Od soboty Fernando Alonso ponownie jest łączony z Alpine, ale tym razem wydaje się to ciut poważniejsze niż np. rok temu. Dwukrotny mistrz świata F1 jest zawodnikiem cieniutkiego Astona Martina, który wraz z Hondą ma obecnie ogromne problemy. Na swój być może ostatni sezon w Formule 1 mógłby wrócić tam, skąd przyszedł, do swojego menedżera i luksusowej marki.

Fernando Alonso znów jest przymierzany do Alpine. Równo rok temu, na etapie GP Kanady i 24h Le Mans, taka plotka latała po padoku w Montrealu, choć bardzo szybko odeszła w niepamięć. Wtedy nie pociągnęła za sobą niczego konkretnego, zresztą wokół panowała ekscytacja połączeniem sił Hondy i Adriana Neweya, aczkolwiek teraz taki ruch wydaje się mieć pewne podstawy. 

O potencjalnym powrocie Hiszpana informował wczoraj włoski Motorsport (również po angielsku), a także serwis PlanetF1. Zdaniem mediów nie jest to przypadkowa pogłoska, ale coś, o czym na miejscu mówi się sporo, głównie w kontekście nieuchronnego pożegnania kierowcy z królową motorsportu.

Alonso zasugerował w ten weekend, że 2026 lub 2027 rok może być końcem tej wieloletniej przygody. Szczególnie jedno zdanie narobiło niemałego szumu, choć krył się za nim kalendarzowy detal: - To będzie wyjątkowy weekend, prawdopodobnie mój ostatni wyścig F1 w Barcelonie. 

- Nie mam nic konkretnego na myśli. Po wakacjach zdecyduję, czy będę kontynuował, czy też nie. Ale Barcelony nie będzie w przyszłorocznym kalendarzu, a skoro nie wiem, czym się zajmę, to niemalże niemożliwe jest powiedzenie, czy pojawię się tu za dwa lata.

Najgorszy bolid, najgorszy silnik

Powrót do Alpine to jeden ze scenariuszy właśnie na prawdopodobnie ostatni sezon tego zawodnika na najwyższym poziomie. Inną opcją jest naturalnie pozostanie w Astonie Martinie, ale możliwości sportowe tego projektu są i będą ogromną niewiadomą. 

Stajnia z Silverstone planuje tzw. pakiet B na GP Belgii. Może być to decydujący moment, wręcz ratujący ten wybitnie nieudany sezon. Problem polega jednak na tym, że Astonowi trudno będzie nadrobić straty na tyle, aby niespełna 45-latek mógł doczekać naprawdę dobrych czasów wraz z Adrianem Neweyem i Hondą.

Już teraz wydaje się, że bycie na szarym końcu frustruje Fernando. Co więcej, jest to człowiek, który ostrożnie dobiera słowa i doskonale orientuje się w tym, co i kiedy mówi. To dlatego wypowiedziane po czasówce mocne słowa są podwójnie interesujące.

- Przyjechałem tu z wiedzą, że będziemy ostatni, no i jesteśmy. Zero zaskoczenia. Chyba nikt nie jest zaskoczony.

- Ten tor niczego nie wyeksponował. Wiedzieliśmy, że mamy najgorszy bolid i najgorszy silnik. Bardzo jasno mówimy co wyścig, że musimy pracować. W drugiej połowie sezonu będziemy mieć nowy pakiet aerodynamiczny i nową specyfikację silnika. Tu leży nasza nadzieja. 

- Powtarzamy to co weekend. Za dwa tygodnie przyjedziemy do Austrii i znów będziemy ostatni, a wy powiecie mi, że wyeksponowano nasze słabe strony. Znamy je i wiemy, nad czym pracować. 

Dlaczego Alpine?

Właśnie tu do gry może wejść Alpine. Ten zespół nie musi pracować nad tym, aby nie pokonywał go Cadillac, posiada konkurencyjną jednostkę Mercedesa, jest w stanie punktować, a w Monako ostatecznie znalazł się nawet na podium. Taki pakiet pozwoliłby Alonso odejść z F1 w lepszym stylu oraz stworzyć symboliczną klamrę. Byłoby to czwarte pojawienie się w Enstone, a do tego u boku człowieka, z którym świętował swoje mistrzostwa, na dodatek w tej samej ekipie.

Postać Flavio Briatore ma tu ogromne znaczenie nie tylko ze względu na to, że jest on jednocześnie menedżerem kierowcy. Alpine w tej chwili zarządzają po prostu zupełnie inni ludzie niż w 2022 roku. Między innymi po Laurencie Rossim, któremu Hiszpan zagrał na nosie przy okazji niespodziewanego wyboru Astona, nie ma już śladu.

Są tam za to inne pokusy, finansowe czy biznesowe. Alpine od przyszłego roku będzie występować w stawce wraz ze ściągniętym przez Briatore Gucci. Luksusowa marka ma mieć duży udział w tym zamieszaniu. Korzyści z takiej współpracy, z uwagi na status Alonso, wydają się oczywiste, jako że wielka firma miałaby legendę motorsportu w swoich barwach, plus przyciągające uwagę pożegnanie. 

Nawet gdyby ostatecznie do niczego nie doszło, obecne dyskusje tylko podbiją wartość całkiem konkurencyjnego fotela. O ten powalczyć będzie musiał przede wszystkim Franco Colapinto, choć akurat jego forma w tym sezonie jest dużo lepsza niż w poprzednim.