Maciej Gładysz zaliczył i dobry, i pechowy początek sezonu F3. Po fantastycznych kwalifikacjach przystąpił do sprintu z 9. pola, a na metę dojechał na P6. Niestety nie dostał punktów, bo wyścig skrócono. Pierwszą zdobycz zanotował za to Roman Biliński w F2.

Gładysz ma za sobą kolejny świetny dzień za kierownicą maszyny FIA F3, aczkolwiek po prostu może mówić o pechu. Polak znakomicie spisał się już na starcie, gdzie zaatakował rywali, wykorzystał ich pomyłki i przebił się na P6. 

Niestety zmagania potrwały zaledwie 9 okrążeń. W zakręcie nr 5 doszło do dużej kolizji kierowców Premy, którzy wpadli w bandę i uszkodzili ją do tego stopnia, że nie dało się dokończyć jazdy. Konieczne były rozległe naprawy, a potrwały one aż do treningu F1, opóźnionego o 20 minut. 

Kraksa wypadła w najgorszym momencie dla Polaka. Do 50% dystansu wyścigu nie zabrakło wiele, ale ponieważ nie udało się osiągnąć tego progu, to punkty otrzymało tylko pierwszych pięciu zawodników. Szósty Gładysz musiał obejść się smakiem, lecz jego dobra postawa w piątek i sobotę naturalnie została zauważona.

Pierwszy punkt Bilińskiego w F2

Niezły początek mistrzostw miał dziś też Roman Biliński. Do kierowcy DAMS uśmiechnęło się szczęście, choć najpierw trzeba było poradzić sobie w intensywnym wyścigu.

Sprint F2 był pasjonujący, a kierowcy walczyli ze sobą na całej długości Albert Park. Doszło do wielu zmian pozycji i paru incydentów, ale nie tak dużych, aby przerywać fascynującą akcję. 

Biliński wyruszył z P12, miał trochę pracy w środku stawki i musiał powalczyć z innymi zawodnikami. Robił to dość skutecznie, kontrując m.in. Nikolę Tsolova po utracie pozycji. Ostatecznie udało mu się przebić na 9. miejsce, a dzięki karze dla jednego zawodnika z czołówki awansował do top 8 i zgarnął już pierwszy punkt w 2026 roku.