Oscar Piastri ostro podsumował obecną generację bolidów Formuły 1, które są tak bardzo zależne od energii elektrycznej, że często przykrywają postawę kierowców. Jak tłumaczył szef McLarena, Andrea Stella, dzieje się to w niemalże losowy sposób, zależny od drobniutkich detali. To jeden z absurdów tegorocznych jednostek napędowych, a urzędujący mistrzowie rozjaśnili go, udzielając być może najciekawszych wypowiedzi w tym sezonie.
Rywalizacja na Spa-Francorchamps była jednym z najtrudniejszych testów dla nowych jednostek napędowych F1. Co prawda realizacja telewizyjna stawała na rzęsach, aby widzowie nie odczuli, jak źle wyglądało podążanie po tym kultowym obiekcie, lecz sami kierowcy mieli co do tego sporo zastrzeżeń.
Najwięcej złości wypływało z tych, którzy w trakcie minionego weekendu doświadczyli dziwnych i niezrozumiałych spadków mocy. Wśród nich poza Georgem Russellem był Oscar Piastri.
- To jest dramat i nie mogę tego opisać w inny sposób. Na pewno nie tylko ja narzekam. Wiem, że George miał wiele problemów w ten weekend, a wcześniej też. Gdy rozmawiam z innymi kierowcami, to mówią coś podobnego - mówił zawodnik McLarena.
Australijczyk był najmocniej sfrustrowany wielkim uzależnieniem od działania komputera. Miał na myśli to, że z perspektywy kierowcy o wynikach decydują wyjątkowo drobne elementy. Silnik na każdym etapie „uczy się”, jak wydatkować energię, a jakiekolwiek odstępstwo od normy może zmienić jego działanie. W kokpicie te odstępstwa są praktycznie niewyczuwalne, co wyraźnie irytuje kierowców.
- Jeżeli o ustawieniu na starcie decyduje to, czy komputer zachowa się prawidłowo, czy też nie, to taki sposób ścigania jest trochę do dupy. Na tym torze będzie to oczywiście wyolbrzymione i pogorszone, ale gdy jedziesz kwalifikacje i widzisz, że w zakrętach jesteś na poziomie kolegi, a potem kończysz dwie dziesiąte z tyłu, to nie jest ci miło - kontynuował Piastri.
- I to nie jest kwestia silników od HPP [Mercedesa]. To dzieje się również z jednostkami innych producentów, a nie tylko u jednego. Te silniki są tak skomplikowane i tak wrażliwe na wszystko, że nawet styl pokonania okrążenia wyjazdowego może wpłynąć na to, co się stanie. Takie ściganie jest niezwykle trudne.
Pytany, czy w sezonie 2027 będzie lepiej, odparł: - Zmiany w przepływie paliwa oraz poziomach mocy nie naprawią tego, skoro bierze się to z samej kalibracji silnika oraz sposobu, w jaki silnik się uczy.
- Te rzeczy są w nich zakorzenione. To naturalne, że będzie trochę lepiej, gdy wszyscy producenci okiełznają te jednostki, lecz to nadal problem ze wszystkimi silnikami. Widzę to po rozmowach z innymi kierowcami. Nie tylko ja jestem zirytowany tym, że takie coś jest w ogóle problemem.
Nowe silniki F1 tworzą „losowe” problemy. Stella tłumaczy absurdalne detale
Gdy o nerwy Piastriego zapytano szefa McLarena, ten w swoim stylu zgotował mediom techniczny wykład o Formule 1. Były to bardzo ciekawe wypowiedzi, które rzucają lepsze światło na to, jakie drobiazgi mogą mieć przełożenie na czas okrążenia.
- W sobotę Oscar napotkał problem, który wystąpił w formie nieoczekiwanej, niemalże wręcz losowej. Wykonaliśmy analizę i tylko częściowo zrozumieliśmy, dlaczego zachowanie energii elektrycznej odbiegało od zakładanej ścieżki. To nie tak, że przyjeżdżamy tu i mamy pełne zrozumienie. Nadal zdarzają się losowe rzeczy, czy też wyglądające na losowe.
- W inżynierii rzeczy dzieją się z jakiegoś powodu, a nie z przypadku. Czasem te powody dotyczą wielkiej wrażliwości na małe parametry. To zmiany, których nie możesz szybko zrozumieć, bo w ogóle nie widzisz, że są powodem. Jesteśmy kilka wyścigów od pełnego zrozumienia zachowania i wykorzystania jednostki.
- Algorytm silnika jest wrażliwy na zewnętrzne parametry, aczkolwiek niektóre z nich da się wyłapać, bo powtarzają się na każdym okrążeniu, jak np. kompresja czy podjazd. To stały element tego toru. Różnica powstaje chociażby wtedy, gdy pojawia się wiatr. W takiej sytuacji prosty odcinek pokonuje się dłużej, a takiego czynnika nie da się na stałe osadzić w modelu symulacyjnym, skoro ma w sobie pewien losowy charakter. Dlatego mówimy na temat wiatru, poziomów przyczepności czy zachowań kierowcy. Trudno jest to oddać w symulacjach.

Andrea Stella podczas GP Belgii 2026 (fot. Parcfer.me).
Gdy poproszono go o powiedzenie, czy ta wrażliwość na drobnostki utrudnia wyszukiwanie przyczyn trudności m.in. u Russella czy Piastriego, Stella poszedł o krok dalej w tłumaczeniu.
Jego zdaniem wiele bierze się z tego, że absurdalnie małe rzeczy nie są jeszcze odwzorowane na etapie przygotowań. Zespoły ciągle zostawiają więc pole do wystąpienia niespodzianek, a np. delikatna zmiana w stylu jazdy czy jakości komponentów, która normalnie nie miałaby szczególnego znaczenia, nagle staje się tak istotna.
- To pytanie ma kilka warstw. Pierwszą jest to, że zwykle staramy się przewidzieć, optymalizować i wyznaczyć strategie kontrolowania [energii] z pomocą pewnych modeli. Modele to swego rodzaju odwzorowanie fizycznego świata, czy też fizycznych maszyn, w narzędziach inżynieryjnych. Te silniki mają jednak taki poziom skomplikowania, że czasem nie wyłapiesz czegoś w pełni na poziomie modelowania.
- Te problemy [jak u Russella i Piastriego] nie występowałyby, gdyby jednostki napędowe nie były tak wrażliwe nawet na niewielkie rozbieżności między modelem a rzeczywistością. Efekt jest taki, że już malutka zmiana w postępowaniu kierowcy może mieć wielki wpływ na wynik końcowy. I podobnie jest z małymi zmianami fizycznego zachowania części jednostki napędowej. To także może mieć duże przełożenie na wynik.
- Tutaj kluczowe są modele. To one oddają fizykę, zachowania kierowców, a nawet wiatr. Słyszeliśmy, że szczególnie kierowcy Mercedesa muszą dostosowywać ustawienia do poziomów przyczepności w kwalifikacjach. Wrażliwość jest tak duża, że należy odwzorować to wszystko w swoich modelach, ale to bardzo trudne i zajmie jeszcze trochę czasu.

