Po dzisiejszym wyścigu F1 w Baku szef Ferrari skomentował głośny wywiad Christiana Hornera, który wydaje się mieć ochotę na ubranie czerwonej koszulki i objęcie sterów w Maranello. Gdyby tak sensacyjny transfer doszedł do skutku, musiałoby się to stać kosztem Freda Vasseura.

Na początku weekendu w Azerbejdżanie pojawiła się bardzo interesująca wypowiedź byłego szefa Red Bulla, który od 14 miesięcy pozostaje bez pracy w królowej motorsportu. Choć Brytyjczyk zupełnie nie musi się spieszyć, to jasne jest, że pukał do drzwi paru zespołów, a teraz własnoręcznie wskoczył na nagłówki wszystkich portali, robiąc z siebie kandydata do objęcia posady szefa Ferrari.

To ciekawe zagranie szczególnie jak na kogoś, kto jest doskonały w medialne gierki. Horner wykorzystał trudny moment Ferrari, w tym wewnętrzną wojnę i podważanie statusu Freda Vasseura, a wątek został naturalnie podchwycony. Jak gdyby tego było mało, szybko pojawiły się plotki o planie pozbawienia go stanowiska.

Obecnie nie wiadomo, czy w Ferrari naprawdę może zajść jakaś zmiana. Horner zrobił to, co zrobił, lecz poza jednym raportem na razie nie wypłynęły dodatkowe doniesienia. Włosi interpretowali zagranie Christiana jako wejście do gry, natomiast zaznaczali, że na razie nie słychać nic o żadnych decyzjach.

Pewne było tylko, że po wyścigu Vasseur otrzyma jakieś pytanie na ten temat. Choć dotyczyło ono wewnętrznej presji i ogólnych spraw wokół zespołu, sam Francuz odniósł się bezpośrednio do głośnego wywiadu.

- No cóż, nie pracujemy w idealnej harmonii. Przede wszystkim dotyczy to mnie, ale również całego zespołu. 50% pytań od mediów zahacza o to, co jest trochę frustrującą sytuacją. Walczymy o drugie miejsce w mistrzostwach i ostatecznie wszyscy często rozmawiamy o tym. To tyczy się nawet personelu w garażu. Dla nich to także najlepsza dyskusja, jaką możemy mieć. 

- Jest, jak jest. To nie w moich rękach. Pan Horner szuka pracy i chyba każdy to wie, że szuka jej wszędzie. Co niby mogę z tym zrobić? Próbuję pchać zespół do przodu, poprawiać go, utrzymywać motywację i skupiać się na tym, co może być lepsze. W każdym wywiadzie, i to jakieś 25 razy dziennie, wracamy do tego. 

Vasseur był jeszcze dopytywany o ten wątek, w tym często powracającą kwestię jego posady oraz swojego zaangażowania.

- No i co mogę z tym zrobić? Cóż mogę powiedzieć? Jestem w pełni oddany. Motorsport to moje życie, to mój biznes, a ja staram się spisywać jak najlepiej. 

- Jestem tu po to, aby wykonywać swoją pracę. Mam najlepszą robotę na świecie. Jest, jak jest. Mamy siedem wyścigów do końca, a ja będę naciskał aż do ostatniego zakrętu. 

Na koniec z uśmiechem wybrnął jeszcze z wątku potencjalnej współpracy z Hornerem. Gdy dziennikarz powiedział, że rozumie jego żart, odparł: - No nie, to bardzo poważne! Warto byłoby zapytać mojego asystenta.