Carlos Sainz zaproponował wprowadzenie nowej kary do Formuły 1. Jego zdaniem ci kierowcy, którzy przerywają przejazdy w kwalifikacjach, powinni być cofani o trzy pozycje. 

Nie milkną echa kontrowersji z GP Austrii oraz pole position George'a Russella, które zostało zdobyte w specyficznych okolicznościach, przy pojedynczej żółej fladze. Dyskusje o tym przeniosły się do Wielkiej Brytanii, gdzie Sainz podzielił się swoją koncepcją na rozwiązanie problemu.

Hiszpan chciałby powstrzymać spryciarzy, którzy ponoszą zbyt duże ryzyko, gdy po prostu im się to opłaca. Co prawda nie zarzuca tego Maxowi Verstappenowi, sprawcy zamieszania z Red Bull Ringu, ale najchętniej pozostałby nieugięty.

- Mam swój pomysł, który nie był jeszcze omawiany w GPDA, ale chyba go tam przedstawię. Powinniśmy wtedy ocenić, czy powinno się tak zrobić. Teraz, z uwagi na sprint, trudno będzie to zrobić. Ale myślę, że powinniśmy - tłumaczył Sainz.

- Dla mnie to jasne, że [w Austrii] powinni pokazać podwójną żółtą flagę lub czerwoną. Sposób, w jaki George dał sobie radę, był perfekcyjny, skoro na to pozwalają przepisy. Zasłużył na pole position, bo trzymał się ich perfekcyjnie, aczkolwiek w ogóle nie powinien być w stanie ukończyć tego kółka w tak niebezpiecznej sytuacji.

- Gdyby Max był na pole position po pierwszych przejazdach, a potem się rozbił, to każdy zostałby dotknięty czerwoną flagą i nikt by się nie poprawił. Byłoby to nieuczciwe względem George'a, Kimiego i każdego innego kierowcy. Ten, który byłby na pole position, nie pozwoliłby się nam poprawić.

- To jest typowe w Monako. Sam mogłem to zrobić w zeszłym roku w Baku. Byłem pierwszy i w tabeli, i na torze. Powiedziałem wtedy, że jeśli się rozbiję, to mam pole position. Wszyscy mamy takie myśli i takie wątpliwości. Wszyscy znamy zasady. Dlatego każdy, kto tworzy żółtą albo czerwoną flagę w kwalifikacjach, powinien być przesuwany o trzy miejsca. Przynajmniej byłaby kara, a my bylibyśmy zniechęceni do zyskania w ten sposób na jechaniu na sto procent.

- Przypadek Maxa był inny. Zajmował P3, a rozbił się przez usterkę skrzydła czy coś takiego. Ale i tak powinniśmy znaleźć rozwiązanie, choć to tylko mój pomysł. Jeżeli generujesz żółtą lub czerwoną flagę, to powinna być za to jakaś kara. Jeśli naciskasz za mocno, to nie pozwalasz się innym poprawić. Zyskujesz pozycję przez to, że nie pozwalasz innym zrobić lepszej pracy, nawet gdy nie jest to celowe.

Sainz omawiał różne możliwości, w tym nawet kontrargumenty. Uważał jednak, że należy zastosować ostre podejście, bo kierowcy F1 potrafią sprytnie zamarkować błąd lub celowo uszkodzić auto.

- Można dyskutować, że jest 10 minut, a my przecież czekamy na ostatnią chwilę. Czemu nie pojedziemy, gdy zostaje aż 8 minut? Czemu nie upewnimy się, że czerwona flaga nam nie przeszkodzi? To doskonały argument, aby nie dawać za to kar, lecz widziałem już zbyt wiele przypadków w takich miejscach jak w Baku i w Monako, gdy zawodnicy wymuszają flagi w Q1, Q2 i Q3. Dla sędziów niemożliwe jest wyłapanie tego, o ile ktoś nie jest bardzo bystrym byłym kierowcą F1. I dlatego moim zdaniem potrzebne jest rozwiązanie.

- Nie mówię, że Max zrobił to celowo. Miał usterkę, nie był nawet na pole position, więc nie miał powodu. Ale uważam, że powinniśmy pomyśleć i to rozwiązać. Widzieliście takie przypadki. Może o tym nie wiecie, lecz widzieliście. 

Rywale reagują

Gdy pomysł Sainza przedstawiono Verstappenowi, ten zaproponował jeszcze surowsze traktowanie tych, którzy celowo wpadają w bariery.

Holender był zresztą bohaterem afery związanej z właśnie taką kraksą. W 2022 roku przez wiele miesięcy trzymał w sobie złość na Sergio Pereza, ponieważ Meksykanin zaliczył bardzo nietypowy wypadek w Monako. Co ciekawe, kraksa Checo przeszła wtedy pod radarem, bo dała mu tylko P3. Dopiero słynny wybuch Verstappena w Brazylii sprawił, że zauważono, co się stało.

- Jeżeli ktoś robi to specjalnie, to kara powinna być nawet większa. Ja akurat nie miałem kontroli nad wypadkiem, ale w innych seriach są takie zasady, przez co tracisz np. swoje okrążenie - ocenił czterokrotny mistrz.

- Przede wszystkim w tamtej sytuacji [w Austrii] nie powinno być pojedynczej flagi. Przynajmniej podwójna, a może i czerwona. A kierowca, oczywiście, będzie starał się dostosować. W porządku, pewnie spróbowałbym zrobić to samo. Natomiast nie powinno być możliwości dokończenia takiego okrążenia. To większy problem. 

Przeciwnikiem wprowadzania stałego przepisu okazał się za to Charles Leclerc, który w GP Monako 2021 zgarnął pole position dzięki pomyłce na drugim przejeździe w Q3. On jednak nie wystartował potem do wyścigu przez słynny błąd Ferrari z niesprawdzeniem drugiej strony auta.

- Są takie tory, na których moglibyśmy się temu przyjrzeć. Nie wiem tylko, czy powinna być to ogólna zasada. Jeżeli kończysz w bandzie, jak Max ostatnio, to i tak płacisz wystarczającą cenę za to, że nie kończysz kółka, które mogło być wystarczająco dobre na P2. Nie wydaje mi się, że w takim wypadku ogólna zasada zadziałałaby odpowiednio. Ale dyskutowaliśmy z kierowcami o tym, aby zrobić to na niektórych torach.