Esteban Ocon wydał oświadczenie, w którym odniósł się do plotek, jakie narosły po odsunięciu go od rywalizacji F1 w Meksyku. Media donosiły nawet o potencjalnej bójce z Ayao Komatsu, ale kierowca stanowczo zaprzeczył tej wersji wydarzeń.

Sobota na Autodromo Hermanos Rodriguez rozpoczęła się od szokującej informacji. Haas nie tylko postanowił zmienić skład na resztę rundy, umożliwiając debiut Ryo Hirakawie, lecz przede wszystkim zrobił to bez podania powodu wycofania Estebana Ocona. 

Taka decyzja naturalnie wzbudziła ogromnie dużo podejrzeń, szczególnie że szybko stało się jasne, iż nie jest to po prostu dziwnie ukrywana choroba. Dość oczywiste wydawało się, że za kulisami musiało dojść do czegoś gwałtownego, co wywołało taką reakcję. 

Z uwagi na tak tajemniczą postawę ekipy media zaczęły węszyć, a w ciągu paru godzin pojawiły się pierwsze wyjaśnienia. Ich kaliber szokował jak mało która sprawa, gdyż pisano o kłótni, która rzekomo była tak ostra, że doprowadziła do starcia kierowcy z szefem.

Co więcej, nie podawali tego byle jacy dziennikarze. Bardzo doświadczony Frederic Ferret z L'Equipe raportował o możliwej konfrontacji oraz "gwałtownym, może nawet siłowym" zakończeniu piątkowego spotkania Ocona z Komatsu. Coś podobnego przedstawiła stała bywalczyni padoku, Julianne Cerasoli, wedle której piątkowe zajście miało być też jednoznaczne z przedwczesnym końcem przygody Ocona w Haasie.

- Słyszałam od kilku bardzo dobrze poinformowanych osób z padoku, że wczorajsza kłótnia Ocona z zespołem była NAPRAWDĘ ostra. Na tyle ostra, że podobno doszło nawet do rękoczynów wobec Komatsu. On sam nie potwierdził jeszcze tych informacji, ale to dlatego reakcja zespołu była tak natychmiastowa. Ocon nie wróci już do ścigania się w barwach Haasa - napisała Brazylijka.

Co więcej, możemy potwierdzić, że takie plotki dotarły do znacznie większej liczby dziennikarzy, choć ogromna większość, szczególnie w mediach anglojęzycznych, nie zamierzała od razu podawać ich publicznie, dopóki nie będzie większej pewności. Wynikało to ze zwykłej ostrożności, gdyż mówiono właśnie o plotkach, których udowodnienie mogłoby być wybitnie trudne.

Kolejne godziny nie przyniosły natomiast dodatkowych potwierdzeń, a coś zupełnie innego. Swoje oświadczenie po kwalifikacjach F1 wydał sam Ocon, a w nim stanowczo zaprzeczył, że doszło do przekroczenia pewnych granic. 

- W związku z niedawną decyzją Haasa, która dotyczy braku mojego dalszego udziału w reszcie weekendu w Meksyku, chciałbym formalnie odnieść się do niektórych doniesień medialnych oraz spekulacji, jakie narosły wokół tej sytuacji.

- Wczorajszego wieczoru różnica zdań doprowadziła do dyskusji między stronami. Choć przyznaję, że miała ona miejsce, to stanowczo odrzucam wszelkie doniesienia i zarzuty sugerujące, jakoby do rozwiązania nieporozumień użyto jakiejkolwiek formy przemocy fizycznej.

- Zdecydowanie potępiam przemoc we wszelkich jej przejawach. Jestem głęboko przekonany, że wszelkie spory powinny być zawsze rozwiązywane z profesjonalizmem, szacunkiem i wzajemnym zrozumieniem. Uprzejmie proszę o powstrzymanie się od spekulacji na czas wyjaśniania tej sprawy. Dalsze informacje zostaną przekazane w stosownym czasie - napisał Ocon.

W tej chwili nie wiadomo więc, co na pewno się stało. Strategia komunikacyjna Haasa jest specyficzna, jako że niemówienie niczego to najprostszy sposób na wywołanie fali plotek. W końcu przy kłótni, która była tak ostra, że skończyła się odsunięciem kierowcy F1 od wyścigu jeszcze w trakcie weekendu, pogłoski w pewnym sensie nie mogą być łagodne. To po prostu jasne, że stało się coś wykraczającego poza zwykłe nieporozumienie.