Przedziwne sceny miały miejsce w sobotę przed trzecim treningiem F1 w Australii. FIA najpierw usunęła jedną ze stref korzystania z aktywnej aerodynamiki, opierając się na względach bezpieczeństwa, ale bardzo negatywna reakcja zespołów doprowadziła do tego, że decyzję cofnięto.
W sobotni poranek w Melbourne postanowiono wyłączyć strefę korzystania z trybu jazdy po prostych przed zakrętem nr 9. To stosunkowo nowy odcinek toru, gdzie po szybkiej i niebezpiecznej sekcji 6-7 jedzie się pełnym gazem przez długie łuki.
Już przed weekendem istniały obawy o to, czy w tym miejscu będzie można bezpiecznie poruszać się z otwartymi skrzydłami. Cztery lata temu, gdy debiutowała nowa wersja toru Albert Park, FIA początkowo bała się zresztą umożliwić otwieranie DRSu właśnie tam. Mówiono jednak, że teraz redukcja docisku na obu osiach przynajmniej nie zaburzy balansu.
Po piątkowych treningach paru kierowców poskarżyło się na problemy z tym odcinkiem. Zdaniem The Race i De Telegraaf wśród narzekających był m.in. Gabriel Bortoleto, który miał mówić, że ledwo dawał radę poruszać się pełnym gazem na pustym torze i nie wyobrażał sobie tłoku. Brazylijczyk miał otrzymać pewne poparcie, choć sprawa rzekomo nie urosła do ogromnych rozmiarów.
W sobotę FIA zszokowała więc uczestników, gdy nagle usunęła tę strefę aktywnej aerodynamiki, chcąc zapewnić większe bezpieczeństwo. Dla zespołów była to nie tylko niespodzianka, ale i ogromny kłopot. W obecnej generacji aut, które są niezwykle wrażliwe na energię elektryczną i korzystają z ruchomych skrzydeł w formie kroplówki dla tych jednostek napędowych, taka modyfikacja nie jest bez znaczenia.
- Na większości torów te strefy są raczej bezproblemowe, bo to normalne proste. Na trzech lub czterech obiektach, niestety także w Melbourne, strefy są zakrzywione. Na wczorajszym spotkaniu niektórzy kierowcy wyrazili obawy co do tego, że docisk był za mały, szczególnie w kontekście walki o pozycję. Ryzykowali więc utratą kontroli. Dla nas bezpieczeństwo to numer 1 i po analizie uznaliśmy, że lepiej zagrać bezpiecznie - powiedział Nikolas Tombazis jeszcze przed zwrotem akcji.
- Dopiero teraz, pierwszy raz, poznajemy skalę redukcji docisku podczas aktywacji trybu jazdy po prostych. To dla nas nowe informacje. W niektórych bolidach to bardzo duża redukcja, większa od zakładanej. Efekt nie jest identyczny w każdym bolidzie, lecz my nie możemy powiedzieć komuś, że musi sobie zmienić ustawienia, a ktoś inny nie. Nie mielibyśmy odpowiednich podstaw i zapasu czasowego, aby tak postąpić. Dlatego stwierdziliśmy, że musimy zrobić coś dla wszystkich, a nie tylko dla kilku aut.
- Ta zmiana jest dość spora, bo teraz ekipy muszą skorygować swoje ustawienia, z którymi jeździły od piątku. Na pewno niektórzy będą niezadowoleni, aczkolwiek my próbujemy sprawić, aby w jak najsensowniejszy sposób bezpieczeństwo pozostało najważniejsze.
Stawka faktycznie stanęła przed wizją doboru nowych ustawień oraz przeliczenia wszystkiego ponownie. Jazda po tak długim odcinku na pełnym gazie, w trybie Corner Mode, ogromnie obciążyłaby baterie, a zawody przecież odbywają się na jednym z najtrudniejszych energetycznie torów w kalendarzu. Dochodziły do tego znaki zapytania m.in. przy stanie deski, co może kojarzyć się z poprzednią generacją, natomiast przy większym docisku byłoby realnym zagrożeniem także teraz.
Z perspektywy widowiska trudno zaś wyobrazić sobie, o ile mocniej bolidy zwalniałyby przed zakrętem nr 9. Od piątku doskonale widać, że dojazd do najciekawszej sekcji trasy jest niemalże wykastrowany i przypomina jakąś awarię, a nie Formułę 1.
Sprzeciw zespołów F1
W związku z tym doszło do próby zablokowania tej zmiany. Raporty mediów wskazują, że nie tylko przedstawiciele różnych stajni, ale i sami kierowcy udawali się do FIA, aby przekazać, że strefa aktywnej aerodynamiki może być włączona. Lobbowanie przyniosło skutek i jeszcze przed startem trzeciego treningu zarządzenie zostało wycofane.
- Po wysłuchaniu zespołów i kierowców w ciągu ostatniej godziny, a także wykonaniu dodatkowej analizy przez same ekipy, postanowiliśmy cofnąć decyzję o usunięciu czwartej strefy z aktywną aerodynamiką. Aby uniknąć wątpliwości, ta zmiana wchodzi w życie natychmiastowo, a aktywacja w strefie nr 4 będzie możliwa w treningu. Po zakończeniu sesji nastąpi kolejna ocena tej sytuacji - napisał rzecznik FIA.
Jedną z przyczyn dzisiejszego zamieszania wydaje się to, że inżynierowie i zawodnicy zostali zaskoczeni tym, jak zachowuje się auto po włączeniu aktywnej aerodynamiki przed zakrętem nr 9. O ile na tradycyjnych prostych nie jest to żaden problem, o tyle w łukach przejeżdżanych pełnym gazem można już odczuć niedoszacowane zmiany w poziomie docisku czy balansu.
- Chyba siedem z jedenastu zespołów miało mniejszy docisk na przedniej osi, niż przewidywaliśmy. Wyszło na to, że bezpieczny wybór okazał się niebezpieczny. W przyszłości dostępne mogą być inne rozwiązania, np. osłabienie takich stref, aby nie reagować tak ekstremalnie, lecz tutaj, tak nagle i w sobotni poranek, byłoby to nierealistyczne - dodał Tombazis przed zmianą decyzji.

