Mercedes ma za sobą najgorsze kwalifikacje w tym sezonie. Słaby dzień przydarzył się akurat w momencie wdrażania wyczekiwanego pakietu poprawek do modelu W17, przez co Toto Wolff i spółka nie są pewni, czy zrobili dobrą robotę. Wytłumaczeniem spadku osiągów mogą być jednak bardzo specyficzne warunki na torze F1 w Malezji.

Stajnia z Brackley jak do tej pory rozwijała maszynę ekstremalnie wolno, zdecydowanie najwolniej z ekip czoła stawki, ale wreszcie doczekała się sporego zestawu nowych części. Usprawnienia miały być dopracowane i pozwolić na odskoczenie konkurencji, która w ostatnich miesiącach zaliczała ładny progres.

Mercedes nie znalazł się jeszcze pod presją i nie musiał nerwowo podchodzić do tej kwestii, lecz na torach, które sprzyjały komuś innemu i nie premiowały tak osiągów na prostych, potrafił być już do pokonania. Takie obiekty jak Monza czy Baku pozwalały mu na spokojne zwycięstwa, choć w pierwszym roku obowiązywania nowych przepisów nie można było bagatelizować tego obszaru. W pierwszej połowie sezonu przewidywano, że samochody spokojnie urwą jeszcze kilka dziesiątych, a wprowadzenie dużego pakietu będzie wręcz obowiązkowe, aby komfortowo czuć się jesienią.

Liderzy mistrzostw postanowili przywieźć nowe elementy na tor Sepang, którego nie było w F1 od 2017 roku. To lepsze miejsce niż ulice Baku czy Singapuru (i to w formacie ze sprintem), ale jednocześnie dalekie od doskonałego. Malezja zawsze słynęła z wysokich temperatur oraz potrafiła poważnie testować balans. W tym roku warunki są podwójnie trudne, jako że asfalt po przerwie okazał się ekstremalnie szorstki. W upale i na takiej nawierzchni opony są dosłownie pożerane, a zespoły w treningach miały poważny ból głowy w doborze ustawień.

Mercedes i jego nowy pakiet nie sprostali temu wyzwaniu, przynajmniej jak do tej pory. Zespół w piątek wyglądał jak mocno zagubiony, choć w trzecim treningu najszybciej pojechał Antonelli. W czasówce zaś znów ekipa spisała się poniżej oczekiwań, kończąc na miejscach 4-8. George Russell był gorszy i wyraźnie pogubiony, a jego kolega utrudnił sobie życie błędem w Q2 i zmarnowaniem jednego kompletu opon.

Wszystko to doprowadziło do tego, że wyścigowy światek zaczął się zastanawiać, czy to na pewno sprawka słabego występu i braku optymalizacji nowych części, czy może w tej historii kryje się coś więcej. Podejrzenia urosły, gdy wypowiedzi dla Sky udzielił Toto Wolff.

- Bardzo trudno zrozumieć, co się stało. Daliśmy się zaskoczyć zachowaniem bolidu w piątek. Nie widzieliśmy czegoś takiego przez cały rok, ale można powiedzieć, że to przez gorące warunki i zupełnie inny asfalt. W sobotnim treningu wyglądało to już naprawdę dobrze. Przynajmniej Kimi zrobił krok do przodu. W kwalifikacjach za to cofnęliśmy się i po prostu byliśmy gorsi. 

Na tym etapie i na tym torze nie ma jeszcze powodów do bicia na alarm, a ta generacja na razie nie pokazała się tak jak poprzednia, bardzo podatna na błędy rozwojowe. Poszlaką, która może martwić, jest jednak to, co Austriak powiedział o osiągach na prostych.

- Auto wydaje się mieć dużo oporu. Pierwszy raz tracimy sporo czasu na prostych, szczególnie w odniesieniu do Maxa. W wolnych zakrętach nie możemy zrotować bolidu. Po prostu mamy za dużo podsterowności. To ogólnie nie występowało w tym roku.

- Coś tu się wydarzyło i musimy to teraz zrozumieć. Należy przejrzeć dane i wziąć się w garść, bo nadal wierzymy, że te poprawki działają. Konieczne jest, abyśmy wiedzieli, dlaczego nie działają tutaj. Ten tor jest zupełnie inny od pozostałych, ale niezależnie od tego spodziewaliśmy się, że zyskamy te trzy dziesiąte. Wygląda na to, że straciliśmy trzy, cztery, a nawet pięć. To dziwne, lecz jakoś rozwiążemy ten problem.

Kierowcy Mercedesa nie są pewni

Na charakterystykę toru i zaskoczenie funkcjonowaniem bolidu uwagę zwracali również kierowcy. Nie było słychać po nich ani paniki, ani pełnego przekonania, że wszystko będzie w porządku.

- Nie spodziewaliśmy się. Jasne, ten tor jest wyjątkowy pod kątem nawierzchni i czasów okrążeń, skoro kilka lat temu jeździło się tu o 6-7 sekund szybciej. W niektórych miejscach powstaje wrażenie jazdy po żwirze. Wszyscy mają tak samo, ale na nas wpływa to mocniej - mówił Russell.

- Najważniejsze pytanie dotyczy tego, czy to działa. Gdybyśmy mogli zrobić bezpośrednie porównanie, byłoby super, lecz taki jest ten sport. Zakładając ten pakiet tydzień temu, nawet gdyby okazał się gorszy, pewnie i tak byłbym na pole position, a my mówilibyśmy, że jest super. Z drugiej strony stara wersja tutaj mogłaby się spisać jeszcze słabiej. Jako zespół nie zaliczyliśmy jeszcze strasznego wyścigu, natomiast te kwalifikacje były właśnie takie.

- Dane mówią, że ten pakiet daje poprawę, aczkolwiek w tym sporcie liczą się czasy okrążeń. Liczby mogą wyglądać super i pokrywać się z oczekiwaniami, ale wyniki już tego nie robią. 

Więcej konkretów zdradził Antonelli, wskazując, że usprawnienia wiązały się ze zmianą optymalnego okna pracy. 

- Ten pakiet ma inne okienko pracy, a my staramy się zrozumieć, jakie będzie najlepsze dla szybkich i wolnych zakrętów. W szybkich byliśmy mocni w ten weekend, bardzo szybcy, ale brakowało nam czegoś w wolnych. Musimy to ogólnie zrozumieć i poprawić.

- Jest tu dużo do nauczenia się, a tor nie pomaga, gdy jest tak szorstki i tak gorący. Opony wypadają z okna po dwóch zakrętach, więc zwyczajnie się ślizgamy i mamy problemy. 

Pytany, czy ten pakiet na pewno działa, Włoch odparł: - Na to staramy się jak najszybciej odpowiedzieć. Zespół wykonał gigantyczną robotę, przywożąc ten pakiet, ale jak mówiłem, prawdopodobnie poprawki wiążą się z zupełnie innym oknem pracy. Poza tym, szczerze mówiąc, przez cały rok mieliśmy problemy na torach z takim asfaltem. Trudno ocenić, czy to kwestia nawierzchni, czy temperatur, a może jakichś braków po stronie pakietu. Singapur powie nam więcej.