeczy. Nigdy nie powinienem był w ogóle spróbować takiego ataku, nawet jeśli była szansa. Muszę częściej myśleć o zespole, bo reprezentuję coś więcej niż samego siebie. To był mój błąd, którym zawiodłem ekipę. Przeprosiłem wszystkich za to, bo zasługiwali na przeprosiny - powiedział Norris.

Andrea Stella, który był bardzo niezadowolony po sobotniej kolizji i przyznał, że przeprosiny nie wystarczą, naturalnie został zapytany o dzisiejsze zachowanie Lando. Włoch docenił postawę Brytyjczyka i podkreślił, że to właśnie stawiania na interes McLarena będzie wymagał jeszcze mocniej.

- To, co stało się wczoraj, uznałem za nieakceptowalne. Było to stanowisko szefa zespołu. Zachęciło mnie natomiast to, że takie stanowisko szybko podzielili też kierowcy. Wraz z nimi mówimy jednym głosem co do tego, w jaki sposób chcemy prowadzić ten zespół do przodu za pomocą wspólnych wysiłków zawodników i ekipy.

- Rozmowy, które odbyliśmy, nie są ukończone. Nie dlatego, że musimy wracać do tego, czy Lando zrównał się z Oscarem, czy nie. To mnie nie obchodzi. Obchodzi mnie refleksja, jaką wszyscy będą musieli przeprowadzić, refleksja na temat wspólnego kierowania zespołem oraz ciągłego kierowania się interesem zespołu z poziomu kokpitu. To ma znajdować się ponad jakimkolwiek interesem jednostki. 

- Chociaż rozmowy jeszcze się nie zakończyły i możemy zrobić więcej, aby zespół był silniejszy i bardziej zjednoczony, to jestem zadowolony, że Lando na pewnym etapie wyścigu pomyślał o tym w ten sposób. Tego oczekuję ja jako szef, ale też 1000 osób, które pracują w McLarenie. Dobrze, że mamy taki przykład. Będę oczekiwać takiego myślenia częściej, niezależnie czy trafi ono do przekazu radiowego, czy może pozostanie za zamkniętymi drzwiami.