George Russell traci nadzieję na zdobycie mistrzostwa świata F1 w sezonie 2026. Kimi Antonelli w ten weekend zakwalifikował się wyżej od kolegi, a dzięki szczęściu zdołał triumfować w Madrycie i odskoczyć na 81 punktów w klasyfikacji generalnej.

Brytyjczyk, który był faworytem pierwszego roku nowych regulacji, przestaje czuć, że w ogóle jest jeszcze w grze o tytuł. Sezon zupełnie nie idzie po jego myśli, a podczas gdy Kimi Antonelli odnosi dwa triumfy w dwa tygodnie, Russell ciągle czeka na trzecią wygraną w tym sezonie.

Po rundzie na Madringu sytuacja w tabeli wygląda już na tyle źle, że George nie za bardzo chce rozmawiać o bezpośredniej rywalizacji.

- Nie powiem, że jest po wszystkim, ale to niezwykle nieprawdopodobne, że znajdę się w tej walce. Nawet nie myślę o niej, bo w tej chwili nie wydaje mi się, że w niej jestem. To pozwala mi skupiać się z wyścigu na wyścig, próbować wygrywać jak najczęściej. A będzie z tego to, co będzie. W takim miejscu jestem teraz.

- Moja postawa była o wiele lepsza, niż pokazuje to wynik. Moje tempo było prawdopodobnie jednym z najmocniejszych. To pozytywy, natomiast wyścig był trochę monakijski i decydowały kwalifikacje. 

W trakcie niedzielnych zmagań Brytyjczyk, jak w sumie wielu zawodników, miał związane ręce. Po wyruszeniu na hardach wczesna wirtualna neutralizacja postawiła go pod ścianą, a Mercedes postawił na dwa postoje. George domagał się próby dojechania na jeden pit stop, lecz nie dostał na to zgody. 

- To po prostu bardzo frustrujące VSC. Mieliśmy nadzieję dojechać na twardych oponach do około 40. okrążenia. Wiedzieliśmy, że Kimi i kierowcy na mediumach oraz softach zjadą mniej więcej w okolicach 15. kółka. VSC pojawił się na 14...

- Twarda mieszanka była dziś zdecydowanie lepsza. Wielkim ryzykiem byłoby pozostanie na pośredniej. Myślałem, że nie miałem nic do stracenia. Ostatecznie i tak finiszowałbym tam, gdzie finiszowałem. Szkoda. To również bardzo trudny tor do wyprzedzania, co jest nieco wkurzające, zresztą chyba dla wszystkich. 

Pytany o charakterystykę obiektu, Russell poparł pomysł Verstappena, a więc słuchanie kierowców przy projektowaniu, choć dopatrzył się tu paru przeszkód.

- Nie wiem, co możemy zrobić, ale coś musimy. Każdy tor musi mieć miejsce do wyprzedzania. Ten po kawałku prostej ma ciasną szykanę. To wyzwanie, które wcale nie jest takie fajne, gdy przez około 60 okrążeń skaczesz po tarkach. Pod koniec trochę bolała mnie już głowa.

- Musimy słuchać kierowców, tylko jesteśmy samolubni. Trudno nas zmusić, abyśmy poświęcili czas, gdy jesteśmy zajęci. Jest też wiele ograniczeń. Tutaj, patrząc na układ, nie da się zrobić nie wiadomo czego.