Max Verstappen uważa, że McLaren nie powinien teraz zmieniać swojego podejścia do walki o mistrzostwo świata kierowców F1. Lando Norris i Oscar Piastri ciągle są traktowani równo, choć po GP Las Vegas to Brytyjczyk jest dużo bliżej zgarnięcia korony.
Norris ma obecnie 24 punkty przewagi nad Verstappenem i Piastrim, co przy dwóch rundach do końca mogłoby w teorii zagwarantować mu priorytet w mistrzowskiej rozgrywce. Po dyskwalifikacji McLarenów w Nevadzie sytuacja stała się bardziej napięta, gdyż Holender wskoczył na znacznie lepszą pozycję, a do tego dogonił już Australijczyka.
Jego szanse są co prawda nadal niewielkie, ale po prostu większe, a taki stan rzeczy wywołał naturalne pytania o to, czy stajnia z Woking nie zrezygnuje z polityki wyrównywania szans w obliczu rosnącego zagrożenia. Okazało się, że takie pytania padły wewnątrz zespołu, ale odpowiedź była negatywna, co wyjawił wczoraj Oscar Piastri. Verstappen uważa, że to odpowiednie posunięcie.
- To perfekcyjne. Nie da się zrobić tego lepiej, niż po prostu pozwolić im się ścigać. Dlaczego nagle Oscar miałby nie móc? Gdyby mnie ktoś o to poprosił, w ogóle nie pojawiłbym się w bolidzie. Powiedziałbym im, żeby spadali.
- Jeśli jesteś prawdziwym zwycięzcą i kierowcą, to walczysz. Nawet jeśli jesteś za kimś. W przeciwnym razie możesz od razu nazwać się numerem dwa, a on tego nie chce. Ja mam tyle samo punktów co Oscar, ale wciąż wiele musi pójść po naszej myśli, żeby zdobyć tytuł. Uważam, że tak to powinno wyglądać. Mają się ścigać. Miejmy nadzieję, że zobaczymy świetną walkę do końca.
Verstappen odniósł się również do własnych szans mistrzowskich. Jego strata do lidera zmalała w ostatnich weekendach, ale przy 58 punktach do zdobycia w pozostałej części sezonu ciągle jest mu potrzebny fortunny rozwój wydarzeń.
- Niestety wygląda to tak, jak wygląda. Przewaga trochę stopniała, ale to nadal 24 punkty. Dużo rzeczy musi się udać, żeby mieć szansę, choć na pewno jest ona większa niż wcześniej. Bierzemy to na klatę, ale trzeba być świadomym, że nawet jeśli wygrasz wszystko, to i tak potrzebujesz trochę szczęścia. Zobaczymy, ale wchodzę w to na serio, bo nie mamy nic do stracenia.
Max podkreślił także rolę swojego doświadczenia, nawet jeśli zdaje sobie sprawę, że bez odpowiednio szybkiego samochodu nie będzie to miało kluczowego znaczenia.
- Zrobię to po swojemu. Doświadczenie pomaga, oczywiście. Jak patrzę na siebie z czasów, gdy miałem 21 lat, a teraz… jasne, to robi różnicę. Ale najważniejsze jest szybkie auto. Musimy być szybsi od nich albo przynajmniej blisko. A nawet wtedy przyda się trochę szczęścia. Nawet jeśli oni zaczną odczuwać presję i skończą P2, P3, to wciąż dla nich dobre. U nas wszystko musi pójść perfekcyjnie, a i tak może być potrzebna odrobina pomocy.

