• Home
  • F2
  • Kącik F2: Szwarcman utrudnia sobie drogę do F1
Kącik F2: Szwarcman utrudnia sobie drogę do F1

(fot. Formula 2 | Prema Team)

Kącik F2: Szwarcman utrudnia sobie drogę do F1

Za nami nie tylko pierwszy w tym roku weekend z Formułą 1, ale i Formułą 2. Najlepsi młodzi kierowcy na świecie (oprócz Alessio Deleddy) dali koncert i wiele frajdy przez ostatnie trzy dni. 

Niestety kolejny raz w akcji zobaczymy ich dopiero za dwa miesiące. Wynika to z chęci cięcia kosztów i jak najmniejszych wydatków w trakcie pandemii, aczkolwiek trzy wyścigi w Monako powinny nam zrekompensować długie oczekiwanie na ponowne obejrzenie młodych gwiazd. My cofniemy się myślami do ostatnich kilku dni i wyłowimy największych wygranych i przegranych ubiegłotygodniowej potyczki. 

FIA Formula 2

MVP

Guanyu Zhou to zdecydowanie najlepszy kierowca 1. rundy. Zawodnik jeżdżący pod chińską flagą wszedł w weekend razem z drzwiami, zdobywając pole position z czasem o zaledwie 0.003 sek lepszym od wykręconego przez Christiana Lundgaarda. Pierwszy sprint nie wskazywał jednak na tak dobrą formę wychowanka Alpine. Zhou w bólach wywalczył P7, zgarnął tylko dwa oczka i dojechał za Szwarcmanem i Lundgaardem, którzy obok niego są głównymi kandydatami do zgarnięcia tytułu. 

Dużo lepiej się spisał w kolejnych dwóch potyczkach. Guanyu w drugiej sobotniej sesji zamknął podium, bijąc się do samego końca z Oscarem Piastrim i Christianem Lundgaardem o zwycięstwo. W głównym wyścigu był blisko zgarnięcia kompletu, ale najszybsze okrążenie zabrał mu szalejący w końcówce Robert Szwarcman. Mimo tego udało mu się wygrać i po raz pierwszy w karierze sięgnąć po zwycięstwo w głównym wyścigu. 

Guanyu Zhou

Zhou po pierwszym weekendzie ma na koncie już 41 punktów i wyrobił sobie aż 11 oczek przewagi nad drugim Liamem Lawsonem i 13 nad Daruvalą, a Lundgaarda i Szwarcmana odstawił na aż 25 punktów. Taka różnica daje mu komfort na GP Monako i już teraz ustawia go w dobrej pozycji do walki o zgarnięcie mistrzostwa. 

Pozytywne zaskoczenie

Występ Richarda Verschoora został potwierdzony dopiero trzy dni przed weekendem, a pomimo tego Holender pojechał bardzo dobrze. Verschoor już wcześniej solidnie spisywał się w Formule 3, ale jego wyniki na papierze nie rzucały na kolana - ostatnią kampanię zakończył na 9. miejscu, a na testach w Bahrajnie uplasował sie na 14. lokacie. 

Mimo wszystko trudno było się spodziewać fajerwerków od kierowcy, który ma przejechać tylko jeden weekend i później liczyć na ponowne zatrudnienie albo szansę poza MP Motorsport. Richard już w kwalifikacjach pokazał, że trzeba się z nim liczyć i przypieczętował P6, a po dyskwalifikacji Vipsa wskoczył do TOP 5. Niestety z pierwszego sprintu wykluczył go bardzo optymistyczny atak Dana Ticktuma i już na drugim kółku było wiadomo, że do następnego wyścigu wystartuje z końca stawki. 

Drugi sprint był popisem genialnej jazdy Verschoora. Richard, pomimo startu z końca, zyskał aż 17 pozycji i zakończył walkę 5. miejscu, dzięki czemu mógł dopisać sobie sześć oczek do dorobku. Przez chwilę był nawet na P4, ale FIA po wyścigu anulowała 10-sekundową karę dla Christiana Lundgaarda. 

FIA Formula 2

Równie dobrze spisał się w głównym wyścigu, w którym był o włos od podium. Holender ruszył na odwróconej strategii i dzięki safety carowi w drugiej części wyścigu wyjechał jedynie za Piastrim i Armstrongiem. Po przeskoczeniu Australijczyka i reprezentanta Nowej Zelandii szybko wskoczył na P1, ale jego nadzieje na zwycięstwo odebrał Zhou. Chwilę później Richard został wyprzedzony przez Ticktuma, a na ostatnim okrążeniu podium mu zabrał Lawson. Mimo tego P4 w MP Motorsport to bardzo dobry wynik. Verschoor spisał się w ten weekend ponad stan i zrobił wszystko jak należy, aby dostać nowy kontrakt. 

Na duży plus spisał się także Matteo Nannini. Zatrudnienie młodego Włocha wywołało przed sezonem wiele kontrowersji i trudno było oczekiwać od niego dobrych rezultatów. Pomimo tego Matteo drugi sprint skończył tuż za punktowaną ósemką, a w niedzielę zamknął TOP 10 i niespodziewanie zapunktował. Nannini, pomimo słabej maszyny HWA, jest w stanie rywalizować z mocniejszymi rywalami i jeśli się tak będzie spisywał cały sezon, to kto wie, czy nie przyciągnie uwagi lepszej ekipy. 

Rozczarowanie

Gdybyśmy zaczynali sezon w grudniu, to Robert Szwarcman za ten weekend pod choinką zapewne znalazłby dość sporych rozmiarów rózgę. Rosjanin w dużej mierze na własne życzenie tak słabo zapunktował i przez liczbę rund z głównego kandydata do tytułu może zaraz się stać jednym z największych zawodów sezonu. 

Od początku weekend układał się nie po myśli 21-latka z Ferrari. Najpierw w kwalifikacjach nie udało mu się skleić odpowiedniego kółka, a na kilka minut przed końcem awaria zmusiła go do przedwczesnego wycofania się z sesji. Szwarcman po ostatnich przejazdach spadł na odległe P11 i był zmuszony do rzucenia się w pogoń. Pierwszy sprint był tak naprawdę ostatnim momentem, w którym Szwarcman mógł być zadowolony z weekendu. Udało mu się awansować na P4 i zgarnąć 8 punktów, co ustawiło go w dobrej pozycji przed drugim wyścigiem.

 Robert Szwarcman

Kolejny sprint zakończył tak szybko, jak go zaczął. Rosjanin już w pierwszym zakręcie zaliczył kontakt z Danem Ticktumem i był zmuszony do wycofania się z wyścigu. Niewiele dłużej unikał incydentów w głównym wyścigu. Tym razem wytrzymał aż do T4. Szwarcman na dohamowaniu wjechał w tył bolidu Roya Nissany'ego, co zakończyło wyścig Izraelczyka, który ze sobą pociągnął Zendelliego - on również mógł zapomnieć o dobrym rezultacie.

Robert dostał karę przejazdu przez pit lane, co mocno pokrzyżowało jego plany. Co prawda dojechał finalnie na P7, ale bardzo pomógł mu wyjazd samochodu bezpieczeństwa i długi stint na twardszej mieszance. Tym samym Szwarcman wyjeżdża z Bahrajnu jako ósemka klasyfikacji generalnej i od Monako musi się rzucić w pogoń za Zhou. 

Najlepszy debiutant

Liam Lawson wszedł do Formuły 2 razem z drzwiami. Nowozelandczyk kwalifikacje zakończył na 8. miejscu i do wyścigu ruszał z P3. Fantastyczna reakcja na starcie pozwoliła mu awansować na prowadzenie, które później pewnie kontrolował przez 23 okrążenia. W końcówce świetnie odpierał ataki Daruvali i już w pierwszym wyścigu sięgnął po najwyższy stopień podium, tym samym zostając na kilka godzin liderem klasyfikacji. 

Drugi sprint przez długi okres również układał się po myśli Lawsona. Kolejny dobry start pozwolił mu na szybki awans z P10 na P3, które utrzymywał aż do 15. okrążenia. Niestety 19-latek ucierpiał w walce z Lundgaardem i Drugovichem. Brazylijczyk szukał miejsca po wewnętrznej do T4, ale jego manewr był daleki od przyzwoitego i uderzył w Lawsona, który był zmuszony do wycofania się z rywalizacji. 

Natomiast w niedzielę Liam wrócił i udowodnił, że w jego przypadku nie należy patrzeć na metrykę. Nowozelandczyk na 13 okrążeń do końca głównego wyścigu był siódmy, ale świeże opony i bardzo dojrzała jazda pozwoliły mu awansować na podium, a na ostatnim okrążeniu wyprzedził Roberta Verschoora. Lawson w pełni zasłużenie jest wiceliderem klasyfikacji generalnej i kto wie, czy to właśnie nie wychowanek Red Bulla staje się czarnym koniem w walce o tytuł. 

Liam Lawson

Na wyróżnienie zasługuje również Oscar Piastri. Australijczyk pojechał imponujący weekend, zgarniając między innymi zwycięstwo w sprincie. Podobnie jak w przypadku Lawsona w głównym wyścigu Oscara wykluczył kontakt z Danem Ticktumem, przez co mistrz F3 stracił szansę na bardzo dobrze punktowane miejsca. Wychowanek akademii Alpine razem z Lawsonem mogą zamieszać w Formule 2 już w swoim pierwszym sezonie na zapleczu. 

Największy pechowiec

Po drugiej stronie rzeki znalazł się za to zespołowy partner Lawsona, Juri Vips. Estończyk weekend zakończył z zerowym dorobkiem punktowym, aczkolwiek trudno go obwiniać za to, co się stało. Z bardzo dobrych kwalifikacji, które ukończył w TOP 5, wykluczyło go złamanie Regulaminu Technicznego, co spowodowalo start z końca stawki. W sprincie był bardzo blisko zdobycia oczka, ukończył wyścig na P10, a do TOP 8 zabrakło mu niespełna 3 sekund. 

Kilka godzin później Juri znów popisał się bardzo dobrą jazdą i w końcówce wydawało się, że to on zgarnie zwycięstwo, ale w bolidzie Estończyka doszło do awarii, która oznaczała kolejną utratę z punktów. W głównym wyścigu Vips próbował znów się przebić z końca, ale kara, którą dostał pod koniec wyścigu, zabiła jego szanse na choćby skromny punkcick. W taki oto sposób kierowca Red Bulla zaczął pierwszy pełny sezon w Formule 2. 

Juri Vips

Kierowców Formuły 2 zabraknie na Autodromo Enzo e Dino Ferrari za 3 tygodnie oraz na Autódromo Internacional do Algarve za 5 tygodni. Zawodnicy wrócą do walki dopiero w dniach 20-22 maja na słynnym obiekcie w Monako.

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.
Załóż konto lub Zaloguj się