Lewis Hamilton nie krył swojego zaskoczenia przewagą, którą w pierwszych tegorocznych kwalifikacjach F1 wygenerował sobie Mercedes. Kierowca Ferrari w swoich wypowiedziach podkreślił, iż ma nadzieję, że dysproporcja osiągów w Australii nie wynika w tym przypadku z żadnych nieregulaminowych sztuczek i dotyczy wyłącznie czystej mocy.
Sobotnia czasówka na torze Albert Park przebiegła pod dyktando reprezentantów stajni z Brackley, którzy w decydującym segmencie jazd nie dali złudzeń swoim rywalom i zaprezentowali swój prawdziwy potencjał. Najlepszy ostatecznie okazał się George Russell, który o prawie trzy dziesiąte wyprzedził Kimiego Antonellego. Trzeci w zestawieniu Isack Hadjar stracił z kolei do najlepszego czasu +0.785 sekundy, co oczywiście należy traktować w formie tzw. przepaści czasowej.
Pewnym rozczarowaniem należy nazwać dzisiejszą dyspozycję Ferrari, gdyż Charles Leclerc zajął czwarte miejsce, a Lewis Hamilton ustawi się jutro na dość odległym siódmym polu startowym. Co istotne, obaj reprezentanci Scuderii mieli doświadczyć w kwalifikacjach problemu z akumulatorem, co miało wpływ na ich tempo.
W trakcie spotkania z mediami siedmiokrotny mistrz świata został zapytany, co sądzi o przewadze, którą na starcie sezonu dysponuje obóz kierowany przez Toto Wolffa. Co ciekawe, sam zainteresowany w odpowiedzi wtrącił wątek stopnia sprężania, który jeszcze kilka dni temu był głównym tematem w środowisku Formuły 1 jako potencjalnie bardzo groźna broń w rękach konkurencji.
- Nie rozumiem tego - powiedział Hamilton. - Podczas testów nie dysponowali taką mocą, a teraz nagle mają dodatkowe osiągi z jakiegoś nieznanego źródła. Musimy zrozumieć, na czym to polega. Mam tylko nadzieję, że nie chodzi tutaj o współczynnik sprężania, tylko o czystą moc, którą my też będziemy musieli znaleźć, aby się poprawić.
- Jeśli to stopień sprężania powoduje tę różnicę w osiągach, to będę rozczarowany, że FIA na to pozwoliła. To nie jest zgodne z literą prawa, ale jeżeli tak wygląda sytuacja, to będę naciskał na mój zespół, aby zrobił to samo i żebyśmy mogli uzyskać większą moc.
Według nowej procedury od 1 czerwca stopień sprężania w silnikach będzie sprawdzany nie tylko na zimnym, ale również na gorącym silniku. Hamilton uważa jednak, że wprowadzenie takiego kroku jest zbyt późne.
- Jeżeli będą mieli możliwość korzystania z tej sztuczki przez kilka miesięcy, to sezon będzie skończony... To znaczy może nie całkiem skończony, ale mówimy tu o siedmiu wyścigach, w których rywale będą tracić sporo punktów, jednocześnie mając po sekundę straty w kwalifikacjach.

